Jak mogła go ona nie usłyszeć? Nie wyczuć?
Trzepnęła ogonem o ziemię. Poczuła, w którą stronę wieje wiatr. Miało to sens, szedł pod wiatr.
Klan Nocy… to są jakieś grupy kotów tutaj? Możliwe. W jej stronach też tworzyły się grupki kotów, sama przez chwilę w jakiejś była z Muszelką. Nic dziwnego w takim razie, że na takich dużych terenach też powstały takie zgromadzenia.
Jeśli powie, że jest z Klanu Nocy, to nie wiadomo jak zareaguje. Chociaż nie miał zjeżonej sierści ani agresywnego tonu głosu. Nie wydawało się, żeby był na tyle negatywnie do niej nastawiony, aby nie powiedzieć prawdy. Wyprostowała powoli grzbiet, ale jej uszy dalej pozostały położone i wyzywająco patrzyła na kocura.
— Nie jestem z Klanu Nocy — starała się powiedzieć to stanowczo na tyle, aby pokazać, że pomimo tego, że jest sama, to da radę sama się obronić, tak na wszelki wypadek.
Wzrokiem przebiegła teren ponownie. Gdzie najlepiej byłoby odbiec, jakby musiała? Czuła na nim zapach innych kotów, co inni mogliby pomyśleć o niej? Chociaż po tym, co powiedział, to nie brzmiało to, jakby on był kotem, którego powinna się bać, jego przyjaciele już tak. Mógłby tu przyjść cały klan, nawet jego, jeśli do jakiegoś należy.
Rzeczywiście jak szła terenami tutejszymi, to czuła oznakowania zapachów kotów na drzewach, ale czy on pachniał jakoś inaczej niż one? Według niej bardzo podobnie.
Czyli przez tereny, przez które przechodziła, to musiały być tereny Klanu Nocy, rzeczywiście pachnieli rybami, ale trochę inaczej niż ona — w jej opinii — w końcu, oni pachnieli jakoś słodziej niż ona. Kocur przed nią też, ale czuć, że inny zapach zaczyna dominować.
— Najwyraźniej ten Klan Nocy zapomniał uszu — dodała, krótko.
Spojrzała na niego, jakby dając mu wyzwanie. Wtedy dopiero spojrzała na niego. Jednak gdy spojrzała mu w oczy, temu większemu od niej o wiele wojownikowi, który jeszcze widać, że ma mięśnie dobrze zbudowane, to stwierdziła, że nie może aż tak przeceniać swoich możliwości. Nie pokonałaby go w walce.
— Na szczęście nie jestem z Klanu Nocy — odpowiedział jej, lekko podchodząc do niej. Ta zrobiła krok do tyłu, ale pozwoliła mu podejść.
— A skoro ja zakradłem się do Ciebie to… — kontynuował spokojnym tonem. On zawsze był taki? — Chyba jestem lepszy od nich, co? — powiedział półżartem, ale kotka tylko lekko kiwnęła głową. —Nazywam się Mglisty Sen.
— Mhm. — Co za dziwne imie… — Przebiśnieg. — Po czym już była gotowa, by pójść dalej swoją drogą.
— Jak dalej pójdziesz, to spotkasz tym inny klan.
Miała już postąpić krok dalej, ale gdy to usłyszała, to się zatrzymała. Czy była gotowa, aby zmierzyć się z kilkoma kotami naraz? Spojrzała przez ramię na Mglisty Sen, a ten mógł na jej twarzy wyczytać znów zastanowienie. Czy on próbuje ją okłamać?
— Ile niby może być tych klanów? — Odpowiedziała ironią.
Od stresu ze zmiany miejsca nic nie jadła. Jej sieciarz dawał jej jakąś dziwną karmę, która pachniała jak psie żarcie! Przez co schudła i już ledwo co tutaj doszła. Obeszła te wszystkie mosty, aby coś złapać i gdy w końcu weszła na tereny, gdzie nie wyczuwała obecności innych klanów, musiał się znaleźć jakiś kot… który, chociaż nie miał ochoty jej jeszcze zaatakować.
— Idę na ryby — dodała, jakby było to postanowione. Wymyśliła to teraz, aby nie wyszło, że przyszła tu bezpodstawnie. — Może pójdziesz za mną i sprawdzisz, czy przypadkiem nie spotkam żadnego klanu? — prawie parsknęła.
— Obronisz mnie, co?
Kocur chyba nie wierzył, co usłyszał, bo aż musiał nastawić uszy.
— Czekaj — powiedział szybko i sam się zamyślił. Spojrzał w niebo. Czyżby się zastanawiał, czy jej nie wydać? Na szczęście jednak po chwili dodał — Pokażę Ci, gdzie będzie bezpiecznie.
Aż zatrzęsły jej się wąsy, gdy to usłyszała.
Ciemny, puszysty kocur ruszył przed siebie, a ona ruszyła za nim. Ciężko jednak było jej za nim nadążyć. Czemu ona sobie pozwoliła za nim pójść? Dalej trzymała się odległości kilku ogonów. Nie mogła mu aż tak zaufać! Jak pomyślała o rybie, to od razu zaburczało jej w brzuchu.
Szli tak w ciszy, bo gdy Mglisty Sen chciał coś powiedzieć, bo czuł, jak kotka za
nim nie nadąża.
— Dajesz radę? — zapytał z troską.
— Nie jestem kociakiem, aby tak się o mnie martwić — odpowiedziała,
przewracając oczami.
Gdy kocur to usłyszał, aż się uciszył. Może nie chciał powiedzieć niczego niemiłego?
W końcu kocur zwolnił, dając jej znak, że to miejsce. Ta się rozejrzała i znalazła kamień, który był lekko zanurzony w wodzie. Przykucnęła na nim, jednak jeszcze szybko spojrzała na swojego towarzysza.
— Będziesz się tak gapił? — parsknęła, już coraz milej, zmęczenie zaczęło uderzać jej do głowy, ale było widać, że jest zadowolona z tego, że mogła w końcu spróbować zapolować na rybę. Zanim zdążyła usłyszeć odpowiedź kocura, już odwróciła głowę i zaczęła wpatrywać się w wodę.
— Zastanawiam się, czy dasz radę złapać rybę w ciemności — oddał, ale pomimo tego, jak ona się do niego odezwała, pozostał spokojny, niczym morze podczas odpływu. — Powinnaś już wracać.
Nic dziwnego, że miał wątpliwości, rzeczywiście słońce zdążyło już zajść, a ona zaczynała czuć chłód. Pomimo tego, że w ciągu dnia słońce jeszcze grzało, bez niego było czuć, że za niedługo złote liście zaczną spadać.
Ona za to swoje żółte oczy wtopiła w wodę, która razem z prądem niosła pożywanie. Mglisty Sen zaczął nawet coś do niej mówić, ale ta była zbyt skupiona na tym, aby coś wypatrzeć. Nie szukała ryb, tylko ruchu. Ruchu wody, który byłby nienaturalny. Ryby zajmują miejsce w wodzie, nawet jeśli przy
dużych nurtach tego nie widać, to gdy ryba płynie wystarczająco blisko powierzchni, od razu można ją rozpoznać.
Spięła mięśnie i wbiła pazury w wodę i to właśnie na nim balansowała rybą, która właśnie się o nie zaczepiła. Prawie sama wpadła przy tym do wody, ale udało się na szczęście nie zamoczyć tylko przednie łapy. Woda była lodowata, a oprócz pogody utrudniało łowienie liście, które już spadły do wody — na szczęście nie było ich dużo.
Gdy rzuciła rybę, na brzeg zauważyła, że kocur zaczął się coraz bardziej od niej oddalać, jakby bił się z myślami, czy powinien ją zostawić już, czy dalej pilnować, dalej jednak ją obserwował, a teraz w ciemności widziała już głównie jego złote oczy, które już ze zmęczenia mieszały jej się z liśćmi. Z wrażenia aż potrzebowała dłuższej chwili, aby zapamiętać ten widok na dłużej.
— Już uciekasz? Myślałam, że to ja powinnam się Ciebie bać — powiedziała w końcu do niego, pozostawiając swój uśmieszek chytry na sobie. — Zjedź tamtą — poleciła z bólem, bo poczuła znów ból w brzuchu z głodu. — No chyba nic się nie stanie, jak chwilę jeszcze ze mną zostaniesz, co?
Nie wydawał się niebezpieczny, nawet jeśli dalej mu nie ufała, chciała się odwdzięczyć mu. Był trochę jak Muszelka, skoro nie chciał jej wygonić czy nic jej zrobić. Aż się zaczęła zastanawiać, czy to ona jest naiwna i gra w jego grę, czy on.
Nawet jeśli, miała wrażenie, że ma to wszystko pod kontrolą. Powinna przeżyć, a to najważniejsze.
Po kilku skokach zająca złapała kolejną rybkę, tym razem mniejszą i gdy już miała zamiar usiąść obok ryby poprzednio złapanej, stres nie pozwalał jej usiąść tak blisko miejsca, gdzie kocur miałby usiąść. Mięśnie ani na trochę jej się nie rozluźniały. Nawet jeśli chciałaby usiąść obok ciemnego, dużego, złotookiego wojownika, to sama sobie nie pozwalała.
Ugryzła pożywienie, poczuła jednak, że ta jest inna niż te, które kiedyś łapała, jakby słodsza. Aż się lekko skrzywiła, ale była zbyt zmęczona, aby pozwolić sobie nie zjeść tego. Jej oczy coraz bardziej same się zamykały, przez to, jak długa podróż przeszła. Spojrzała skrawkiem na Mglisty Sen, czy podchodzi do jedzenia, które mu zaoferowała, ale jej wzrok nie pozostał spokojny, bo już szukała kątem oka miejsca, gdzie miałaby spędzić noc. Most, który dostrzegła, nie wydawał się złą opcją.
< Will you be a gentlemen or a warrior?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz