– "Dziś potrenujemy walkę" – powtórzyła nadąsana, nadal nie ruszając się z miejsca. – Jasne. Znowu postawisz mnie naprzeciw jakiegoś idioty, a potem mu przyklaszczesz, jak to świetnie sobie poradził. Spadaj, nigdzie nie idę. – Uznając, że już go wyjaśniła, obróciła łeb w drugą stronę licząc, że sobie pójdzie i pozwoli jej umyć się w spokoju. Niestety szanse na to były doprawdy marne, chociaż niebieskooka chciała wierzyć w powodzenie swojego planu. Ten zaś był prosty: unikać Mokrej Gwiazdy, jak ognia. Ostatnio wyrządził jej już dosyć szkód, nie miała zamiaru mu na to pozwalać. Była na niego wkurzona i tyle.
– Miodowa Łapo, czy ty... Jesteś na mnie zła? – zapytał łagodnie. Koteczka fuknęła, słysząc ton jego głosu. Idiota.
– Nie no, coś ty, nie jestem, zupełnie. Ty tylko nie stanąłeś po mojej stronie, nic się nie stało, luz. Och, jeszcze wciskasz nos w nie swoje sprawy, ale to też nic wielkiego, spoko. Nie ma tematu w ogóle, nie przejmuj się – odparła przesłodzonym tonem głosu, dla efektu trzepocząc przy tym rzęsami. Powinien się cieszyć, że w ogóle uraczyła go teraz spojrzeniem, bo nawet na to nie zasługiwał.
– Hej... – mruknął, podchodząc trochę bliżej. – Pochwaliłem Jałowcową Łapę, bo dobrze sobie poradził, ale ty też nie byłaś zaś taka najgorsza. Całkiem nieźle sobie poradziłaś. Musisz pamiętać, że to twoje pierwsze walki i nie wszystkie muszą się kończyć sukcesem. Ważne jest to, że każda cię czegoś uczy.
– Terefele – wybełkotała, słysząc jego wykład. Och, a więc poradziła sobie "nienajgorzej"? Niezłe pocieszenie, naprawdę. – To i tak nie jest największy problem. Skazałeś mnie na towarzystwo tego błazna. I to przez kilka wschodów słońca. Mam odruch wymiotny, jak go widzę, a ty chcesz, abym z nim pracowała?
Mokra Gwiazda westchnął ciężko, słysząc ją.
– Zrobiłem to, bo się o ciebie martwię, Miodowa Łapo – odparł, lekko zmęczonym tonem głosu, było w nim jednak coś, co wskazywało, że mówił szczerze. Teraz kocica poczuła się zdeczko zaintrygowana, ale też poczuła takie dziwne uczucie... Miłe. Niemal się wzdrygnęła, zdając sobie z tego sprawę. Nie chciała tego czuć! Nie znała tego. Po prostu jeszcze nigdy nikt nie skierował do niej takich słów... Nie powiedział jej, że się o nią martwi, czy w ogóle nią przejmuje. Rodzice mieli do niej czysto "służbowy" stosunek, a po nich nie znała zbyt wiele innych kotów.
– Co ty znowu wygadujesz? – nadąsała się, tym razem jednak dość sztucznie. Nie chciała, aby pomyślał sobie, że zrobiło jej się miło, czy coś.
– Nie masz tutaj żadnych przyjaciół. Całe dnie siedzisz sama, a gdy ktoś próbuje się do ciebie zbliżyć, odtrącasz go. Martwię się o ciebie. Jesteśmy tutaj wspólnotą i musimy o siebie nawzajem dbać. Pomyślałem, że może Jałowcowa Łapa...
– To źle pomyślałeś! – przerwała mu, zrywając się i pokazując zęby. – Pozwól, że sama zadbam o swoje towarzystwo, bo tobie idzie to okropnie. Lepiej pokaż mi, jak mogę nakopać temu lisiemu łajnu do dupska... – Po tych słowach opuściła leże, unosząc dumnie ogon. Mokry westchnął ciężko. Cóż, przynajmniej w jakiś sposób skłonił ją do pójścia na trening...
< Mokra Gwiazdo? Możesz zrobić skip do choroby, albo opisać cuś na treningu uwu >
Ta tsundere go wykończyXD
OdpowiedzUsuń