Poranne słońce zawędrowało już ponad wierzchołki drzew, przebijając się przez nie kawałeczkami, mieniły się niczym skrzydła ważki. Mokry ziemisty zapach rozniósł się po obozie, przyozdobiony wonią igieł drzew iglastych. Coraz mniej owadów plątało się kotom pod łapami, co było według Słoty bardzo wygodne. Co jakiś czas spoglądała na swoją siostrzyczkę, zastanawiając się, co mogło jej chodzić po głowie. Czy dostrzegła, ile czasu Słota spędza w żłobku? Może nie powinna aż tyle tam przesiadywać? W końcu miała uczennicę do wyszkolenia, która nie zapowiadała się zbyt owocnie. Największy problem tkwił prawdopodobnie w jej charakterze, chociaż nie bez powodu nazywała się Cykoriowa Łapa. Ognikowa Słota westchnęła.
— Co tam, Słoto? — mruknęła Nadciągający Pomrok, trącając siostrę przyjacielsko.
— Zła jestem, że mi przydzielono takiego ucznia. Ona wcale się nie uczy. Ostatnio ćwiczyłyśmy walkę, nie zgadniesz, co zrobiła… — zaczęła brązowooka, strzepując z siebie liścia z poirytowaniem. — Uciekła przed Cienistą Łapą. I to nie po to, żeby go za sobą pociągnąć, tylko ona naprawdę się bała, nie było za tym żadnej formy kontrataku, zresztą to nie prezentowało się tak, jakby było przemyślane jakkolwiek. Nie wiem, co z niej będzie, na razie nie widzę tego zbyt pozytywnie — powiedziała, poruszając ogonem nerwowo. Gdyby to był czyjś uczeń, pewnie podeszłaby do tego dość prosto - wygonią ją, jeśli sobie nie poradzi. Jednak to ona ją szkoliła, więc koty będą krzywo na nią patrzeć, jeśli coś pójdzie nie tak. A Słota bardzo tego nie chciała. — Ja mogę na rzęsach stanąć, las próbować przesunąć, a ona i tak będzie bardzo oporna na przyswajanie wiedzy. Myślisz, że powinnam bardziej ją docisnąć?
Nadciągający Pomrok zamyśliła się na chwilkę, poruszając uchem. — Czasami takie koty się trafiają. Może po prostu nie powinna nigdy się u nas znaleźć — miauknęła Pomrok, w jej głosie czuć było nutę, której Słota z jakiegoś powodu nie wykryła - a może wyparła, nie chcąc wierzyć, że Pomrok mogłaby mieć gorszy dzień lub nie przepadać akurat za tą kotką? Ogon szylkretki drgał nerwowo. — Dobrze ją uczysz. Dobrze byłoby jej dołożyć pracy. Widać, że nie ma co robić i się nudzi. Sprawdza pewnie, na ile może sobie pozwolić — próbowała ją pocieszyć Pomrok, ocierając się o nią policzkiem.
Ognikowa Słota kiwnęła głową, może tyle wystarczyło. Ich codzienne treningi mogły bardzo ulec zmianie w zależności od tego, co sobie pręgowana postanowi. Młoda musiała umieć cokolwiek, jeśli chciała żyć w klanie. Nawet polowanie było istotne, to jej chyba szło lepiej. Jednak brązowooka byłaby dużo bardziej zadowolona, gdyby to walka stała na pierwszym miejscu u uczennicy. Miałaby powód do dumy.
Postawiła nagle uszy, usłyszawszy szelest. W błocie dostrzegła odbite drobniutkie łapki, na które wskazała palcem, porozumiewawczo spoglądając na siostrę. Pomrok kiwnęła głową, także nasłuchując. Nabrała powietrza do pyska, smakując go. Skręciła w stronę dobiegającego do nich dźwięku ostrożnie, robiąc to tak cicho, jak tylko potrafiła. Prawie jakby naśladowała sowę, która dzięki swoim leciutkim piórkom mogła unosić się na wietrze, nie wydając przy tym wiele hałasu.
Wojowniczka skoczyła w krzewy. Już po chwili wyłoniła się z nich, a z jej pyska zwisała tłusta nornica, szamotając się jeszcze, chociaż dość ospale. Futerko miała zadbane prawie tak niezwykle, jak one same. Jednym zwinnym ruchem pozbawiła jej życia, dumna z siebie, że udało jej się ją złapać. Ognikowa Słota pogratulowała siostrze, posyłając jej szczery uśmiech. Jej siostra była jednym z najporządniejszych kotów w Klanie Wilka. Mogła na nią liczyć, zawsze. Czuła, że Pomrok jest dla niej niezwykle ważna. Zawsze była.
Rudaska skręciła w przeciwną stronę, szukając pomiędzy leśnym poszyciem drzewa z potrzebnym składnikiem. Było ciemne, charakterystyczne. Zalotna Krasopani zleciła im naprawdę ważną misję, której nie zamierzała zepsuć. Musiała uważać jak tylko to było możliwe, żeby przypadkiem nie zostawić po sobie śladu. Co chwilę oglądała się, czy żaden z krzewów nie oberwał jej kępki futra i na jej korzyść - nie, wszystko wyglądało zwyczajnie. Całe szczęście, że nie miała jakoś bardzo długiej sierści, wtedy szansa na to byłaby większa. Zerwała parę jagód, machając łapą w ich kierunku. Pazurem zaczepiła drobną gałązkę, zrywając ją pospiesznie. Zbliżyła się do zwierzyny, którą upolowała Pomrok. Nie czekając długo, wetknęła w pysk brązowej istotki kilka drobniejszych z nich tak, żeby nie budziły podejrzeń. Gryzoń nie wyglądał jakoś dużo inaczej. Pobratymcy mogli go jedynie uznać za utuczonego, co dla każdego było zresztą pozytywną cechą. Gdyby je zgniotła, może wydzieliłyby zapach, który mógłby działać na ich niekorzyść, aczkolwiek tak się nie stało.
— Chodź, obmyjemy łapy. Złap nornicę tak, żebyś przypadkiem nie przegryzła jej łba. Nie chcę, by to tobie stała się krzywda — miauknęła Słota, ocierając się o bok siostrzyczki, już drepcząc w stronę najbliższej wody. Szum drzew działał na nią kojąco, czuła spokój i radość. Może Zalotka je pochwali?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz