Ogon Zawilcowej Korony drgał nieregularnie, gdy wpatrywał się w zioła składziku, aż jego wzrok padł na nasiona maku, które leżały przed jego łapami. Była to najprostsza droga, aby zapomnieć, odpocząć przez chwilę od tego zgiełku. Chociaż na chwilę. Nachylił się, biorąc nasiona i po chwili przełykając je. Przymknął swą powiekę, zatapiając się w swych myślach. Do czego dążył? Jaki miał cel? Bo wszystko zdawało się zmierzać ku jego końcowi. Może to właśnie był jego cel? Ale czy naprawdę chciał do niego dążyć? Życie było warte swej ceny, mimo że wszystko pragnęło mu udowodnić, że tak nie jest. Wziął głęboki wdech. Cokolwiek na niego czekało następnego dnia, to musiał podążać tą ścieżką i gryźć się w język. Tego oczekiwała od niego Wyrocznia, tego oczekiwali od niego wszyscy. Nawet gdy chciał się załamać, krzyczeć, to musiał podążać dalej w ciszy. Bez powodu na jego drodze nie pojawiłyby się dane koty, prawda? Wszystko wcześniej zostało spisane przez Wyrocznie, a swego losu nie mógł zmienić, nawet jeśli wystarczyło tylko jedno słowo. Dalej zadawał się z Przeplatkowym Wiankiem, unikał Świerszczowy Skok, który zdawał zawsze znać do niego drogę. Niezależnie gdzie poszedł, niebieski wojownik go zawsze znalazł, chyba że był z kimś. To właśnie stało się jego taktyką. Znajdował kogoś, kto mógłby mu towarzyszyć i wybierał się z nim, aby uniknąć spotkania ze Świerszczem. Taktyka ta nie zawsze się udawała, bo nie każdy chciał spędzać z nim czas, bądź miał czas, aby to zrobić. Jego ucho drgnęło, słysząc kogoś przy wejściu do legowiska, a kiedy wyszedł ze składzika, to dostrzegł Wdzięczną Firletkę wraz z Wełnistą Łapą, które swe pyski miały wypełnione ziołami. Zszedł im z drogi, kiwając głową powitanie i odprowadzając ich wzrokiem do składziku, który po chwili powędrował na wyjście, w którym ukazał się, jak na zawołanie, Kminkowy Szum. Czyżby ponownie próbował go zabrać na jego mały trening z samotnikami? Nie odmówiłby, gdyż kiedy oni próbowali się nie zabić, ten miał okazję porozmawiać z bratem Brzozy. Czaszka okazał się dobrym słuchaczem, jak i rozmówcą. Jego monologi o rodzinie były ciekawe. Nigdy nie rozważał życie w większej grupie poza klanem. W jego głowie tylko klany były grupami, które przeżywały, jednak najwyraźniej nie miał racji. Mimo wszystkiego samotnik kilka razy zirytował go, co mógł odczuć jego brat w drodze powrotnej. Chociaż teraz Zawilec nie musiał krzyczeć na Kminka, gdy ten przypadkowo tworzył na swoim futrze następne rany, bo robił to za niego czarny samotnik. Głos samotnika był i tak bardziej skuteczny, niż krzyk medyka, więc nie wybrzydzał.
– Zawilcowa Korono, witaj! – Głośny głos rudego kocura obił się o jego uszy, nawet wzbudzając zainteresowanie medyczki, która obróciła swój pysk w ich kierunku. – Za głośno? Przepraszam. Po prostu dawno nie spędziliśmy czasu razem i dziś jest dzień, w którym to zmienimy. Mówię Ci! – Kremowy skierował swój wzrok na szylkretkę, która kiwnęła głową na zgodę, a kiedy powrócił wzrokiem na kocura, na jego pysku malował się wielki uśmiech.
– Też mi miło Cię widzieć. Zgaduje, że chcesz mnie porwać na spacer, prawda? Niech więc będzie.
– Obiecuje oddać Cię tu przed zachodem słońca w całości. Nie musisz o nic się martwić, wszystkim się zajmę.
– I przy okazji poszukamy maku, bo widziałem, że powoli się kończy. – Po tych słowach dwójka kocurów zmierzyła w kierunku wyjścia, aby po chwili znaleźć się za granicami obozu. Wzrok kremowego spoczął na rudym, nim kontynuował swoją wypowiedź. – Znowu idziemy do nich?
– Oczywiście. Dawno się z nią nie widziałem, a ty wydajesz się nie wybrzydzać jej towarzystwa.
– Jest do zniesienia tym bardziej że to ty spędzasz z nią więcej czasu. Ja tylko obserwuje, abyście się przypadkiem nie zabili.
– Bez przesady, ten jeden raz, to był przypadek! Przypadki zdarzają się nieczęsto.
Reszta drogi przebiegła im bez większych przeszkód, aż nie dotarli oni do drogi grzmotu, od której odbili w prawo. Ostry zapach drogi grzmotu otoczył go, na co ten cicho parsknął. Nienawidził tego ostrego zapachu, który docierał do niego z każdym mrugnięciem powieki, jednak dla brata mógł znieść to cierpienie.
– Czekaj – rzucił nagle Kminkowy Szum, zatrzymując się, a jego uszy drgnęły niespokojnie. – Słyszysz to? – Nim Zawilec zdążył cokolwiek odpowiedzieć, to kocur pognał przed siebie, na co ten przewrócił oczami i poszedł za nim, lecz z każdym następnym krokiem do jego uszu zaczynały dolatywać bardziej zrozumiałe słowa, z których udało mu się rozpoznać dwa znajome głosy. Dopiero kiedy dotarł do jego źródła, wszystko stało się jasne. Szylkretowa samotniczka stała niedaleko z krwawiącym barkiem, a kilka skoków królika od niej stał Kminkowy Szum ze Świerszczowym Skokiem pod jego łapami. Tego niebieskiego kocura się tu nie spodziewał, tym bardziej przy Brzozie.
– Zdrajca! Zawsze to wiedziałem, lecz teraz również inni to dostrzegą! – Syk Świerszcza obił się o jego uszy, co nie było dobrym znakiem. Nie chciał doprowadzić do następnej walki pomiędzy dwoma kotami, bo nie przyniesie to dobrych skutków tym bardziej że już rany stroiły futro jednego z nich.
– Zamilcz! – syknął Kminek, przyciskając niebieskiego do ziemi.
– Co tu się dzieje?! – Odezwał się wreszcie medyk, na co rudy kocur skierował swój pysk na niego, tym samym dając szansę Świerszczowi na zepchnięcie go z siebie i wstanie na własne łapy, jeżąc się.
– To ścierwo mnie zaatakowało bez powodu! – syknęła kotka w odpowiedzi. – Chciałam tylko porozmawiać, a to coś mnie zaatakowało. Nie miało go tu być. Miałam przyjść, zbić Cię Kminku, powiedzieć, że jestem w ciąży oraz chcę dołączyć do waszego klanu, bo nie pozwolę się zostawić z tym sama!
– Co? – Zaskoczony wzrok Kminkowego Szumu padł na kocicę. – Jesteś w ciąży?!
– I ty jesteś ojcem, ty rudy głupcu!
– Klan Burzy jest zamknięty na brudnych samotników. – Syk Świerszcza uderzył o uszy Zawilca, za głośny, za ostry. – A jak Zawodzące Echo dowie się o twojej zdradzie, to wygna Cię i będziesz mógł żyć sobie z tą samotniczką.
– Jak mnie nazwałeś?! Zaraz to ty zabrudzisz się swoją-...! – zaczęła kocia, jednak przerwał jej medyk.
– Są wyjątki, a Brzoza jest jednym z nich. Zawodzące Echo powinien decydować o tym, czy ktoś zostanie członkiem klanu, czy nie, a nie ty. Zaprowadzimy ją do niego i on zadecyduje.
– Nie mów mi, że ty również jesteś w to zamieszany. Sądziłem, że masz coś w tej głowie, jednak się myliłem. To przywódca powinien decydować, jednak Królicza Gwiazda nie jest w stanie, ani oddać swej pozycji, ani na niej zasiadać.
– To nie oznacza, że możesz decydować za niego. Poza tym teraz muszę opatrzyć jej rany, co daje wam wystarczająco czasu, aby wrócić do obozu, wytłumaczyć się ze swoich grzechów przed Echem i powrócić tu z nim. Tylko nie zabijcie się po drodze, bo ja nie zamierzam się wami również zajmować. – Po tych słowach kremowy kocur usiadł obok kocicy, zdejmując pajęczynę ze swego pyska i nakładając ją na jej ranę. Wojownik tylko parsknął cicho, po chwili znikając z Kminkowy Szumem z jego pola widzenia. Zawilec odczekał jeszcze kilka uderzeń serca, nim przemówił ponownie, podnosząc swój wzrok znad rany. – Nie przejmuj się nim, nie każdy jest taki jak on. Poprawka, nikt nie jest taki jak on, więc nie musisz się martwić.
– Oni się nie pozabijają po drodze?
– Mam nadzieję, że nie. Wystarczy, aby powrócili tu z Echem, a z tego, co zrobią po drodze tam, będą musieli się tłumaczyć właśnie przed nim.
*****
Minęło kilka wschodów słońca od momentu odnalezienia Brzozy i przyjęcia jej do klanu. Teraz spoczywała w żłobku, mimo sprzeciwów kilku kotów w Klanie Burzy, w tym Świerszczowego Skoku i Przeplatkowego Wianka. Najwyraźniej zdanie Zawodzącego Echa było ważniejsze od zdania ich wszystkich, co cieszyło Zawilca. Nie mógłby wygonić kocicy, a znając dobrze brata, to on jako pierwszy pobiegłby za nią, opuszczając tereny klanu, jednak na szczęście do tego nie doszło. Jego wzrok padł Kminkowym Szumie, który zasiadał na jednym z legowisk. Zawilec złapał go w żłobku i zagonił go do legowiska medyków po tym, jak zauważył na jego grzbiecie infekcje, którą kocur co jakiś czas drapał. Teraz wystarczyło się nim zająć i po raz któryś wytłumaczyć, że powinien zawitać do niego wcześniej.
Wyleczeni: Kminkowy Szum
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz