Trzcinowy Szmer uśmiechnęła się do NIezapominajkowej Nadziei.
— Z chęcią zjem z tobą okonia, a propozycji z popołudniowego spaceru nie odmówię — zamruczała.
Nie spodziewała się, że kotka wyjdzie z taką propozycją, szczególnie że ostatnimi czasy, głównie to Zmierzchająca Fala wraz z Kropiatkową Skórą do niej podchodzili. Czy Niezapominajkowa Nadzieja nie lubiła jej towarzystwa? Było to prawdopodobne, jednak nie zamierzała tego zmieniać. Spojrzała prosto w duże zielone oczy kotki, na co ta chwilowo się speszyła.
— W takim razie chodź Trzcinowy Szmerze! — Smagnęła ją ogonem i ruszyła do sterty ze zwierzyną.
Uśmiechnęła się i udała za dymną. Stanęła obok niej i wyjęły okonie z dziupli, po czym zajęły przyjemne miejsce przy źródełku. Kamienie grzały ich futerka od spodu, a lawenda niosła ze sobą przyjemny, słodki zapach.
— Nie wiedziałam, że tak dobrze mnie znasz — zaczęła. — Skąd wiedziałaś, że lubię okonie?
Niezapominajkowa Nadzieja przełknęła pierwszy gryz ryby i spojrzała się na nią z iskierkami szczęścia w oczach.
— Z obserwacji! Każde z nas ma jakąś ulubioną zwierzynę, którą moglibyśmy ciągle jeść. Ja zauważyłam, że najczęściej sięgałaś po okonia, szczególnie kiedy byliśmy uczennicami i wracałaś zmęczona z treningu z Mandarynkową Gwiazdą.
Zdziwienie wymalowało się na pysku Trzcinowego Szmeru. Nie była przygotowana na taką odpowiedź. Ona sama niestety nie pamiętała, jaka jest ulubiona zwierzyna Niezapominajkowej Łapy.
“Może lubi tak samo okonia, jak ja?” — Wzruszyła barkami w myślach.
— Czemu jesteś taka zdziwiona? — zachichotała tamta. — Jaka jest zatem moja ulubiona zwierzyna?
Trzcinowy Szmer zerknęła na okonia, którego zaczęła jeść dymna.
— Też okoń? — zgadła. — Gdybyś ich nie lubiła, to na pewno byś teraz jednego nie jadła. Tak to mamy pełną dziuplę, inaczej wybrałabyś sobie coś innego — zauważyła, przechylając głowę.
Niezapominajkowa Nadzieja posłała jej uśmiech, jednak nie skorygowała ją, czy ten okoń naprawdę jest jej ulubionym przysmakiem. Sfrustrowało to trochę Trzcinowy Szmer, która szczerze nie miała pojęcia, co lubiła kotka oprócz wody i niezapominajek, które miała wplątane w jej długą i piękną sierść.
— No co? — wybąkała z siebie, nadal patrząc z wyczekiwaniem na dymną, którą uśmiechała się do niej, jakby miała ją w garści.
Miała się przyznać, że tak naprawdę nie wiedziała o niej za wiele, oprócz tego, że bardzo zżyła się z kotką?
Niezapominajkowa Nadzieja pacnęła ją łapą w ucho.
— Jedz! Jeszcze przed nami spacer, pamiętasz?
— Oczywiście, że pamiętam, tylko-
— To jedz. Chcę, byś miała siłę przepłynąć rzekę! Chciałabym cię zabrać na naprawdę długi spacer Trzcinowy Szmerze.
Powiedziała jej imię swoim delikatnym głosem i takim tonem, który sprawił dreszcze Trzcinowemu Szmeru, które przebiegły wzdłuż jej kręgosłupa.
— Ojej, no dobrze. — Włożyła w to wiele siły, by się nie zająknąć.
Zdziwiona swoim zachowaniem oraz odczuciami, pochłonęła dość szybko swojego okonia. Nawet nie wiedziała, że była tak głodna. Czy aż tak się głodziła przez ostatnie czasy?
Kiedy obie kotki skończyły swój posiłek, wyszły razem z obozu na spacer. Trzcinowemu Szmeru nie umknęło jednak, jak to Niezapominajkowa Nadzieja się stresowała. Mimo uśmiechu oraz głosu, który miękł jej serce, końcówka jej długiego ogona podrygiwała z niepokojem. Przynajmniej, jakby coś planowała. Możliwe, że chciała jej coś pokazać, co Trzcinowy Szmer chciała zobaczyć?
Stanęły obie przed ciemną rzeką, która miło szumiała, sprawiając, że jej mięśnie same się rozluźniły. Uwielbiała ten szum.
— To gdzie mnie zabierasz? Idziemy na nowsze tereny Klanu Nocy? Do Brzozowego Zagajnika? A może masz na oku Kolorową Łąkę?
Przystanęła obok kotki, a ta z uśmieszkiem udawała, że się zastanawia.
— Nie chcesz się przekonać?
— Oczywiście, że chcę!
— To za mną! — zachichotała tamta i wskoczyła do wody.
Trzcinowy Szmer nie zastanawiając się długo, ruszyła za nią.
***
Nie minęło wiele czasu, kiedy dotarły na Kolorową Łąkę. Słońce zaczęło zachodzić za horyzontem. Wszystko to wyglądało, jakby woda morza gasiła tę wieczną światłość. Na niebie pojawiały się różne kolory i odcienie pomarańczu i różu, które odbijały się od pierzastych chmur. Wszystko było tak piękne i spokojne.
— No no no, zabrałaś mnie w bardzo ładne miejsce. Czy to randka? — zaśmiała się, mówiąc to pół żartem pół na poważnie.
Kotka nie odpowiedziała jej, a nie mogła zobaczyć jej reakcji, gdyż tamta szła na przodzie. Nadal ich prowadziła, aż w końcu przyjaciółka zabrała ją w miejsce docelowe. Miały piękny widok na morze, dalekie klify, na których żył Klan Klifu oraz były otoczone przez kwiaty. Przycupnęły obie, obserwując do końca zachód słońca.
— Trzcinowy Szmerze… Martwię się o ciebie bardzo… Nie wyglądasz najlepiej, od momentu egzekucji Pluskającego Potoku, wcale o siebie nie dbasz… Stajesz się coraz chudsza i słabniesz w oczach, a twoja sierść nie jest już tak błyszcząca i zadbana, jak za czasu, gdy ćwiczyłaś z Mandarynkową Gwiazdą. Co się stało? Chociaż mogę się domyślać…
Między nimi zapadła cisza. Trzcinowy Szmer nawet nie wiedziała, że wstrzymała powietrze, dopóki nie pojawiły się jej mroczki przed oczyma.
— Trzcinowy Szmerze, proszę cię — mówiła tamta swoim słodkim i błagalnym głosem. — Nie chcę widzieć, jak stajesz się cieniem dawnej siebie. Jesteś naprawdę wspaniała, nie powinnaś tak więdnąć w oczach…
Westchnęła głośno, jednak nie umiała wydusić z siebie żadnego zdania. Jakby wiedziała, że ten spacer tak właśnie się skończy, to pewnie odmówiłaby wyjścia.
— Co, ja mam ci niby powiedzieć? — powiedziała z bólem, jakby z pretensją.
— Powiedzieć, to co ci leży na sercu. Prawdę.
— No dobrze… — zaczęła dość niechętnie. — Masz rację, że to wszystko zaczęło się od zdrady Pluskającego Potoku. To właśnie ta zdrada mnie zabolała. Przejrzałam na oczy, że jednak nie stoję po tej samej stronie, co moja rodzina. Inaczej wyobrażałam sobie swoją lojalność…
Spojrzała w głąb zielonych oczu Niezapominajkowej Nadziei. Miała nadzieję, że ta ją zrozumie, jednak po jej pysku widziała, co innego. Właśnie tamta otwierała pysk, jednak ta nie dała jej nawet zacząć.
— Zamordowałam swojego brata. Stanęłam za klanem zamiast rodziną… Najgorsze w tym wszystkim jest, że wcale nie zamieniłabym mojego wyboru. Widziałam rozczarowanie w oczach Baśniowej Stokrotki oraz złość Dryfującej Bulwy… On nigdy nie był na mnie zły… Za to Klan Nocy nadal widzi mnie jako krewnego zdrajcy! Ja nie jestem zdrajczynią! Nie jestem zdrajczynią klanu! Najwyżej tylko zdrajczynią rodziny…
— Nie tylko ty jesteś zdrajczynią swojej rodziny… Przynajmniej tak twierdzi mój brat…
Trzcinowy Szmer zamrugała ze zdumieniem i przeniosła swój wzrok na Niezapominajkową Nadzieję.
— O czym ty mówisz?
Dobrze pamiętała, jak kotka dołączyła do Klanu Nocy. Była znaleziona w wieku uczniowskim na ich terytorium w nieczystościach dzika, czy jakiegoś innego stworzenia. Kotka jednak była sama, nikt nie zauważył kolejnego kota, który mógłby być jej rodzeństwem. Zresztą Niezapominajkowa Nadzieja dotąd nie mówiła nic o swojej przeszłości ani o swojej rodzinie. Czując, że to jest ważny moment, umilkła, czekając, aż tamta kontynuuje.
— O tym, że zostawiłam rodzinę na rzecz szczęścia… — Posłała jej szczery, jednak i słaby uśmiech. — Urodziłam się w Klanie Wilka i uciekłam stamtąd podczas próby na ucznia. Bez słowa zostawiłam tam moją mamę, brata oraz bardzo bliskiego przyjaciela…
— Czy żałujesz, że uciekłaś?
— Nie, mam wiele powodów oraz ważnych dla mnie w Klanie Nocy kotów, dla którego nie zmieniłabym zdania.
Spojrzała na nią znacząco oraz ciepło, na co Trzcinowy Szmer poczuła, że zaczynają ją szczypać końcówki uszu. Nie mogła zaprzeczyć, że zrobiło to wielkie wrażenie na niej. Jej przyjaciółka była z innego klanu i to ich sojuszników. Senna Łapa również była zabrana z Klanu Wilka, jednak przyprowadziła ją księżniczka, która była chwilowo na wymianie. No właśnie… A Niezapominajka uciekła z jakiegoś testu na ucznia…
— Cieszy mnie, że wolisz jednak zostać tu ze mną w Klanie Nocy. Jednak ciekawi mnie jedno… Jak wygląda test na ucznia w Klanie Wilka?
Oczy Niezapominajkowej Nadziei zamgliły się nieprzyjemnie. Musiała pewnie wrócić myślami do przeszłości, po chwili pokręciła z bólem swoją głową.
— To rozmowa nie na dzisiaj Trzcinowy Szmerze.
— Rozumiem…
Głowa jej parowała od natłoku informacji oraz emocjach, które wydusiła z siebie. Kosztowało ją to dużo siły.
— Ja mam jeszcze jedno pytanie do ciebie. Kim jest dla ciebie Zmierzchająca Fala?
Atmosfera między nimi nagle zgęstniała. Spojrzała na kotkę, jednak tamtej piękne zielone oczy, nie były już utkwione w niej, tylko na słońcu, które zdążyło już zajść całkowicie za horyzont. Niebo zrobiło się ciemne i na nim zaczęli się pojawiać pierwsi wojownicy Klanu Gwiazdy. Wokół nich zaczęły zbierać się świetliki, a szum fal i wiatr od strony morza zniknęły.
— Jest tylko przyjacielem. Nikim więcej.
***
Obie wróciły późno do obozu. Większość kotów była już gotowa do spania i pochowały się w legowiskach. Same również dołączyły do reszty. Trzcinowy Szmer położyła się zmęczona na własnym posłaniu i kawałkiem zadu zetknęła się z Żmijowcową Wicią, który miał obok niej posłanie. Niezapominajkowa Nadzieja przystanęła obok niej i pacnęła ją łapą. Podniosła na przyjaciółkę pytające spojrzenie.
— Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym przeniosła swoje posłanie obok twojego? Mogłabym pomóc ci z twoim futrem. Oczywiście, jeśli tego chcesz… — powiedziała, jakby była zawstydzona bliską obecnością Żmijowcowej Wici, który i tak drzemał.
— Oczywiście, że możesz! Nie musisz się pytać o takie rzeczy!
Niezapominajkowa Nadzieja zamruczała zadowolona i po chwili znalazła się ze swoim posłaniem obok niej. Położyła się blisko niej, a ich futra ze sobą się lekko stykały. Trzcinowy Szmer mimo tego, że powoli odpływała, to czuła na sobie język kotki, która cierpliwie i dokładnie pielęgnowała jej futerko. Mrucząc z zadowolenia, zapadła w końcu w sen.
<Niezapominajkowa Nadziejo <3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz