Po wycieńczającej podróży
— Wszyscy! — zwrócił się do kotów i objął wszystkich wzrokiem. Kiedy rozmowy umilkły, pokazał pyskiem stronę, z której rozciągał się przed nim lasek — Powinniśmy skierować się do lasu i schronić się między drzewami. Niektórzy z nas potrzebują opieki Jarzębinowego Żaru, jednak ona nie jest w stanie zająć się potrzebującymi teraz, kiedy nie ma wystarczająco dużo ziół. Tak samo musimy stworzyć prowizoryczny obóz, żeby zregenerować siły i pomyśleć, co mamy zrobić dalej...
Spojrzał na medyczkę, która odetchnęła z wyraźną ulgą, kiedy on przejął inicjatywę. Szylkretka powoli podeszła bliżej Stroczkowej Łapy, po czym spojrzała na zgromadzoną w półkolu grupę.
— Niech ranni schowają się w krzewach i odpoczną — odparła spokojnym, ale stanowczym tonem. — Ci, którzy mogą się ruszać, niech zbiorą mech z drzew, nasączą go w wodzie i podadzą rannym. Ja i Stroczkowa Łapa wyruszymy na poszukiwanie ziół. Nie odejdziemy daleko.
Nie czekając, aż ktoś wpadnie na głupi pomysł, by się do nich dołączyć, ruszyła przed siebie, w stronę nieznanego jej lasu. Za medyczką popędził jej uczeń i oboje zniknęli między zaroślami.
Szczawiowe Serce, który dotąd siedział cicho, skinął głową do Mglistego Snu. Spojrzał na w miejsce, gdzie niedawno zniknął Stroczkowa Łapa wraz z Jarzębinowym Żarem i uśmiechnął się delikatnie. Poszedł do czarnego kocura i spojrzał po reszcie pobratymców
— Potrzebujesz z czymś pomocy? Organizacją, lub… Czymkolwiek..? Mogę poprowadzić jakiś patrol łowiecki, jak już dotrzemy na miejsce, lub taki, który pomoże Jarzębinowemu Żarowi zbierać zioła, jeśli tylko jest taka potrzeba… — zapytał nieśmiale.
Na propozycje Szczawiowego Serca, pokiwał głową.
— Chętnie przyjmę twoją pomoc, jednak teraz musimy znaleźć miejsce na nasz tymczasowy obóz. Porywisty Dąb, Miodowa Kora bądź Poziomkowa Pola na tę chwilę wyglądają najgorzej z nas wszystkich i lepiej, gdyby odpoczęli w świeżych posłaniach z dala od Drogi Grzmotu.
Czuł na sobie czyjś wzrok, kątem oka zobaczył, jak do nich podchodzi Zapomniana Koniczyna, który był wspierany przez Amorphinę.
— Proponuję, aby każdy nas powiedział, co chce zrobić właśnie teraz — zaczął Zapomniana Koniczyna — Czyli polowanie, eksploracja nowego terenu, pilnowanie rannych i takie tam dalsze małostkowe rzeczy... — wymamrotał i popatrzył na przyjaciela spod zmęczonych, głębokich zielonych oczu.
Szczawiowe Serce od razu skinął znów głową.
— Najlepiej będzie, jeśli u boku każdego z nich pójdzie choć jeden wojownik, do momentu, gdy dojdziemy w bezpieczne miejsce.
Spojrzał na pobratymców. Większość z nich na szczęście nie ucierpiała. Mieli szczęście… Trójka najbardziej cierpiących jednak już nie za bardzo…
Kosaćcowa Grzywa spojrzał na czarnego wojownika.
— Dobrze by było, abyśmy zdjęli ten ciężar z naszych barków — rzekł I spojrzał zirytowany w górę na Porywistego Dęba, który czuł się obecnie jak księżniczka Klanu Nocy. — I po tym usadowić najbardziej rannych na bezpiecznej trawce.
Prychnął I spojrzał na swoje łapy.
— Mogę ich przypilnować, bo przez mój ogon nie będę mógł polować.
Pokiwał powoli głową Kosaćcowej Grzywie, po czym spojrzał po Szczawiowym Sercu oraz Zapomnianej Koniczynie.
— W takim razie my pójdziemy szybko się rozejrzeć po lasku, żeby znaleźć bezpieczne i zaciszne miejsce dla nas wszystkich — zarządził.
Nie czekając na wojowników, zniknął między drzewami w poszukiwaniu małej polanki, czy innego przyjemnego i bezpiecznego miejsca, żeby się tam usadowić. Nie tylko dla rannych, jednak też dla samego siebie. Był również zmęczony, jak każdy inny i miał dość atrakcji na dzisiaj.
— Hej! — krzyknął do nich Zapomniana Koniczyna, nadal stojąc przy Amorphinie. — Ktoś tu zapomniał, że Koniczyn ma złamaną łapę i potrzebuje wsparcia! — dodał.
Słysząc Koniczyna, westchnął głośno. Zdecydowanie był zmęczony, skoro zapomniał, że kocur ma złamaną łapą.
— Ach... no tak... Przepraszam cię, zapomniałem, że... no wiesz... — powiedział, zawstydzony swoją wpadką — Wybacz, jestem również zmęczony... Możesz za to wrócić i pilnować, by tamci dwoje się nie pozabijali...
Westchnął, widząc, jakąś niezgodę między Porywistym Dębem a Kosaćcową Grzywą.
— Ehh... z nimi jest jak z kociakami…
— Nic nie szkodzi! — zapewnił go Koniczyn, uśmiechając się promiennie. — Każdy ma dzisiaj... ciężki dzień — rzekł i uciekł wzrokiem w bok.
Zatrzepotał zszokowany rzęsami. Pokręcił głową w stronę Mglistego Snu.
— Nie, nie, nie — wymamrotał z nerwowym uśmieszkiem. — Mówiłem ci chyba, że cię nie zostawię, prawda? — zachichotał nerwowo, ponownie unikając kontaktu wzrokowego z kocurem.
— W każdym razie... — Jego tajemniczy i zawstydzony uśmiech szybko się ulotnił — Nie chciałbym stracić rozumu przy ich paplaninie... jeśli wiesz, o co mi chodzi — rzekł nieco rozbawiony.
Spojrzał tamten na Szczawiowe Serce.
— Mój wybawco, czy zechciałbyś mi pomóc? Lub... — skierował swoje leśne oczy w stronę przyjaciela — Mój drogi przyjaciel, Mglisty Sen?
Szczawiowe Serce wcale się nie ruszył w stronę Zapomnianej Koniczyny, jakby czekał na polecenie Mglistego Snu. Zatrzymał się jednak po chwili, przysłuchując się rozmowie dwójki.
Popatrzył się po kocurach. Miał nadzieję, że Szczawiowe Serce coś skomentuje, jednak kocur jedynie popatrzył na nich znacząco.
"Ach... Czyli teraz wszystko spada na mnie?" — westchnął w myślach.
Nie wiedział, co miał dokładnie powiedzieć Zapomnianej Koniczynie. Kocur miał złamaną łapę, nie pomoże im do końca znaleźć dobrego miejsca na obozowisko, skoro ledwie chodził.
— Zapomniana Koniczyno, naprawdę zostań lepiej z innymi rannymi. Zaraz wrócimy i pomożemy ci się przedostać do nowego obozu. Musisz siebie oszczędzać.f
Łaciaty fuknął i odwrócił głowę, wyraźnie oburzony.
— To idźcie — wymamrotał urażony. — Skoro jestem aż takim balastem dla waszej dwójki... — dodał i spojrzał na swoje łapy. Usiadł na swoim miejscu i zaczął patrzeć na rozkręcających się rannych wojowników. Westchnął ciężko, choć na jego pysku nie dało się odczytać emocji. To tak, jakby je wyłączył na zawołanie.
Szczawiowe Serce przyglądał się rozmowie dwójki kocurów. Był zamyślony, jakby starał się zrozumieć relacje Mglistego Snu i Zapomnianej Koniczyny. Otrząsnął się po chwili i spojrzał na czarnego wojownika.
— Ruszajmy. Nie ma czasu do stracenia.
Kiwnął mu głową i ruszyli oboje w głąb lasu. Mając za zadanie znaleźć miejsce na prowizoryczny obóz, szli tak, rozglądając się po okolicy.
Chcąc przerwać ciszę, odchrząknął głośno, by Szczawiowe Serce zwrócił na niego uwagę.
— Cieszę się Szczawiowe Serce, że jesteś z nami. Dużo naszych kotów zostało jednak na starym terytorium. Ryzykownie postąpiliśmy, co do ucieczki, ale wydaje mi się, że na dłuższą metę zapewni nam to bezpieczeństwo. Szczególnie że mamy Stroczkową Łapę. Czy ty... Czy dla niego uciekłeś z Klanu Wilka? — Zrównał się z kocurem i z zaciekawienie w oczach, przyglądał się starszemu wojownikowi — Jak to jest mieć swoje kocię?
Był ciekaw i to bardzo. Wiedział, że wojownik nie jest biologicznym ojcem Stroczkowej Łapy, jednak wszyscy mogli zaobserwować, jak się nim opiekuje. Mimo adopcji wytworzyła się między nimi więź, w sumie tak jak rodzeństwo Mglistego Snu związał się z Brukselkową Zadrą oraz Wrotyczową Szramą.
Kocur spojrzał na Mglisty Sen zdziwiony.
— Od początku wierzyłem w Klan Gwiazdy. Po prostu nie miałem okazji o tym z nikim rozmawiać. Poza tym dopiero od Kosaćcowej Grzywy dowiedziałem się o kulcie. Nie chciałem żyć w takim miejscu… Gdy tylko dowiedziałem się, że jest szansa ucieczki, nie chciałem zostawić Stroczkowej Łapy. On chyba sam nie chciałby zostać w Klanie Wilka… Jeśli chodzi o to, jak to jest posiadać syna, to jestem szczęśliwy. Nie Mógłbym być bardziej dumny, pomimo tego, że nie jest moim biologicznym synem. Jedyne czego żałuję, to tego, że nie może na niego patrzeć teraz jego matka. Byłaby dumna. Zresztą, sam chciałbym znów zobaczyć swoją córkę…
Zajęło trochę czasu, aż połączy kropki. Nie pamiętał na początku, żeby Szczawiowe Serce miał jeszcze córkę oraz własną partnerkę, jednak po olśnieniu przypomniał sobie o uczennicy medyczki, która była w Klanie Wilka na krótki okres szkoleniowy.
— Chyba cię rozumiem. Też tęsknię za wieloma kotami, a w szczególności za jedną... — Swoim wzrokiem powiódł w dal — Stroczkowa Łapa ma w sobie potencjał na zostanie medykiem. Każdy widzi, jak dobrze się sprawuje przy Jarzębinowym Żarze. Też jestem z niego dumny tak, jak z nas wszystkich. Udało nam się przejść ten koszmar.
— Chodzi ci o Niezapominajkę, prawda? Tak mi przykro, że umarła… — powiedział smutno. — Też uważam, że zostanie dobrym medykiem. No i też jestem dumny z nas wszystkich. Zaszliśmy daleko. Nie potrafilibyśmy zapewne bez ciebie.
Na wzmiankę o Niezapominajkę, zastrzygł uchem. Nie był pewien, czy powinien mówić Szczawiowemu Sercu o dezinformacji, jakim padł w Klanie Wilka.
Skinął z wdzięcznością głową.
— Dziękuję, że tak uważasz. Starałem się mocno, tak samo, jak z resztą Jarzębinowy Żar. Natomiast, co do Niezapominajki... — przerwał na chwilę, jakby chciał schować swoje poprzednie słowa. Jednakże teraz musiał już dokończyć — Niezapominajka, a raczej Niezapominajkowa Łapa nadal żyje. Jest w Klanie Nocy i ma się bardzo dobrze... Widziałem ją na zgromadzeniu zaraz po jej zniknięciu, teraz nie wiem, jak się ma…
Szczawiowe Serce spojrzał na niego zdziwiony.
— Chwila, żyje? Jak to? Uciekła? Jak to się stało, czemu nikt nie zauważył..? — Spojrzał na ziemię. Zastanawiał się przez chwilę, po czym znów przemówił. — Czy gdyby została, myślisz, że chciałaby z nami uciec?
— Zapomniana Koniczyna zauważył... Co z tą wiedzą zrobił, czy komuś jeszcze mówił, tego nie wiem... — westchnął — Wydaje mi się, że Niezapominajkowa Łapa też chętnie by z nami poszła. Pewnie nie czuła się zbyt dobrze w Klanie Wilka. Nawet nie starała się wrócić. Spieniona Gwiazda nie miałaby żadnego problemu oddać jej Nikłej Gwieździe, oba klany mają sojusz. Tylko, czy dołączyłaby do nas? Tego też nie jestem pewien. Chociaż jest zawsze jakaś szansa…
— Być może miała jakiś powód, aby odejść. Sam nie wiem… Nie miała tam przecież nikogo, czy aż tak bardzo chciałaby opuścić miejsce, w którym miała bliskich bez powodu?
— Na to wychodzi, że była odważniejsza niż wiele z nas w tak młodym wieku.
W końcu dotarli do miejsca, które było dość duże, ładne ocienione i niedaleko od rzeki, gdyż przez drzewa prześwitywała wartka tafla wody.
— To jest to miejsce. Idealne na tymczasowy obóz dla nas, nie będziemy musieli nieść tak długą drogę Porywistego Dębu.
Szczawiowe Serce spojrzał na teren i skinął głową z aprobatą.
— To co, chyba wracamy po resztę, prawda?
* * *
Teraźniejszość
Mglisty Sen widząc, jak Szczawiowe Serce kończy rozmowę ze Stroczkową Łapą, podszedł do niego i skinął głową na powitanie wojownikowi.
— Masz dzisiaj coś zaplanowane do zrobienia przez Jarzębinowy Żar? Jeśli nie, to moglibyśmy się wybrać do nowego miejsca na obóz i oczyścić okolice — zaproponował. — Potem skoczylibyśmy na polowanie i złapali coś dla reszty.
O dziwo od ostatniej rozmowy, jaką mieli, bardzo polubił wojownika. Bardzo dobrze mu się rozmawiało ze Szczawiowym Sercem, nawet jeśli tematy rozmów obejmowały tylko praktyczne części ich życia, takie jak obowiązki, przetrwanie i inne takie. Ich rozmowy może i nie były głębokie, ale nie o to, w tym wszystkim o to chodziło.
— Dobry pomysł. Możemy ruszać nawet teraz, jeśli chcesz. — odpowiedział mu Szczawiowe Serce.
— Oczywiście, im szybciej wyjdziemy, tym szybciej wrócimy. Mimo wszystko nie jest nas na tyle dużo, by zostawiać na długi czas nasz prowizoryczny obóz.
Machnął swoim krótkim ogonkiem i oboje skierowali się w stronę nowego obozu. Pogoda nie była najgorsza tego dnia. Pora Zielonych Liści niezauważalnie przeminęła, a jednym ze znaków, dzięki którym mogli się tego domyśleć były liście, ich kolory zaczęły się powoli zmieniać. Za niedługo pewnie pospadają z drzew, formując przepiękny różnokolorowy dywan na ściółce. Mglisty Sen był ciekaw, jak to będzie wyglądało. Na ich starym terenie nie było tyle drzew liściastych, więc tak naprawdę nie mogli wiedzieć, jak wygląda prawdziwa Pora Opadających Liści. Natomiast ich nowe terytorium opierało się głównie na drzewach, które posiadały liście i szerokie rozstawienie gałęzi. Oni mimo umiejętności wspinaczki, mogli nie być tak dobrze przygotowani do nagłej zmiany środowiska. Pewnie on, jak i reszta Świetlików będą musieli od nowa nauczyć się niektórych rzeczy, żeby skutecznie polować na nowym terenie.
* * *
— Widać powoli efekty naszej pracy. Niedługo będziemy musieli się zastanowić gdzie by tu jeszcze zmieścić lecznice i legowiska przywódcy — zauważył, schodząc pierwszy po grubym korzeniu — No nic, bierzmy się do roboty.
— Fakt, jest jeszcze wiele kwestii do ustalenia — odpowiedział mu, wchodząc za nim głębiej w ich przyszły obóz.
Uśmiechnął się do wojownika i nosem wskazał kierunek, gdzie w ścianie między korzeniami były drobne nory.
— Zastanawiałem się, czy w tamtym miejscu nie zacząć kopać. Nadawałyby się na jakieś legowiska, chociaż wolałbym jeszcze dopytać się niektórych kwestii Jarzębinowy Żar — zaczął rozmowę, przy okazji wyrywał chwasty oraz inne rośliny, które zaburzały piękno tego obozu — No i pewnie Klan Gwiazdy będzie musiał wskazać, kto zostanie z nas przywódcą. Powinniśmy dla niego też wykopać legowisko.
Szczawiowe Serce zaczął sam również chwytać za napotkane chwasty, jednak ostatnie zdanie przykuło jego uwagę.
— Myślisz, że tak właśnie będzie? A co z zastępcą? Zresztą, czy Klan Gwiazdy będzie nad nami czuwał poza terenami pierwotnych klanów..? Choć w sumie sami nas tu zesłali…
— Zastępcę pewnie wybierze przywódca lub Jarzębinowy Żar, jeśli dostanie o tym sen. Przynajmniej tak mi się wydaje...
Chwycił większy krzew pokrzywy i wyrwał go z ziemi. Nie obyło się bez poparzeń, więc szybko potarł obolały pysk swoją łapą.
— Klan Gwiazdy czuwa nad całym lasem, czemu nie mieliby z nami utrzymywać kontaktu, szczególnie że wykonujemy jego wolę.
— Racja, racja… Po prostu… Boję się, wiesz? W końcu na przykład Owocowy Las nie wierzy w Klan Gwiazdy. Martwiłem się tym, co się stanie… — przyznał Szczawiowe Serce, wyrywając następne rośliny, starając się pozbyć się również korzeni. — Ale to prawda. Oczywiście nie twierdzę, że chcieliby dla nas źle. Po prostu cała ta wyprawa była stresująca…
— Może i nie wierzy, ale mogą się znaleźć tam pojedyncze koty, które chętnie by zaczęły wierzyć w Klan Gwiazdy? Wiesz, Świetliki nie narzekałyby na nowych członków, tym bardziej że mamy jeszcze chore koty, a Pora Zielonych Liści już minęła. Stało się trochę chłodniej i coś mi się wydaje, że liście niedługo będą żółkły... Nie chciałbym nikogo stracić z naszej grupy. Musimy przetrwać, inaczej będę czuł się winny. Najbardziej martwię się o Porywistego Dęba. Jego tylne połamane łapy, mimo że się zrastają, tak wątpię, żeby nagle wstał i zaczął dla nas polować. Pewnie dla niego po tak długim niedysponowaniu, nawet polowanie będzie wyzwaniem.
Ułożył swoje śmieci na kupkę, którą później wyniosą do lasu, by gdzieś zakopać.
— To prawda… Będzie potrzebne wiele patroli łowieckich, aby się ustabilizować. Trochę to zajmie… Mam nadzieję, że Jarzębinowy Żar da sobie radę z rannymi. Z resztą, jak i Stroczkowa Łapa. Nie chciałbym, żeby przechodził przez zbyt wiele stresu przy tak nagłej ilości chorych…
Mglisty Sen pokiwał głową, zgadzając się z wojownikiem.
Dalej rozmawiali, a robota szła im sprawnie. Część chwastów i przeszkadzającej roślinności się pozbyli, a kupki śmieci wynieśli poza obóz i odłożyli je pod jednym z drzew. Możliwe, że jakaś sarna bądź inne zwierzę skusiłoby się na takie gotowe danie z wielu traw i chwastów. Chociaż wątpił, by to ktoś mógłby się zajadać parzącą pokrzywą.
* * *
Mglisty Sen dal znak uchem, by Szczawiowe Serce obszedł wiewiórkę dookoła. Nie mieli czasu na pojedyncze polowanie i pokazywanie swoich umiejętności. Współpraca pomoże im zdobyć im nawet najszybsze zwierzę, a liczył się każdy kęs.
Szczawiowe Serce skinął mu krótko głową i zniknął w podszyciu. Widział, jak kocur ostrożnie obchodzi rudawe zwierzątko, które skubało żołędzie dębu. Biel wojownika czasami prześwitywała przez liście, jednak wiewiórka była nieuważna, co musiało skończyć się jej śmiercią. Widząc, że wojownik jest na dogodnej pozycji, wyskoczył, uważając na swoją długą brodę, by nie zaplątała się o jakieś gałązki. Przestraszone zwierzątko, starając się uciec, biegło prosto w stronę Szczawiowego Serca, który szybkim kłapnięciem szczęk dorwał wiewiórkę. Ciałko szybko zwiotczało, a oni mieli już jedną kolację dla kota.
— Dobra współpraca — pochwalił ich Miodowa Kora, który również wyszedł z podszycia.
Liliowy trzymał w pysku dwie myszki za ich małe ogonki.
— Dziękujemy — odpowiedział za siebie oraz Szczawiowe Serce — Już dzisiaj wystarczy łowów. Lepiej wracać.
Dwójka kocurów zgodziła się z nim w milczeniu. Cała trójka powróciła do tymczasowego obozu, gdzie od razu w ich kierunku odwróciły się głodne pyski. Zwierzyny nie starczyło dla wszystkich, rozeszła się ona po tych, którzy jej najbardziej potrzebowali. Koty ze złamaniami zjadły wszystko, a reszcie, o ile nic wcześniej nie złapali, przyszło spać głodnemu.
Spojrzał na Szczawiowe Serce, do którego podszedł Stroczkowa Łapa. Czuł, że zazdrości kocurowi. Chciał przy sobie też mieć swoją rodzinę. Też chciał mieć swoje potomstwo i kochającą partnerkę. Nawet jeśli ta byłaby w innym klanie. Jednak on nie miał nic z tych rzeczy. Jedynie nadzieję, że Zaćmiony Horyzont, Gwiazdnicowy Blask, Brukselkowa Zadra, jak i Wrotyczowa Szrama, mają się dobrze.
Wiedział wyśmienicie, że nie powinien patrzeć tak samolubnie, jednak też chciał szczęścia, a ucieczka z Klanu Wilka jeszcze mu tego nie dała.
Położył się na swoim leżu głodny, zmęczony, zły oraz ze świadomością, że jutro jest kolejny dzień ciężkich prac nad nowym obozem, jak i polowaniami.
< Szczawiowe Serce? Czy nazajutrz wyruszymy na wspólną naprawę obozu? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz