BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

07 listopada 2026

Od Smuklikowej Łapy (Smuklikowego Żądła)

Smuklikowa Łapa wraz z Bzyczącą Łapą przemierzali gęsto zalesione tereny Klanu Wilka, kierując się w stronę styku leśnej granicy z otwartą polaną, na której w oddali jawiło się Cierniste Drzewo. Pręgus od ostatniego razu, gdy miał okazję zbliżyć się do drzewa, zmienił względem niego, jak i otaczającej go aury, nastawienie. Gdyby mógł, z chęcią udałby się w tym momencie pod jego pień i złożył dziękczynną modlitwę. Niestety Kalinowy Powiew i Kamienne Pióro wyrazili zgodę na to, aby oba kocury, skoro chcą udać się na polowanie tylko we dwójkę i przetestować swoje umiejętności, ruszyli w teren pod dwoma warunkami: nie mogli opuszczać lasu, po którym mogli poruszać się na planie okręgu oraz Smuklikowa Łapa miał słuchać się bardziej doświadczonego Bzyczącej Łapy. Smuklik zamierzał się stosować do zasad mentorów, zastanawiając się, czy to przyzwolenie na opuszczenie obozu bez nich nie było swego rodzaju testem, który przyspieszy ich ceremonię mianowania na wojownika.
— Czujesz to, Smuklikowa Łapo? — Bzycząca Łapa głośno wciągnął powietrze przez swoje nozdrza, przystając na leśnej ścieżce. — To przedsmak bycia wojownikiem.
Smuklikowa Łapa poczuł mrowienie w opuszkach, gdy słowa kocura odbiły się echem w jego umyśle.
„Przedsmak bycia wojownikiem”.
Codziennie skoro świt stawał w wyznaczonym miejscu w sercu obozu, oczekując na swoją mentorkę. Stosował się do jej poleceń i słuchał cennych rad. Starał się być powodem dumy niebieskiej kocicy, w szczególności, że był jej pierwszym uczniem. Tym bardziej musiał zadbać o to, aby nie stać się rozczarowaniem kocicy. Znał swoje możliwości i nie zatajał potrzeby odpoczynku. Udało mu się stworzyć silną więź z mentorką, opartą na szacunku oraz zaufaniu. Smuklikowa Łapa uważał, że każdy uczeń powinien mieć podobnie wyglądającą relację ze swoim mentorem. Szlifowanie umiejętności to jedno, lecz równie cenny był rozwój relacji z drugim kotem, aby zrozumieć, że jako jednostka możesz wiele, ale jako para lub grupa jeszcze więcej. Tym bardziej podczas polowania, a już na pewno walki.
— Czuję. — Zaciągnął się powietrzem. — Pachnie świerkami i trawą po deszczu... Nie mogę się doczekać, aż będę mógł przewodzić patrolem!
Rozmarzony wizją kroczenia na przodzie patrolu, poruszył wąsami. Czy jeśli uda im się wykazać podczas dzisiejszego patrolu łowieckiego i nie złamać żadnej z zasad, to ich mentorzy uznają ich za gotowych do pełnienia funkcji wojownika? Jednak... jeśli Kalinowy Powiew i Kamienne Pióro zgłosiliby swoich uczniów ubiegających się o rangę wojownika tego samego dnia, to czy Smuklikowa Łapa i Bzycząca Łapa byliby zmuszeni do stoczenia ze sobą walki? Ta wizja ani trochę nie spodobała się pręgusowi. Smuklik nie chciał, aby to brat Pyzatej Łapy był tym, przez którego byłby zmuszony do stoczenia kolejnej walki, gdyby za pierwszym razem mu się nie poszczęściło. Sam również nie chciał też być tym, który zagrozi reputacji Bzyka w klanie, gdyby jednak udało mu się pokonać starszego kocura. Oboje musieli za pierwszym razem wyjść zwycięsko z boju i zyskać wojownicze miano! Jednak, aby tego dokonać, nie mogli zostać swoimi przeciwnikami.
Smuklik zawiesił spojrzenie na Bzyczącej Łapie na dłuższy czas. Jego długie, masywne łapy zakończone białymi skarpetkami uderzały o leśne podszycie. Brązowy był wyższy o Smuklika o głowę, jednak niebieski wierzył w to, że w przyszłości niewiele będą się od siebie różnić pod względem wysokości.
Bzycząca Łapa wyrwał się do przodu w tym samym momencie, w którym nozdrza Smuklika wypełniła woń ich dzisiejszego posiłku. Królik. Najprawdopodobniej jakiś nieudolny Burzak podczas próby pochwycenia uszaka zagonił go wprost na tereny Klanu Wilka.
„Niech Przodkowie wynagrodzą ci tę hojność w kociętach”.
Smuklik dołączył do pościgu. Biegł ile sił w łapach za starszym kocurem i ich zwierzyną, która raz za raz umykała za pieńkiem.
— Zagrodzę mu drogę! — zawołał, biegnąc po zewnętrznej stronie i odbijając na prawo. Dokładnie w tę w stronę, w którą powinien przy następnym łuku skręcić uszak. To był jeden jedyny raz, gdy podczas pościgu komunikowali się werbalnie.
Królik odbił się od przewróconej kłody swoimi tylnymi łapami, umykając przed pazurami Smuklikowej Łapy. Ten błąd wybił nieco kocura z rytmu, jednak spojrzenie Bzyczącej Łapy sprawiło, że niebieski za bardzo się nad nim nie rozwodził. Zamierzał użyć tej samej techniki, lecz tym razem musiał skupić się w pełni i zagrodzić królikowi trasę, gdy Bzyk będzie miał go na wyciągnięcie łapy.
Pościg trwał krótko, lecz każda miniona sekunda była cenna. W końcu po lesie rozległ się pisk królika, który nie brzmiał ani trochę przyjemnie. Trwał on zaledwie uderzenie serca; Bzycząca Łapa szybko skrócił cierpienie zwierzęcia.
— Dobra robota, Bzycząca Łapo! — Niebieski zbliżył się do ucznia, który z dumą prezentował zdobycz. — Czeka nas dzisiaj wyśmienita uczta.
— Potrawka z królika, specjał Klanu Burzy... zamawiam udko! — Oblizał się, będąc gotów zatopić zęby w króliczym cielsku. — Właściwie... może, zamiast go zjeść... zabierzemy go do obozu? Mamy w końcu powód do świętowania.
Na pysku Smuklikowej Łapy zagościł uśmiech. Tropiąca Łaska została odbita z łap samotników. Bezpiecznie została sprawdzona do klanu przez koty, którymi przewodziła Kocimiętkowy Wir. Rany widniejące na ich ciałach sugerowały, że nie była to łatwa wyprawa, a jednak udało im się! Klan Wilka po raz kolejny okazał się najlepszym klanem ze wszystkich klanów!
— To świetny pomysł. Możemy jeszcze na coś zapolować i... — Urwał dokładnie w tym samym momencie, w którym jego nozdrza wypełnił obcy zapach. Podobny do woni, która znajdowała się na futrze czarno-białej więźniarki. Woń Betonowego Świata. — Czujesz to?
Bzycząca Łapa skrył zdobycz w krzewie i ruchem ogona wskazał, aby Smuklik za nim podążył. Udali się na skraj, gdzie woń samotnika była bardziej wyczuwalna. Jego odciski łap oraz zapach sugerowały, że mają do czynienia z kotką. Kotką, która stawia pewnie kroki na wilczackich terenach i kieruje się... prosto do obozu!
— Powinniśmy...
Bzycząca Łapa nie słuchał Smuklika. W jego oczach jawił się gniew. Czyżby pomyślał o swojej siostrze, która miała odbywać trening dokładnie w tej okolicy, do której najprawdopodobniej zamierzał udać się samotnik? Tor jego trasy pozostawał niezmienny. Pręgus zrównał się z czekoladowym, w pewnym momencie nawet go wyprzedając. Potężne łapy dudniły po poszyciu, gotowe rzucić się z wysuniętymi pazurami na intruza.
Przy złamanym świerku dostrzegli brązową postać. Młodzi uczniowie postanowili użyć tej samej techniki, jakiej użyli do upolowania królika. Porozumiewali się bez słów, jedynie ruchem ogona, głowy lub spojrzeniem. Smuklik jako pierwszy stanął oko w oko z kocicą, której pysk był naznaczony charakterystyczną blizną. Dokładnie taka samą, jaką miała Sroka. W spojrzeniu nieznajomej w pierwszej chwili ukazało się zaskoczenie, być może z powodu tego, że to nie dorośli wojownicy, a młodzi uczniowie, aspirujący na wojowników, zamierzali pokrzyżować jej plany.
Smuklikowa Łapa wygiął grzbiet w łuk, skupiając na sobie całą uwagę czekoladowej nieznajomej, gdy w tym samym momencie z impetem uderzył ją barkiem Bzycząca Łapa. Kocica wydała z siebie ostrzegawcze syknięcie, jednak nie wysunęła pazurów, gdy zablokowała kolejny atak brata Pyzy. Broniła się, starając się zachować między sobą a uczniami bezpieczną odległość. Oba kocury zagroziły jej przejście, a ich postawa ciała przyjacielsko sugerowała, aby zabrała się i powróciła stamtąd, skąd tu przyszła.
— Czego tu szukasz, głupia samotniczko? Zachciało się wam uprowadzić kolejne koty z naszego klanu? Po moim trupie! — Uderzył łapą z wysuniętymi pazurami w grunt.
— Nie liczyłam na ciepłe powitanie, ale nie sądziłam, że wpadnę na dwa przerośnięte kocięta w gorącej wodzie kąpane... Gdzie wasi mentorzy? — Oboje zignorowali pytanie kocicy. — Ty chowaj pazury, a ty... nawet nie próbuj mnie zajść od tyłu — zwróciła się do Smuklikowej Łapy, który zamierzał wskoczyć na plecy kocicy i ją unieruchomić. — Nazywam się Cykoria. Jestem... to znaczy byłam członkinią Klanu Wilka, na długo przed waszymi narodzinami. Chcę się spotkać z Zalotną Gwiazdą lub kimś innym, kto pełni aktualnie funkcję lidera.
— Twoja blizna na pysku sugeruje coś innego! Pochodzisz z Betonowego Świata, a nie z Klanu Wilka! Nigdy nie słyszałem o jakimś Cyko... — Urwał, zdając sobie sprawę, że to imię brzmiało jakoś znajomo.
— Cykoria jest uciekinierką! Jeśli nią jesteś, musisz być doprawdy głupia, uznając, że to dobry pomysł zapuszczać się na tereny Klanu Wilka. Powinnaś wiedzieć, co spotyka koty twojego pokroju! Tym bardziej te, które bratają się z wrogiem...
— Czy nie wyraziłam się wyraźnie? Chcę się spotykać z waszym przywódcą, a nie tracić czas na dwójkę uczniów, którzy pozjadali rozumy!
Gdzieś pięć lisich ogonów od trójki kotów rozległ się trzask, a w lesie dało się wyczuć trzy obce wonie, owiane zapachem spalin. Oba kocury słyszały odgłos biegu, jak i dyszenia. Z zarośli wyłoniły się trzy postacie; barczystej postawy czarno-biały kocur, wielkością zbliżony do Bzyczącej Łapy, może nawet z lekka wyższy; drobnej postawy chudy młody kocur o szarej okrywie. Wyglądał prawie, jak Smuklikowa Łapa, jednak był pointem posiadającym krótki, zakrzywiony ogon. Ostatnia z grupy wyłoniła się szylkretowa kocica o kryzie do złudzenia wyglądającej jak lwia grzywa. Na jej pysku jawił się grymas, a jej złote oczy skakały ze Smuklikowej Łapy, na Bzyczącą Łapę, by w końcu zatrzymać się na Cykorii.
— Strzyga? Co ty wyprawiasz... Czemu udałaś się poza miasto...? Dlaczego rozmawiasz z jakimiś podrostkami...? Ty chyba nie...
— Ugh... Jeszcze was brakowało... Wracam do domu, czy to jasne?! Zjeżdżajcie stąd albo zafunduję wam specjalne wilczackie przywitanie!
— Zdrajczyni! — wysyczał barczysty kocur, wysuwając się naprzód grupy.
Smuklikowa Łapa był gotów zaciągnąć samotniczkę określającą się jako byłą Wilczaczkę na audiencję u Zalotnej Gwiazdy, jednak nie spodziewał się, że ich spotkanie przybierze taki, a nie inny obrót wydarzeń. Nie wierzył czekoladowej w ani jedno słowo. Mogła podawać się za zbiegłą kocicę, licząc, że zaprowadzą ją do klanu. A co jeśli ta Cykoria wcale nie zbiegła, tylko została uprowadzona jak Tropiąca Łaska? A ta kotka, z którą rozmawiali, mogła być szpiegiem.
Szylkretowa kocica jako pierwsza rzuciła się w kierunku Strzygi. Niemal w tym samym czasie Bzycząca Łapa wdał się w bój z barczystym samotnikiem, a Smuklikowa Łapa stanął do walki ze swoim rówieśnikiem. Walka była zacięta. Szylkretka, która miała na pysku bliznę, zresztą jak oba kocury i sama Cykoria, musiała żywić jakąś urazę do czekoladowej, gdyż drapała na oślep, wykrzykując nie do końca zrozumiałe dla Smuklikowej Łapy słowa.
Smuklikowa Łapa mimo początkowych obaw, raz za razem coraz śmielej atakował kota z Betonowego Świata. Gdy ten przyjechał pazurami po jego policzku, zrozumiał, że bez walki nie uda się dojść z nimi do porozumienia. Porozumienia dotyczącego tego, kto wyjdzie z potyczki jako zwycięzca i żywy.
Point był równie szybki, co młody Wilczak. Jednak na pewno był mniej zwinny z powodu urazu ogona. W jego spojrzeniu jawiła się furia. Zatracił się w walce.
W przeciwieństwie do niego Smuklikowa Łapa starał się obserwować otoczenie, jak i pozostałe koty. O brązową kocicę niespecjalnie się martwił, ci samotnicy na pewno wyświadczyliby Klanowi Wilka przysługę, gdyby pozbyli się kocicy, jednak ta zaciekle walczyła, gryząc i drapiąc tę, która dowodziła ich małą grupą. Smuklik martwił się o Bzyczącą Łapę. Samotnik, z którym przyszło walczyć czekoladowemu, był od niego starszy, i to sporo.
— Ej, ty, laluś, na mnie się patrz! — Kolejne draśnięcie w policzek, tym razem głębsze. — To ja jestem twoim przeciwnikiem!
Smuklikowa Łapa odepchnął od siebie przeciwnika, starając się trzymać go na dystans. Nie mógł pozwolić, aby ta przybłęda bezkarnie go atakowała. On sam również nie pozostał bierny na ataki, odpłacając się draśnięciami na grzbiecie pointa. Nawet w pewnym momencie udało mu się na chwilę zbliżyć do niego na tyle, aby pochwycić białe ucho w zęby i je wyrwać.
Splunął, chcąc się pozbyć metalicznego posmaku w pysku.
Gdy minął szok, point rzucił się z wysuniętymi pazurami na Smuklikową Łapę, uczepiając się jego piersi i brzucha. Razem przekoziołkowali parę metrów.
Point górował nad Smuklikiem jak niegdyś Bzycząca Łapa. Jednak na pysku Bzyczka malował się szeroki uśmiech, a nie rząd ostrych zębów.
„Mamo Jesionowa Szadzi... Mamo Miodowy Ulu...”.
W umyśle kocurka pojawiły się obrazy jego matek. Braci. Siostry. Tygrysiej Nocy. Bryzowej Łapy.
Ci samotnicy nie mogli wchodzić na tereny Klanu Wilka, jak do siebie, i krzywdzić bliskich pręgusa. Już jedną skrzywdzili. Smuklik nie pozwoli im skrzywdzić nikogo więcej!
Pozwolił zranić się w brzuch. Rana była płytka, lecz dzięki temu zagraniu zbliżył swój pysk do szyi pointa. Samotnik zbyt późno pojął swój błąd. Młodociane szczęki zacisnęły się na gardle kocura. Samotnik zaczął się szamotać, próbując bezskutecznie wyswobodzić się z uścisku. Z każdym uderzeniem serca jego ruchy stawały się wolniejsze, jak i charkot wydobywający się z jego pyska stawał się coraz cichszy. Dopiero mając pewność, że samotnik naprawdę dokonał żywota, Smuklik rozluźnił szczęki i odepchnął od siebie martwego przeciwnika.
Pierwsze zabójstwo.
Ciężko było mu opisać to, co czuł w tym momencie. Nie zamierzał zabijać kocura. A może chciał w ten sposób myśleć. Klan Wilka różnił się od pozostałych klanów. Mogli przeganiać samotników, ale jeśli ci zamierzali zagrozić czy to pojedynczej jednostce, większej grupie lub całemu klanowi, mogli stanąć też do walki.
Czerwone krople skapnęły z umorusanej brody pręgusa. Gdyby to była krew zwierzyny, najpewniej oblizałby pysk, jednak nie miał ochoty smakować tej należącej do samotnika.
Martwego samotnika.
Gdzieś z tyłu z opóźnieniem dochodziły do uszu Smuklikowej Łapy odgłosy walki, która była przesądzona. Szylkretowa kocica krzyczała wniebogłosy, dotykając łapami swojego pyska w miejscu, w którym znajdowały się oczy. A raczej to, co z nich pozostało. Cykoria oślepiła swoją przeciwniczkę, która pojmując sytuację, w której się znalazła, na oślep zaczęła biec przed siebie.
„Ona umrze dzisiejszego dnia. Z powodu ślepoty lub z powodu utraty zbyt dużej ilości krwi”.
Smuklikowa Łapa potrząsnął głową, skupiając spojrzenie na Bzyczącej Łapie. Starszy uczeń dawał sobie radę, walcząc na równi z przeciwnikiem. Jednak, gdy samotnik pojął, że został sam, zaczął atakować bardziej zaciekle. Tak, jakby chciał przynajmniej jednego kota zabrać ze sobą. Przetoczył się wraz z Bzyczącym Łapą po błocie, wpychając pysk czekoladowego wprost do mułu.
Smuklik wystrzelił jak z procy, uderzając czarno-białego barkiem. Niestety, jego uderzenie poza rozproszeniem przeciwnika nie zadało mu większych obrażeń. To jednak wystarczyło, aby Bzyk mógł się wyswobodzić i spróbować zmienić przebieg walki.
Czarno-biały przyparty do muru, upatrzył sobie Smuklikową Łapę jako nowy cel. Był mniejszy, jego ataki były słabsze, ale nadrabiał szybkością i zwinnością. Nim jednak udało mu się zbliżyć do pręgusa, Bzycząca Łapa przyjechał pazurami po brzuchu samotnika, zadając mu bardzo głęboką ranę.
— Smukliku... Cały jesteś?
Dostrzegając, że czekoladowy zatoczył się na łapach, Smuklik w ułamku sekundy dopadł do boku kocura i użyczył mu swojego barku, na którym Bzyk położył brodę.
— Chyba... chyba jestem cały. A ty, Bzyku? Proszę, powiedz, że wszystko jest dobrze...
Bzycząca Łapa nie mógł odejść. Nie. Po prostu nie!
— Jest cały. Poza płytkimi ranami oberwał jedynie na grzbiecie, jednak nie wymaga pilnej wizyty u medyków. Wyliże się — miauknęła kocica. — To, że ledwo stoicie na łapach, to normalna reakcja po stoczeniu prawdziwej walki po raz pierwszy. Tym bardziej, gdy pozbawiasz także kogoś życia... — Cykoria przeniosła spojrzenie na swoich niegdyś towarzyszy z Betonowego Świata. — Czy teraz mi wierzycie, że nie jestem szpiegiem?
— Nadal ci nie ufam, ale Zalotna Gwiazda musi się dowiedzieć o twojej obecności na terenach, jak i o tych dwóch truchłach...
— Trzech. Tamta również zaraz padnie.
Smuklikowa Łapa nie skomentował uwagi pręgowanej. Spojrzał wymownie na starszego kocura. To on przewodził ich patrolem, to on był starszy i to pod jego opieką znajdował się młodziak. I zdaniem Smuklikowej Łapy, zachował się wzorowo podczas stresującej sytuacji.

~~~

Cykoriowy Cykor szła między uczniami, będąc traktowana niczym więzień. Może i Smuklikowa Łapa odczuwał lekką sympatię względem kocicy, gdyż ta nie chciała wykorzystać ich osłabienia i stoczyć z nimi kolejnej walki, jednak nadal spoglądał na nią nieufnie. Przez całą drogę do obozu kocica milczała. A im bliżej niego byli, tym bardziej wydawać by się mogło, że traciła na pewności siebie.
Smuklikowa Łapa spodziewał się, że wiele kotów skupi na nich swoje spojrzenie, zaprzestając wykonywania innych czynności, gdy tylko dostrzegą ich trójkę w zasięgu wzroku. Wodnikowa Łapa na widok brata, którego ciało ozdobione było draśnięciami pazurów, jak i pysku we krwi, zniknęła w tłumie kotów. Wątpił, aby kocicę obrzydził ten widok. Najpewniej udała się poinformować matki o stanie ich syna, zakładając najgorsze.
Bzycząca Łapa odłożył przy stosie królika, którego upolował przed spotkaniem czekoladowej samotniczki.
— Spójrz... czy to nie Cykoriowy Cykor?
— Ten znak... taki sam jak ten u Sroki i tych samotników...
— Zdrajczyni!
— Co ona tu robi...
— Że też ma czelność pojawiać się na terenach po tylu księżych nieobecności!
Coraz więcej kotów wychodziło z legowisk, chcąc zrozumieć, dlaczego dwójka uczniów przyprowadziła do obozowiska kocicę, która księżyce temu po raz ostatni była przez nich widziana. Smuklikowa Łapa był zirytowanym hałasem, który był niczym innym, jak mieszaniną rozmów.
— Co to za zamieszanie...
Tłum rozstąpił się niemalże natychmiast, gdy szylkretowa kocica opuściła swoje legowisko. Zalotna Gwiazda zbliżyła się do dwójki uczniów oraz Cykoriowego Cykora, patrząc na nich podejrzliwym spojrzeniem. Ruchem ogona dała znać, aby w trójkę udali się wraz z nią do legowiska lidera. Smuklik niechętnie wypełnił rozkaz liderki, gdyż najchętniej teraz rzuciłby się na swoje posłanie w legowisku uczniów, a jeszcze wcześniej tuż przed snem wypielęgnował swoje futerko.
— Czy możecie mi wyjaśnić, dlaczego nie ma z wami waszych mentorów i dlaczego towarzyszy wam Cykoriowy Cykor, której pysk zdobi ta blizna?
Smuklikowa Łapa wraz z Bzyczącą Łapą starał się krótko, ale również szczegółowo opowiedzieć o przebiegu dzisiejszego dnia, który zaczął się niepozornie, jak każdy inny dzień. Wspomnieli o tym, że za zgodą mentorów mogli dzisiejszego dnia tylko we dwójkę udać się na patrol łowiecki. Podali dokładne lokacje miejsc, w których mogli przebywać i w których faktycznie byli. Przebieg polowania, jak i spotkanie Cykoriowego Cykora przytoczył na jednym wdechu. Przebieg walki.
Zalotna Gwiazda w milczeniu przysłuchiwała się opowieści uczniów, obdarowując ich oceniającym spojrzeniem.
— Rozumiem... Bzycząca Łapo, Smuklikowa Łapo. Tuż po opuszczeniu mojego legowiska macie zaprowadzić Cykoriowy Cykor do legowiska więźniów. Masz szczęście, akurat wczoraj opustoszało i nikt nie będzie zakłócał ci spokoju.
Zdanie skierowane do brązowej kocicy brzmiało niczym groźba. Smuklik posłusznie opuścił legowisko wraz ze starszym uczniem, odprowadzając Cykorię do wspomnianego legowiska, jeszcze chwilę temu zamieszkiwanego przez Srokę.
Po wypełnieniu rozkazu kocury miały zniknąć w legowisku medyków, starając się zignorować pytania pozostałych kotów, gdy wtem z legowiska lidera znowu wyłoniła się szylkretka. Tym razem swoje kroki skierowała w stronę mównicy, na którą pomimo wieku wdrapała się bez większego problemu.
— Jak myślisz, Smuklikowa Łapo, mamy przechlapane?
— N-nie wiem, Bzycząca Łapo.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się pod mównicą! — rozkazała donośnym, nieco zachrypniętym głosem.
Jej posiwiały pysk rozświetlały ostatnie wiosenne promienie słońca, a spojrzenie uważnie śledziło zbierające się koty. Era Zalotnej Gwiazdy powoli dobiegała końca, lecz kotka nie zamierzała zaniedbywać swoich obowiązków.
Odczekała kilka uderzeń serca, aż ostatnie koty zajęły swoje miejsca. Wokół mównicy zgromadził się tłum, otaczając Bzyczącą Łapę i Smuklikową Łapę, którzy stali najbliżej niej. Ich futra były splamione szkarłatem, jakby przed chwilą walczyli o tytuł wojownika, choć nie zostało zwołane w tym celu zgromadzenie.
— Niektórzy z was mogli już zauważyć w naszym azylu mniej lub bardziej znajomy pysk. To kotka o imieniu Cykoriowy Cykor, która wiele księżyców temu zbiegła z Klanu Wilka, a teraz, z niewiadomych przyczyn, postanowiła do niego powrócić. W ciągu najbliższych dni zamierzam dowiedzieć się od niej więcej. Jak już mogliście zauważyć, nosi na pysku znak, który posiada również Sroka, a także inni członkowie podmiejskiego klanu — oznajmiła, wodząc wzrokiem po zgromadzonych. — Nie będziemy jednak dziś skupiać się na uciekinierce. Na uznanie zasługuje przede wszystkim dwójka uczniów, która przyprowadziła ją do obozu. Dzięki nim być może dowiemy się więcej o samotniczej grupie, która niedawno porwała jedną z naszych wojowniczek i zaatakowała Mrocznym Przodkom winny patrol.
Przeniosła wzrok na oba kocury.
— Bzycząca Łapo, Smuklikowa Łapo. Wykazaliście się dziś odwagą, sprytem i umiejętnościami walki, pokonując trójkę samotników. Udowodniliście, że wasze treningi przyniosły owoce, a wasza postawa zasługuje na uznanie całego klanu. Nie widzę powodu, by wymagać od was dalszych księżyców nauki. Oboje jesteście gotowi, by przyjąć imiona wojowników.
Zamilkła, pozwalając, by pośród zgromadzonych rozszedł się szmer rozmów.
— Ja, Zalotna Gwiazda, przywódczyni Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Bzycząca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam! — odrzekł natychmiast czekoladowy uczeń.
— Zatem mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Bzycząca Łapo, od tej pory będziesz znany jako Bzyczący Trzmiel. Klan ceni twoją siłę i zaangażowanie oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Następnie zwróciła się ku drugiemu uczniowi.
— Ja, Zalotna Gwiazda, przywódczyni Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Smuklikowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Śnił. To był sen. Zaczął się niepozornie, potem przerodził się w koszmar, by ponownie wrócić na właściwe tory. Smuklik aż zapomniał, jak się oddycha. Czy dobrze usłyszał? Zalotna Gwiazda przed chwilą mianowała na wojownika Bzyczącą Łapę, a teraz to on był mianowany? Ale przecież wciąż był zbyt młody, aby dostąpić zaszczytu mianowania.
— Przysięgam! — Mimo obaw i pytań cisnących mu się na pyszczek, niemalże natychmiast odpowiedział, nie chcąc, aby liderka się rozmyśliła.
— Zatem mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Smuklikowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Smuklikowe Żądło. Nie ukończyłeś jeszcze dziesięciu księżyców, lecz dzisiejszymi czynami dowiodłeś, że odwaga i spryt nie zależą od wieku. Klan Wilka wita cię jako nowego wojownika!
Szmer został zastąpiony przez skandowanie dwóch mian nowych wojowników.
— Bzyczący Trzmiel! Smuklikowe Żądło!
Kocurek wśród tłumu dostrzegł swoje matki, u których boku znajdowała się Wodnik. Z drugiej strony okręgu zauważył Kalinowy Powiew. Czy mentorka była z niego dumna, podobnie jak i mamy?
Pregus zatrzymał spojrzenie na swoim przyjacielu.
Jeszcze dzisiaj rano zastanawiał się, czy, gdyby zostali oboje poleceni przez swoich mentorów, musieliby stoczyć ze sobą walkę. A teraz zamiast uczniowskich mian posiadali te wojownicze. Smuklik z trudem stłumił parsknięcie.
— Udało się nam, Bzyczący Trzmielu... — miauknął, a jego słowa zagłuszane były przez wykrzykiwanie imion wojowników. — Udało się nam! Jesteśmy wspaniali! Silni osobno, a razem jesteśmy niepokonani! — Podskoczył, pozwalając dać ujście dobremu humorowi. Kto by się nie cieszył z ceremonii mianowania na wojownika. Tym bardziej tak wyjątkowej, różniącej się od pozostałych.
— Tak... udało się nam, Smuklikowe Żądło — zaśmiał się, lekko szturchając barkiem młodszego kocura. — Moje gratulacje! Zaimponowałeś Zalotnej Gwieździe! I to jeszcze jak! Coś czuję, że w przyszłości zaproponują ci związek z Zamroczoną Łapą. Musisz ich uświadomić, że straciłeś jednak głowę dla Bryzowej Łapy już jako kociak! — zaśmiał się donośnie, ukazując białe zęby.
A po skończonej ceremonii, wspólnie udali się do legowiska medyków. Na szczęście ich rany, w małej ilości, miały pozostać jako pamiątka dzisiejszego dnia. Reszta miała w przeciągu kwadr zagoić się, o ile będą stosować się do zaleceń medyków. Smuklikowe Żądło przymknął oczy, gdy Bryzowa Łapa nakładała na jego policzek maść. Szylkretowa kocica coś do niego mówiła, jednak ten zdołał w ciągu uderzenia serca odpłynąć do krainy snów. A później, jak nic, czekała na niego rozmowa z matkami, jak i gratulacje z ich strony. Teraz jednak liczył się odpoczynek i przyzwyczajenie się do nowego miana.

[3720 słów]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz