Tw: śmierć
Przed natknięciem się na Osetka i mianowaniem Borowika, księżyc po kłótni
Od dość głośnej i niespodziewanie kłótni między Czajką a Borowikiem minęło raptem księżyc, lecz napięcie między nimi nie minęło, wręcz przeciwnie. Młodszy na sam widok ucznia przyspieszał kroku, udając, że go wcale nie widzi, jakby po drugiej stronie polany nie stał jego dawniej najbliższy przyjaciel. Nowa rzeczywistość była okrutna, szczególnie dla zwiadowcy, lecz chyba zdążył się z nią pogodzić już księżyce temu. Kocur miał wrażenie, że niektórzy spoglądają na niego ze współczuciem — Owocowy Las jest niczym duża rodzina i tutaj wieści rozchodzą się niemal natychmiastowo, a każdy, kto miał oczy i uszy, widział, jak dla Czajki jest bliski Borowik oraz słyszał ich pierwszą tak ostrą wymianę zdań.
Przybrana matka brązowookiego próbowała z nim parę razy porozmawiać, lecz odpowiedź zawsze była ta sama:
— Wszystko dobrze, mamo — mówił z lekkim uśmiechem, który skrywał cały ból. Nie chciał, by ta czuła się winna, gdyż kiedy ten przyszedł po radę, to odpowiedziała, by spróbował pogadać z Borowikiem, jeśli naprawdę to, co czuje, jest czymś więcej niż zwykłą przyjaźnią ze żłobka.
Mało kto widział jego bezsenne noce, kiedy wylewał morze słonych łez w bezgłośnym płaczu. Mało kto widział, jak z każdym dniem jego serce coraz bardziej pęka. Czuł się, jakby wrócił do stanu sprzed całej epidemii, kiedy to był nieco nieśmiałym uczniem, pogrążającym się coraz bardziej we własnych demonach. Właśnie wtedy pojawiło się światełko nadziei, jakim była szczera i niespodziewana rozmowa Borowika z nim.
Czajka niechętnie dał się wyciągnąć do gaju, gdzie królowały drzewa śliwowe, lecz jak później się przekonał, było warto, gdyż po wyjaśnieniu wszystkiego liliowy odwzajemnił jego uczucia. Zwiadowca był wręcz w siódmym niebie, słysząc te słowa, na które czekam zawsze dniami i nocami, lecz… bezsenne noce nie odeszły. Początkowo to bagatelizował, zrzucając winę na ciągłe emocje i niedowierzaniem tym, co usłyszał z pyska Borowika. Młodszy czuł się naprawdę kochany przez ucznia, który każdego dnia o poranku witał go u podnóża drzewa, na którym mieściło się legowisko zwiadowców, a tuż obok te wojowników. Potem razem ramię w ramię wychodzili na patrol lub łowy, spędzając jak najwięcej czasu we dwójkę.
Mogłoby się wydawać, że ta sielanka trwałaby już zawsze, jednak nic nie trwa wiecznie, także i w tym przypadku. Czajka zaczął czuć się kontrolowany i postrzegany przez pryzmat bliższych i to o wiele bliższych odczuć. Niebieski nigdy nie doświadczył czegoś takiego jak miłość w drugim kocie spoza jego rodziny, więc początkowo bagatelizował wszystkie oznaki, wręcz krzyczące, że coś jest nie tak. Podobnie było z bardziej postronnymi uniesieniami, które już przestały być tak niewinne, jak w czasie pierwszych dni ich związku.
Miał wrażenie, że jego zdanie i w sumie wszystko związane z nim jest obdarte z jakiegokolwiek szacunku lub zrozumienia. Starszy coraz bardziej na niego naciskał, jakby niemal całe dnie u swego boku były niewystarczające. Tłamszony zwiadowca zaczął się wycofywać z życia, woląc pozostać na drzewie w spokoju niż być ciąganym gdzieś przez Borowika i… Na samą myśl czuł, jak jego żołądek się zaciska, a w głowie narasta wstręt do samego siebie. To wszystko jednak sprawiało, że uczeń był jeszcze bardziej spragniony obecności młodszego, zaczynając mieć na jego punkcie niezdrową obsesję. W końcu jednak młody kocur o liliowej sierści przestał panować nad sobą…
Pora opadających liści nadeszła, a z nią nieco chłodniejsze temperatury. Borowik doszukiwał się w tym idealnego pretekstu, by być całymi dniami i nocami obok swojego wybranka, lecz ten nadal go zbywał. W końcu jednak cierpliwość starszego się skończyła, co w dość nieprzyjemny sposób Czajka odczuł na własnej skórze. Uczeń chodził za nim niemal krok w krok, jakby wyczekując na coś, a dokładniej na moment, kiedy brązowooki będzie sam, zdany na jego łaskę.
Zwiadowca w obawie przed kocurem chodził cały czas napięty, rozkojarzony, rozglądając się dookoła, chcąc wcześniej wypatrzeć partnera, który zmienił się na przestrzeni księżyców. Już nie był tym samym Borowikiem, z którym spędzał czas w żłobku. Czajka z obawy zaszywał się w legowisku stróżów, gdzie zawsze mógł zastać Orzeszka lub Gąskę. Ci przejęci stanem zwiadowcy najpierw wspierali go samą swoją obecnością u jego boku, a później, kiedy upewniał się, że nie jest obserwowany przez zielonookiego, napięcie w jego ciele znikało. Wtedy też uwagę przykuwał zmęczony wyraz pyska kocura, który nie spał dobrze, a nawet w ogóle od dobrego kawałka czasu.
W końcu jednak ten ugiął się pod namowami rodziców i wyznał im wszystko. Począwszy od wrażenia bycia kontrolowany po coś… co wolałby wymazać całkowicie ze swojego życia. W tym czasie sprawca obecnego stanu Czajki został mianowany, stając się pełnoprawnym wojownikiem Owocowego Lasu, lecz nowe obowiązki nie były w stanie, mu przeszkodzi, by nadal z chorą obsesją łaknąć ciągłej obecności zwiadowcy u swego boku. Teraz nawet miał to ułatwione, gdyż legowisko wojowników i zwiadowców mieściły się obok siebie na dwóch różnych klonach.
***
Po całodniowym namyśle Czajka zdecydował się na konfrontacje Borowika z jego problemami, lecz oczywiście nic nie mogło pójść po jego myśli. Młodszy sam zaproponował wyjście we dwoje do Śliwowego Gaju, tłumacząc, że romantycznie będzie się udać w miejsce, gdzie liliowy wyznał mu uczucia. Wojownik nie miał nic przeciwko, będąc zbyt zaślepiony faktem, że jego wybranek sam proponuje spędzenie we dwoje czasu po takim okresie napięcia między nimi.
Docierając na miejsce, zwiadowca musiał zebrać w sobie całą odwagę, jaką posiadał, aby wypowiedzieć parę słów, które kosztowały go niemałą ilość stresu. Logiczne słowa jednak nie docierały do uszu Borowika, który miał zupełnie inne plany na dalszy przebieg tego spotkania. Czajka obawiał się, że nie ma z nim szans w bezpośrednim starciu, więc jedyną opcją było udanie się wręcz szaleńczym biegiem między drzewami w nadziei, że starszy w końcu odpuści.
Czuł, jak jego serce szaleje, a ciało ogarnia strach przed tym, co nastąpi, jeśli Borowik go dopadnie w swoje łapy. Krew szumiała w uszach, oddech był niespokojny, kiedy w głowie kotłowało się tysiące myśli co dalej. Nie chciał młodo ginąć, już psychicznie wystarczająco wycierpiał w swoim życiu, więcej przykrych doświadczeń nie było mu potrzebnych. Nawet nie zauważył, gdy Śliwowy Gaj zaczął się przerzedzać, a on zbliżał się coraz bardziej do wody biegnącej przez tereny Owocowego Lasu. W desperacji wspiął się na ostatnie drzewo, jakie było w zasięgu jego wzroku i szybko wspiął się na jedną z wyższych gałęzi. Stąd miał idealny widok na kocura, który jakby w amoku nie zauważył, że teren gaju się kończy, ustępując zdradliwemu żywiołowi, jakim jest woda.
Na własne oczy widział, jak wojownik jest pochłaniany przez lodowaty nurt, a on w desperacji młóci łapami, starając się nie utonąć. Jego wysiłki jednak na nic się zdały, gdyż woda była bezlitosna, pozbawiająca go ostatniego oddechu, jaki oddał za swojego żywota.
Czajka zamarł z wyciągniętą łapą w stronę rzeki, jakby mimo tego, czego doświadczył ze strony, ledwo co mianowanego wojownika nie liczyło się w obliczu jego śmierci. Z szeroko otwartymi oczami przysiadł ciężko na gałęzi, wciąż nie dowierzając w to, czego właśnie był świadkiem. Jego najlepszy przyjaciel z czasów żłobka odszedł porwany przez nurt, jakby był marnym liściem, który został poniesiony przez wiatr w śmiertelnym kierunku. Z każdym uderzeniem serca rozpacz pochłaniała jego ciało, lecz oprócz tego pojawiło się jeszcze jedno uczucie… Zdjęty ciężar, który tak długo mu ciążył.
Będąc nadal w szoku, jakoś dotarł do obozu, gdzie od razu został zauważony przez Orzeszka i Kajzerkę, którym wyjawił cały przebieg rozmowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz