Od chwili, gdy jego ścieżki przecięły się z Pchełkowym Skokiem, minęło ledwie kilka wschodów słońca — wschodów szybkich i nieuchwytnych, jakby czas sam postanowił umknąć mu spomiędzy łap, a jednak tak donośnych w swym milczącym rytmie, że Mirtowe Lśnienie mógłby niemal co do uderzenia serca odtworzyć całą tamtą rozmowę, słowo po słowie, spojrzenie po spojrzeniu. Dźwięk tamtych zdań wciąż odbijał się echem w jego głowie, splatając się z szumem wiatru i odległym wołaniem ptaków, jakby sama puszcza pragnęła przypominać mu o podjętej decyzji.
Nie pamiętał już chwili, w której wyszedł z własnych zmartwień — momentu, gdy przestał tonąć w gorzkim użalaniu się nad sobą, a jego myśli, dotąd zwrócone ku własnej krzywdzie, zaczęły ostrzyć się niczym pazury, kierując się ku innym z rosnącą krytyką, chłodną wrogością i powoli kiełkującą pogardą. Nie wiedział, co sprawiło, że stracił chęć do walki w jej dawnej, szlachetnej postaci, czemu przez tyle księżyców uciekał, krążąc po obrzeżach własnych lęków, skoro rozwiązanie — proste, przerażająco bliskie — znajdowało się tuż przed jego nosem. Wystarczyło tylko pozbyć się Jaskółki.
Pozbyć się kotki, która odebrała mu tytuł, a wraz z nim poczucie przynależności i sensu; przez którą żył w przekonaniu, że jego świat runął niczym osuwające się kamienie klifu, że wszystko, co dotąd znał, straciło dawny blask i znaczenie, jak gwiazdy gasnące na porannym niebie. Jej imię miało w sobie coś, co drażniło go do bólu — było lekkie, niemal niewinne, a zarazem ciążyło mu na myślach jak przekleństwo.
Westchnął cicho, pozwalając, by powietrze opuściło jego płuca powoli, po czym nachylił się nad niewielkim gniazdkiem ze zdobyczą. Po krótkim, pozornie obojętnym namyśle jego szczęki zacisnęły się na pulchnej nornicy. Nie zamierzał sobie odmawiać — zwłaszcza teraz, gdy pora Opadających Liści, choć wciąż ciepła i skąpana w słońcu, zaczynała wydawać się dziwnie wyblakła, jakby coś w samej naturze pękało, ustępując co pewien czas szarawym obłokom i chłodniejszym powiewom wiatru, niosącym ze sobą zapowiedź zmian.
U wodospadu usiadł jak władca własnego, niewielkiego królestwa, pozwalając, by jednostajny szum wody wbił się w jego uszy i zagłuszył resztki wątpliwości, obdarzając go kojącym, niemal hipnotycznym dźwiękiem. Skały wokół lśniły wilgocią, mech pachniał świeżością, a rozpryskujące się krople tworzyły w powietrzu mglistą zasłonę, przez którą świat zdawał się mniej wyraźny, bardziej podatny na złudzenia. Pochylony nad zdobyczą, pozwalał, by delikatne mięso rozpływało się na jego języku, a wraz z nim wypełniała go cicha, niepokojąca satysfakcja. Gdy skończył, pozostawiając jedynie skrawki skóry i drobne kości, przeciągnął się powoli, aż w stawach poczuł przypływ energii — i coś jeszcze, trudnego do nazwania, a zarazem niebezpiecznie kuszącego.
Przez krótką chwilę zastanawiał się, co właściwie powinien teraz ze sobą zrobić: dokąd się udać, w czym znaleźć zajęcie, które pozwoliłoby zająć łapy i myśli. Mógł dołączyć do patrolu, odświeżyć granice, zapolować — czynności znajome, bezpieczne, niemal uspokajające. Lecz każda z tych możliwości rozpadała się w jego głowie, ustępując jednej, natrętnej myśli, która pulsowała w nim niczym obce serce. Wiedział, że powinien skupić się na tym, jak pozbyć się Jaskółki. Cóż innego miało teraz znaczenie?
Tak — zamach stał się jego jedynym celem, ideą tak wszechogarniającą, że przesłaniała wszystko inne; i musiał się udać, niezależnie od tego, kiedy nadejdzie jego chwila i ile kotów zostanie wciągniętych w cień tej decyzji. Przemknął przez obozowisko cicho, niemal bezszelestnie, kierując się w stronę legowiska przywódcy, a jego pysk rozszerzył się w marzycielskim, niepokojąco miękkim uśmiechu. Oczami wyobraźni już widział siebie jako zwycięzcę, jako kota, który przejmie władzę i zapisze się w historii Klanu Klifu.
Ogarnęła go osobliwa, niemal narcystyczna radość, gdy w myślach widział siebie jako gwiazdę, wokół której krążyć będą spojrzenia i szepty. Lśniąca Gwiazda… — imię to brzmiało cudownie, perfekcyjnie, jakby gwiazdy same wiedziały, że Mirtowe Lśnienie przeznaczony jest do błyszczenia jaśniej niż jakikolwiek przywódca przed nim — nawet jeśli świat miałby zapłacić za ten blask wysoką cenę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz