— Widzieliście Brukselkową Zadrę? Chodzi cała spięta! Mamrocze coś pod nosem, wygląda tak, jakby nie spała odkąd zdrajcy od nas odeszli — czyjś głos poniósł się po obozowisku echem, kończąc na tych słowach z drwiną. Mówiący wywinął wargi. Ognikowa Słota postawiła uszy, wsłuchując się w słowa pobratymców.
— Oni tę ucieczkę planowali długo przed. Spali w naszych legowiskach, karmili się naszymi zdobyczami i za naszymi plecami głowili się, jak tylko nam wbić pazury w barki. Każdemu z nas. Swoimi brudnymi pazurami odebrali nam szlachetnego wojownika, wciągając w to jeszcze samotników, bo sami byli zbyt słabi. Spiskowali przeciwko nam. Zabili naszą uczennicę, co to jest, jak nie próba osłabienia najsilniejszego z klanów?
— Tak myślisz? Że byli na tyle mądrzy? Tylko głupiec i lisie serce zdradza Klan Wilka. Może od narodzin byli zdrajcami, a my ich wychowaliśmy jak własne dzieci, doglądając ich i dbając, jak tylko mogliśmy.
— Już przestań, niedobrze mi się robi, jak o nich słucham. Niechże ja ich tylko zobaczę, wiesz, jak to się skończy.
— Wiem doskonale, sam bym też im przetrzepał łby, gdyby tylko mi wpadli pod łapska. Śmierć zdrajcom! — wrzasnął Wilczak, a już po chwili wtórowały mu głosy innych kotów, blisko zgromadzonych. Niektórzy wojownicy uśmiechnęli się z satysfakcją, usłyszawszy te słowa. Inni położyli uszy po sobie, jak gdyby nie chcieli w tym uczestniczyć, z minami skwaszonymi, jakby powąchali mysią żółć. Szylkretka zamruczała z zadowoleniem, powtarzając sobie te słowa. Ona już zrobiła swoje, żeby klanowi było lepiej. Nawet jeśli nie wiedziała wcześniej o ucieczce, przynajmniej pozbyła się z siostrą i mamusią niepotrzebnego zdradzieckiego pyska, będzie więcej zwierzyny dla nich.
Lodowa Sałata kręciła się po obozie, wyglądała na spiętą, co jakiś czas rzucała pobratymcom zaniepokojone spojrzenie, gdy wspomniano o niej, machając kitą na boki. Jej łapy drżały, a uszy położone były tak nisko, że bardziej się nie dało. Brązowooka przeniosła spojrzenie na Wilczaczkę, czując, że jej zachowanie odstawało od normy. Z jakiegoś powodu ta sytuacja niezwykle ją stresowała. Miała więc pewnie swoje za uszami.
— Słyszałeś? Podobno Lodowa Sałata wyjawiła resztę prawdy. To Zapomniana Koniczyna zabił Plamistą Łapę, a nie żadne lisy! — ktoś miauknął z ekscytacją, jego rozmówca spojrzał na niego ze zdziwieniem.
— Poważnie? A wiesz co jeszcze? Podobno on też przyczynił się do śmierci Prążkowanej Kity, był w zmowie z samotniczką, sam by go nie dał rady tak skrzywdzić. Podobno zwabił go w miejsce, w którym czekał na niego ten ścierwojad.
***
— Pokaż się, Lodowa Sałato! — zawołał i gdy tylko się wyłoniła, wskazał ogonem, gdzie ma się znaleźć. Wojowniczka, wywołana z tłumu, podeszła posłusznie, acz nerwowo, wpatrując się w lidera. Przełknęła ślinę, błądząc spojrzeniem po wiekowym pniu. Pazury niezliczonych kotów zdobiły go, wielu martwych już, ale i żywych zapłakało w tym miejscu, ona miała być kolejną i nie bez powodu. Gdyby nie miała skóry oraz mogła się pocić, najprawdopodobniej byłaby teraz zalana zimnym potem. Zapach strachu kocicy z każdym uderzeniem serca stawał się coraz bardziej wyczuwalny. Brązowooka zmarszczyła nos, nienawidziła tej tchórzliwości.
— Klanie Wilka! Na pewno macie świadomość o plotkach, które rozchodzą się po naszym azylu od kilku wschodów słońca. Dzisiaj rozwieję wasze wszelkie wątpliwości, słuchajcie więc. Otóż Lodowa Sałata dopuściła się karygodnych czynów. Zataiła zbrodnie własnego syna, Zapomnianej Koniczyny, od początku mając świadomość o wszystkim, prawdopodobnie widziała to nawet na własne oczy i postanowiła, że nic nam nie powie i to przez tak długi czas. Pewnie myślała, że się nie dowiemy. Lodowa Sałato, mimo wszystko doceniam twoją prawdomówność, nawet jeśli spóźniłaś się i to wiele księżyców. Dzięki temu, że wyjawiłaś nam prawdę, możesz pożyć trochę dłużej.
Z tłumu wydobyły się okrzyki zdziwienia, koty wstrzymały powietrze, spoglądając na Wilczaczke ze złością i sykiem, ich ogony biły na boki wściekle. Nikła Gwiazda ruchem ogona nakazał im ciszę. Ognikowa Słota wbiła pazury w ziemię, chowając je po chwili.
— To jeszcze nie koniec. Jej syn, Zapomniana Koniczyna, z zimną krwią zamordował swoją pobratymczynię, koleżankę z legowiska – Plamistą Łapę, to wcale nie były lisy, jak nam powiedziano pierwotnie. Nie zastanawiał się nad tym długo. Kim on jest, żeby decydować, komu wolno żyć, a komu nie? Ponadto – spiskował z samotnikami. Tak, tymi, którzy doprowadzili do śmierci Prążkowanej Kity, naszego szlachetnego i lojalnego wojownika. Zdrajcy prawdopodobnie już wtedy planowali ucieczkę, chcieli tymi morderstwami nas osłabić, poprzez zabicie jednego z naszych wojowników. Próbowali również skłócić nasz klan z naszymi sojusznikami, Klanem Nocy. — Lider pozwolił sobie na zachowanie pewnych informacji tylko dla siebie, nie zdradzając szczegółów ostatniej kwestii.
Lodowa Sałata stała na środku obozu, głowę miała zawieszoną nisko, ogonem zamiatała podłoże, w jej łaciate kłosy wplotły się wszelkie niedogodności w postaci patyczków i małych kamieni, a także hojna ilość pyłu. Kocica nadal milczała, zaciskając mocno zęby. Prawdopodobnie tak mocno, że przygryzła sobie język… albo i go odgryzła, skoro nadal nie zamierzała niczego powiedzieć. Wyglądała tak żałośnie. Zapracowała sobie na to.
— Klanie Wilka! Myślę, że sprawiedliwym będzie, jeśli ją ukarzemy za wszystko, czego się dopuściła. Lodowa Sałato — powiedział ostro, obdarzając ją chłodnym wzrokiem.
Lodowa Sałata nie mogła zebrać się w sobie, żeby na niego, chociażby spojrzeć. Podeszła do przywódcy posłusznie, zgarbiona. Nikła Gwiazda odprowadził ją do ciernistego legowiska dla więźniów, pobratymcy pluli za jej łapami, niektórzy powstrzymywali się od tego, żeby na nią nie skoczyć. Kocica miała tam przesiedzieć jeszcze długo – bez pożywienia. Mogła przemyśleć wszystkie swoje grzechy. Mogła błagać, w cokolwiek wierzyła, żeby jej przebaczono. Zielone ślepia spoczęły na niej po raz ostatni.
Bury kocur ruchem ogona przywołał dwóch wojowników – Blade Lico oraz Sowi Zmierzch stanęli u wejścia, mieli od teraz pilnować więźniarki. Pierwsza zmiana należała do nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz