Na dodatek mentorzy jakby trochę zwolnili z treningami, przenieśli je na bardziej kocie pory, biorąc pod uwagę, jak późno wstawało i wcześnie zachodziło słońce. Nawet Cętkowany Liść wydawała się spokojniejsza.
Dziś pierwszy raz od długiego czasu rodzeństwu udało się wspólnie odwiedzić mamę. Serce Wróbelka zalało ciepło na widok uśmiechu ich mamy.
- Kochanie, wstawaj. - Kocica zabrała się za budzenie młodszych braci. Burasek ich uwielbiał. Nie mieli okazji spędzić zbyt wiele czasu razem, zresztą kociaki ciągle przez większą część dnia jeszcze spały, ale na ich widok i tak się rozpływał. Obiecał sobie, że jak tylko będą trochę więksi, nauczy ich wszystkiego, co starszy brat powinien nauczyć. Będą razem patrzeć w Gwiazdy, opowie im o mowie kwiatów i zawsze stanie w ich obronie, jeśli będzie taka potrzeba.
- Wróbelku! - głos Cętkowanego Liścia wyrwał go z zamyślenia. - Zaniesiesz proszę Kawkę do Potrójnego Kroku? Chyba znów mu coś dolega.
Brązowe ślepia spojrzały na niego ze smutkiem ale i odrobiną niepewności.
Miał nadzieję, że to nic poważnego.
- Dobrze, zaraz będziemy z powrotem.
Otarł się o mamę i delikatnie chwycił brata za kark. Nie lubił nosić kociąt, zawsze się bał, że zrobi im krzywdę. Albo że złapanie za kark będzie je boleć. Jak najostrożniej mógł, wyszedł z legowiska. Od razu poczuł chłód bijący od śniegu. Uśmiechnął się na samo wspomnienie bitwy. Stąpając powoli, skierował swoje kroki do legowiska medyków. Miał ochotę zapytać braciszka co mu dolega, ale w porę zorientował się, że wtedy maluch wyląduje w zaspie i ugryzł się w język. Odezwał się dopiero, gdy ostrożnie położył czarnego na mchu legowiska medyków.
- Nie martw się, Kawko. Potrójny Krok i Fasolkowa Łapa na pewno ci pomogą. - Uśmiechnął się pokrzepiająco do brata. Ten tylko spojrzał na niego dużymi, brązowymi ślepiami.
- Poczekaj tu na mnie - miauknął, robiąc krok w głąb legowiska. - Potrójny Kroku?
- Czego? - Przywitał go trójłapy medyk. - Jeśli to żarty, a nie poważna sprawa to spadać.
- Jak najbardziej poważna - miauknął z uśmiechem Wróbelek. - Mojego braciszka boli brzuch, obejrzysz go?
Zielone ślepia spojrzały na niego zimno.
- Bawi cię to?
Wróbelek postawił uszy, zaskoczony.
- Nie, oczywiście, że nie! - miauknął. - Po prostu chciałem być miły. Mam nadzieję, że to nic poważnego.
- Zobaczymy - burknął Potrójny Krok. - Gdzie twój brat?
Po ich ostatnim spotkaniu burasek wiedział, że asystent medyka nie należy do szczególnie miłych, ale dzisiaj musiał wstać lewą łapą. Mimowolnie kocurek się uśmiechnął.
- Czeka przy wejściu. Kawko? - miauknął głośniej.
<Kawko? Dałam ci chwilę na ucieczkę, ale jeśli jesteś gotowy stawić czoła Trójce... :>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz