— Spokojnie, mała… zaraz ci będzie lepiej — mruczała cicho.
Kobczyk kichnęła jeszcze kilka razy, a nos jej lekko zaczerwieniał. Mewa przycupnęła obok, owijała ją ogonem i podsuwała trochę ciepła, żeby córka mogła się przytulić. Patrzyła, jak Kobczyk powoli uspokaja się, mruczy i zasypia przy jej boku. Mewa wiedziała, że nawet drobny katar to drobne wyzwanie, ale też chwila, która tylko ją zbliża do córki. Chwilę spokoju przerwało ciągle kichanie Kobczyk
— Kobczyku, chcesz iść z mamusią do jej starego znajomego? — Polizała córę po głowie, a ta radośnie kiwnęła głową.
***
Gdy koteczki dotarły do miasta, małą Kobczyk przeraził okropny smród dwunożnych i potworów.
— Wiem, że cuchnie. Ale zaraz spotkamy tu kogoś niesamowitego. Kogoś, kto wyleczy twój Katar! Wróżkę! — Mewa zachichotała, a oczy Kobczyk zalśniły na słowo “Wróżka”
— Serio?! Spotkamy wróżkę! Ale super mamo! Szybko prowadź! — Kobczyk skała wokół mamy próbując w tym samym czasie złapać większe oddechy. Mewa uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła uliczkami miasta, ostrożnie omijając kałuże i śmieci. Kobczyk podskakiwała co krok, wciąż machając łapkami w powietrzu, jakby chciała złapać wszystkie zapachy naraz.
— Zobacz, Kobczyk — powiedziała Mewa, wskazując kolorowe światła nad straganami. — To tutaj wróżka mieszka. Zobaczysz, że zaraz będzie ci dużo, dużo lepiej.
Mała przyspieszyła kroku, a w jej oczach pojawił się błysk ekscytacji i ciekawości. Mewa czuła, że dzisiejszy dzień może okazać się naprawdę wyjątkowy. Nawet smród miasta nie mógł przyćmić tego, co miało nadejść.
— To tutaj mieszka Izyda — powiedziała Mewa, a Kobczyk niemal podskoczyła z podekscytowania. — Czeka na nas.
W środku pachniało ziołami i czymś słodkim. Izyda, drobna kotka z łagodnym spojrzeniem, unosiła głowę znad swojego stolika pełnego błyskotek.
— Witajcie! — zaświergotała wesoło, a Mewa podeszła do niej, aby ta udawała wróżkę dla swojej córki. — Słyszałam, że Kobczyk potrzebuje pomocy.
Kobczyk spojrzała na błyszczące świecidełka na półkach z szeroko otwartymi oczami.
— Żeby wyleczyć twój katar, potrzebuję paru świecidełek — wyjaśniła Izyda, wskazując różnokolorowe drobiazgi. — Każde z nich ma specjalną moc, a razem zrobią magiczny syrop.
Kobczyk zachichotała i niemal od razu zaczęła rozglądać się po ulicy, ciekawa wszystkich błyskotek. Mewa uśmiechnęła się, wiedząc, że córka zaraz nie będzie mogła się doczekać tego “magicznego leczenia”. Kobczyk biegała między kałużami i stertami brudnych papierów, wciąż zachwycona migoczącymi świecidełkami. Nagle zatrzymała się i podskoczyła:
— Mamo! Znalazłam coś! — zawołała, trzymając w łapkach mały, złocisty kawałek szkła, który błyszczał tak, że aż odbijało słońce prosto w jej oczy.
Izyda uśmiechnęła się szeroko.
— Doskonale! To jedno z tych, które mają najwięcej mocy. Świetnie, że je znalazłaś! Teraz twój katar będzie miał mniej szans.
Kobczyk podskakiwała z radości, a Mewa poczuła ciepło w sercu, widząc córkę tak podekscytowaną drobnym kawałkiem błyskotki na ulicy pełnej brudu i smrodu. To była chwila, która sprawiała, że całe miasto wydawało się mniej straszne. Izyda nagle zatrzymała się i, jakby znikąd, wyciągnęła z kieszonki starego płaszcza kilka zielonych gałązek i liści. Ich zapach był intensywny i świeży, od razu wypełniając powietrze wokół.
— Patrz, Kobczyk — powiedziała Izyda z uśmiechem. — Te zioła są świetne na katar. Pomogą ci oddychać lepiej i szybciej wrócisz do zabawy.
Kobczyk niemal podskoczyła z zachwytu, jej oczy błyszczały jeszcze mocniej niż przy świecidełkach.
— Wow! Zioła! Ale super, mamo! — zawołała, machając łapkami i patrząc, jak Izyda miesza je delikatnie w dłoniach. Mewa patrzyła na córkę z uśmiechem, widząc, jak drobna radość i ciekawość potrafią zmienić nawet brudną, śmierdzącą ulicę w coś prawie magicznego.
— Dziękujemy Izydo — Mruknęła Mewa z uśmiechem na pysku. Spojrzała na Kobczyk, po czym chwyciła ją za kark i zaczęły obydwie odchodzić w stronę lasu. Kiedy pierwsze drzewa zamknęły się nad ich głowami, powietrze stało się chłodniejsze i czystsze. Kobczyk kichnęła cicho, ale zaraz wtuliła się w futro Mewy, jakby już czuła, że zioła Izydy zaczynają działać. Mewa zerknęła na nią z troską i spokojem — wiedziała, że najgorsze mają już za sobą, a las przywita je ciszą i bezpieczeństwem.
Wyleczeni: Kobczyk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz