Przeszłość
— Ale nie zdeptał! — miauknął z wielką pewnością, że to się nigdy nie stanie. Choć to wcale nie tak, że wychodząc ze żłobka już o mało, co nie został zdeptany. W końcu dawno i nieprawda, jak to mawiają.
— W końcu do tego dojdzie, dlatego kociaki przebywają w bezpiecznym żłobku — oznajmił zwiadowca, lecz kocurek już go nie słuchał, gdyż stwierdził, że znudziło mu się to zwiedzanie obozu.
Teraźniejszość
W końcu nadeszła pora opadających liści, co oznaczało, że zaczęło się powoli robić chłodniej, a opady coraz częściej zaszczycały swoją obecnością tereny Owocowego Lasu. W dodatku zdarzały się także wietrzne dni, przez co czekoladowy miał wrażenie, że w legowisku uczniów jest znacznie chłodniej niż pośród ściółki leśnej.
Trochę już minęło od dnia, gdy został mianowany na ucznia wojownika, a jego mentorem został Żagnica, który charakterem był podobny do Figi z tą różnicą, że raczej traktował każdego kota tak samo bez wyjątków, w tym swojego podopiecznego. Młodszy jednak nie był zrażony do wojownika, ciesząc się, że ma na kim szkolić się w docinkach. Wszelkie kąśliwe uwagi były w ich relacji na porządku dzienny, lecz mimo to Smuga szanował vana i bywało, że czasem parę razy się zastanawiał przy kolejnej docince, jakby w obawie, że faktycznie może urazić starszego. A ten, kiedy wstawał lewą łapą, to często okazywał to jeszcze większym niezadowoleniem niż na co dzień, co dla bicolora oznaczało, że szykuje się dla niego ciężki trening danego dnia.
Dziś pogoda nie była łaskawa, dlatego też mało kto miał ochotę się ruszać z obozu, lecz ktoś musiał udać się na patrole i tych paru nieszczęśników czekało przemoczone futro oraz szczękanie zębami, szczególnie tych z krótszą sierścią. Do tego grona należał Smuga z Żagnicą i jeszcze jedna dwójka kocurów, których czekoladowy nie kojarzył — choć on to większości kotów nie kojarzył, jakby Ci nie byli warci jego uwagi, wyjątkami była żyjąca rodzina, liderka z zastępcami, szaman oraz grono uzdrowicieli. Nim jednak mieli wyruszyć na patrol łowiecki, było jeszcze trochę czasu, co Żagnica chciał wykorzystać na nauczenie Smugi kolejnej zdolności, jaką było tworzenie legowisk na gałęziach drzew, szczególnie że w przypadku uczniów Ci wymieniali się posłaniami.
— Czemu już mnie gdzieś ciągniesz…? Wystarczy mi przyszły patrol — narzekał młodszy, wychodząc z obozu za mentorem.
— Nie bądź taką suchą łapą, też mam krótką sierść, mysia strawo — rzucił starszy, zmierzając do drzewa, gdzie parę księżyców temu ćwiczyli wspinaczkę.
— Nie jestem słaby! — zaprotestował od razu.
— Och, doprawdy? — mruknął, unosząc jedną brew z nieco znudzonym wyrazem pyska.
— Owszem — zapierał się Smuga.
— Jesteś synem stróża i zwiadowca — zauważył van, wspinając się na jedną z niższych gałęzi drzewa. — W dodatku z tego, co kojarzę, to obecnie żyje jedynie jeden kot w twojej rodzinie, który jest wojownikiem. Genów nie wyprzesz młody.
— I co z tego?
— To, że musisz dwa razy ciężej pracować od reszty. Dajmy na to Borowika, z którym będziemy mieć patrol, nie dość, że starszy od ciebie, większy od swoich rówieśników to on nie musi się zbytnio starać. Na spokojnie mógłby Cię pokonać jednym machnięciem łapy — oznajmił, siadając na najniższej gałęzi, czekając, aż jego uczeń sam się pofatyguje do niego.
— Wow, czasem potrafisz coś mądrego powiedzieć między kąśliwymi uwagami, Żagnico — powiedział młodszy z nieco wrednym uśmiechem, jakby nie wiedział tego, że musi znacznie ciężej pracować od innych uczniów szkolących się na wojowników. Był tego świadomy odkąd Jeżyna i Przypływ zaczęły mu opowiadać o tej profesji w Owocowym Lesie. Doskonale pamięta błysk troski w pomarańczowych oczach liliowej kotki, kiedy oznajmił, że także chce zostać wojownikiem, mimo to każdy go w tym wspierał.
Na uwagę ucznia, van przewrócił oczami, poganiając Smugę, by się sprężył z tą wspinaczką, w końcu nie mają całego dnia. A Borowik i Topola nie będą na nich czekać, dlatego że KTOŚ nie umiał się pospieszyć ze wdrapaniem się na durne drzewo.
— Wrzód na ogonie z ciebie — stwierdził wojownik, kiedy tylko drobniejszy znalazł się obok niego.
— Odezwał się rozlazły ślimak — zripostował.
— Dobra, kiedy indziej będziesz się męczyć z docinkami, najpierw nauka, byś mi wstydu nie przyniósł. Umiesz tworzyć legowiska wśród koron drzew? Nie. Więc się nauczysz — zaczął, przechodząc płynnie do tłumaczenia wszystkiego co potrzebne, począwszy od wyboru gałęzi po sposób wykonania.
Później przyszedł czas na praktykę, kiedy tylko Żagnica zakończył swój wykład, w tym celu zeszli z drzewa, by żółtooki najpierw ogarnął samo budowanie legowiska, nim przeniosą się z tym na gałęzie. Ciągła mżawka niczego nie ułatwiała, przez co materiały były wilgotne i nie współpracowały po myśli ucznia, który starał się jak mógł w akompaniamencie uwag swojego mentora.
***
Kiedy w końcu van uznał, że wystarczająco Smuga się namęczył z tworzeniem posłania i przeniesieniem tego na drzewo, wrócili do obozu akurat w momencie, kiedy Topola czekał na swojego podopiecznego. Arlekin na widok swojego dawnego mentora widocznie się spiął, co nie uszło uwadze czekoladowemu, który zastanawiał się, czy Żagnica faktycznie taki straszny jest. Fakt, do przyjemnych kotów nie należy, ale żeby od razu się bać? Na samą myśl parsknął cichym śmiechem, co spotkało się z pytającym spojrzeniem srebrnego wojownika. Smuga zbył go wzruszeniem ramion, udając się pod jeden z licznych krzewów, by jakkolwiek się uchronić przed jeszcze większym zmoknięciem, o ile było to możliwe.
Wtem zauważył, jak znany mu młody zwiadowca idzie wraz z innym kocurem u boku. Ten miał tego samego koloru sierść, co Kurka, choć był znacznie większy od niego. Po chwili Topola także spostrzegł dwójkę zmierzających i żwawym krokiem podszedł do nich, by zwrócić się do tego bardziej masywnego, wyglądającego na wojownika. Nie chcąc przeszkadzać w rozmowie, Kurka podszedł do Smugi i przysiadł na chwilę obok niego.
— Cześć Smugo, dawno nie rozmawialiśmy. Wyrosłeś nieco od czasu, gdy postanowiłeś pozwiedzać — zagaił starszy.
— Owszem. Ten, z którym szedłeś, znasz go?
— Tak, to mój brat. Borowik.
— Brat? Żagnica mi dziś o nim mówił, jak przykład, że powali mnie jednym ruchem łapy — przyznał, by na krótką chwilę zamilknąć. — Chodź z nami na patrol — oznajmił nagle, przypatrując się rozmowie Topoli ze swoim uczniem. Zastanawiało go, czemu ten nadal jest uczniem, skoro Kurka piastuje stanowisko zwiadowcy, odkąd pamięta.
<Kurko? Nie daj się prosić>
[984 słowa + tworzenie legowisk na gałęziach drzew]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz