*niedługo po rozpoczęciu treningu*
Szwendał się bez celu po obozie. Po dzisiejszym treningu czuł się wyjątkowo zmęczony. Ćwiczyli dzisiaj tropienie z wujkiem Leszczynkiem i nawet dobrze mu szło. Jak zawsze, porozmawiali trochę i Wróbelek nie raz sprowokował rudego do uśmiechu. Teraz, gdy został sam… Emocje opadły, pozostawiając tylko zmęczenie. I pustkę.
Chciał być sam. Żeby nie musieć się uśmiechać.
Posiedział trochę u taty, ale nawet tam nie był w stanie długo wytrzymać. W końcu po prostu wstał i znów ruszył przed siebie, ze wzrokiem wbitym między ziemię.
Otrząsnął się dopiero, gdy znalazł się przed kociarnią. Z jakiegoś niepojętego powodu, jego łapy zaniosły go właśnie do tego miejsca. Więzienia. Pachnącego jeszcze do niedawna strachem, krwią i śmiercią.
Ostatniego miejsca, w którym widział tatę żywego.
Cicho wszedł do środka. Półmrok przywoływał wspomnienia, dźwięk spokojnych oddechów i zapach mleka sprawiał, że przez moment czuł się, jakby wrócił do domu.
A jednak nie wszyscy spali. Zanim zdążył zareagować, w jego stronę ruszyła wesoła liliowa kulka.
- Dzień dobry, Wróbelku! - W jej morskich ślepiach błyszczały wesołe ogniki. Otarła się o niego na powitanie, mrucząc radośnie. Mimowolnie kąciki jego pyszczka uniosły się.
- Dzień dobry, Fasolko. Naprawdę zostałaś rannym ptaszkiem, co? - zażartował. Dopiero teraz, gdy wyprowadził się z legowiska, był w stanie dostrzec, jak bardzo się zmieniła. Nie była już grubiutką fasolką. Kocurek uświadomił sobie, że lada dzień liliowa dołączy do niego w legowisku uczniów. Ona i jej śpiące w futrze cioci Miedzi rodzeństwo.
- Wszystko przez ciebie - w jej głosie zabrzmiała udawana złość. - Coś się stało? - Przyjrzała mu się dokładniej, przechylając łebek. Pokręcił głową.
- Po prostu wujek Leszczynek zdążył dać mi już rano wycisk - postarał się, aby jego ton zabrzmiał lekko. - Strzeż się, jak zostaniesz Fasolkową Łapą, koniec z wysypianiem się! - Uśmiech na jego pyszczku był odrobinę bardziej smutny niż zwykle.
Koteczka zaśmiała się, a Wróbelek pomyślał, że gdyby mógł sprawiłby, żeby nigdy nie przestała. Trąciła go ogonem i zażartowała, że przy niej to raczej mentor się nie wyśpi.
Przytulił się do jej krótkiego futra, w myślach dziękując za to, że była. Uśmiechała się. Żartowała.
Gdyby nie ona, gdyby nie jego rodzina, Modrzewik… Wolał nie myśleć.
<Fasolko? Przepraszam, że tak długo i że gniot xd Chcesz zrobić lekki time skip? I na pewno wpadnę do Ciebie z wymiotami :')>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz