Kruczofutra nadepnęła na gałązkę, która niemal wyprowadziła ją z równowagi. Zwiewny Mak goniąc za celem, przekroczyła bez zastanowienia granicę z Klanem Wilka, dumnie spozierając na własny łup, gdy wreszcie złapała rdzawą istotkę. Czy rozumiała, co najlepszego zrobiła? Miała świadomość przekroczenia ich granicy? Rudaska nie czekając ani chwili dłużej, wyłoniła się ze swojej kryjówki, jej źrenice zwężone były do szparek, wyglądały niczym cieniutkie igły upstrzone żywym ogniem. Wilczaczka ze złością odsłoniła pazury, kładąc uszy po sobie i sycząc na intruzkę.
— Czego tu chcesz? Kradniesz nam zwierzynę?! — zawarczała, zmniejszając między nimi dystans, prawie depcząc mniejszej po łapach. Nastroszyła sierść, która raptem nerwowo jej zafalowała. Budowa Zwiewnego Maku nie robiła na niej wrażenia, wyglądała na słabą, zarys mięśni pod futrem nieznajomej nie był aż tak wyraźny. Burzaczka zaczęła gorączkowo się wycofywać, kuląc ogon. Widząc to, uszy wojowniczki zadrżały. Wyczuwała zapach jej strachu. Był mocny i obrzydliwy. Zmarszczyła pysk, czując na własnej sierści kłujące kolce frustracji. Gorsza była chyba tylko Cykoriowa Łapa.
— Nie… ja… tylko chciałam… nie zauważyłam… — usiłowała się wytłumaczyć. Ognikowa Słota przecięła ogonem powietrze, obnażając wrogo kły, tym samym uniemożliwiając jej dalszej paplaniny.
Dobrze wiem czego chciałaś, chciałaś nas okraść ze zwierzyny! — pomyślała, gniewnie wymachując kitą na boki, niczym wściekły pies. Nie chciała dłużej słuchać tych żałosnych wytłumaczeń. Cała postawa nieznajomej budziła w niej jedynie pogardę. Uniosła łapę i machnąwszy nią, zadrapała złodziejkę po ramieniu. Niebieskooka wzdrygnęła się, upuszczając wiewiórkę. Pazury szylkretki przecięły delikatną skórę przeciwniczki, między łapami zostało jej trochę czarnego puchu. Zwiewny Mak otworzyła ślepia szeroko, kładąc uszy po sobie. Pisnęła, po czym przymknęła oczy i niezgrabnym ruchem próbowała się bronić, chociaż jedyne, co zrobiła, to wyrwała Wilczaczce kępkę futra.
Słota skoczyła na nią. Ciągnąc kocicę za futro, po jej pazurach spłynęła kropla krwi. Odepchnęła Zwiewny Mak bliżej granicy z Klanem Burzy, niemal przewracając ją. Broń się! — pomyślała, w jej oczach płonął żywy ogień, umysł ledwo przepuszczał jakiekolwiek sensowne myśli. Szpony Wilczaczki poorały jej pysk, z rany zaczęła wyciekać gęsto posoka, barwiąc suche liście czystym szkarłatem. W międzyczasie Słota także oberwała, gdy łaciata wymachiwała łapami na oślep. Poczuła piekący ból w okolicach policzka. Nie powstrzymał on jej przed dalszym bronieniem tego, co należało. Zmarszczyła nos, prawie podcinając łapy złodziejce.
Zwiewny Mak powoli słabła, musiała nie mieć doświadczenia w boju albo jej kondycja była bardziej przykra od jej wcale nie przemyślanego sposobu walki. Każdy następny atak intruzki był coraz gorszy i marniej wycelowany, miała kłopot, żeby nadążyć za prędkością oraz precyzyjnością Ognikowej Słoty, wycinającej coraz to nowsze wzorki na ciele złodziejki. Rudaska prychnęła z obrzydzeniem, gdy niebieskooka wyślizgnęła jej się wreszcie spod łap. Łaciata nie oglądała się już za siebie. Zaczęła uciekać ile sił w łapach, wspinając się pospiesznie slalomem na porośnięte krzewami wrzosowiska, zostawiając swoją cenną zdobycz. Ognikowa Słota spojrzała na wiewiórkę, chwytając ją za kitę. Kępka futra Zwiewnego Maku zaplątała się w delikatne kłosy rdzawej istotki, zwisającej teraz bezwładnie z pyska brązowookiej. Obejrzała się jeszcze przez ramię, widząc na horyzoncie uciekającą przeciwniczkę. Zostawiała za sobą drobniutkie ślady krwi, które zmywał wiatr i posyłał dalej, barwiąc trawę. Kierowała się chyba prosto do obozu. Wojowniczka podniosła brodę do góry, przysiadłszy. Dopóki nie zniknie jej z oczu, nie zamierzała stąd odchodzić. Należało się upewnić, że złodziejka więcej nie wtargnie na ich tereny.
***
Słońce chyliło się ku zachodowi, barwiąc nieboskłon najróżniejszymi, przyjemnymi dla oka kolorami. Od przepięknego, czystego szkarłatu, aż po intensywny pomarańcz, kończąc swoje dzieło białokremowymi chmurkami, lekko przysłaniającymi słońce. Rudaska czuła na pysku ciepłe uczucie, przypominało spływającą kroplę wody, która łaskotała ją po skórze przy kontakcie, zjeżdżając po policzku i skapując wreszcie z brody na zimne już łapy.
Strzepnęła uchem, gdy znalazła się u wejścia do centrum Klanu Wilka. Na kufie miała wymalowaną najprawdziwszą dumę.
Przechodząc przez tunel, nikt nie zwrócił na nią początkowo uwagi. Dopiero po wetknięciu łba do legowiska przywódcy zyskała liczną ilość gapiów. Odszukała wzrokiem burego kocura, próbując przyzwyczaić się do półmroku. Położyła wiewiórkę w wejściu, pochyliwszy przed nim głowę. Gdy już otwierała pysk, żeby powiedzieć, on ją wyprzedził.
— Ognikowa Słoto? Co tu robisz? — zapytał, patrząc na nią chłodno. Zerknął na zwierzynę u jej łap, mierząc i ją wzrokiem, domagając się wyjaśnień.
— Nikła Gwiazdo, przepraszam za najście. Wracam właśnie z patrolu, byłam przy granicy z Klanem Burzy i spotkałam tam kocicę. Nazywa się chyba Makowa Łapa. Wtargnęła na nasz teren, całkowicie ignorując linie zapachowe i zapolowała na tę wiewiórkę — łapą przysunęła gryzonia bliżej zielonookiego w ramach dowodu. Zapach, jaki się z niej unosił, nadal bardzo dawał po nosie. W dodatku nie zgubiła ciemnej kępki futra. — Wyrwałam ją jej z zębów — spojrzała na niego raz jeszcze, na jej policzku widniało zadrapanie, które prezentowało się wstrętnie, chociaż w porównaniu do tego, co zrobiła jej Słota, to był pikuś. Cała reszta wszelkich małych ranek nie rzucała się aż tak bardzo w oczy, Zwiewny Mak musiałaby popracować nad swoim stylem walki, jeśli chciałaby zmierzyć się ze Słotą.
Nikła Gwiazda zamyślił się na moment, jednak po chwili w jego oczach pojawiła się czysta złość wymieszana ze swego rodzaju obrzydzeniem. A może podziwem, że ktoś był na tyle odważny… albo głupi, że zadarł z Klanem Wilka? Kiwnął jej głową, wstając ze swojego miejsca i chwytając zdobycz w pysk, po czym przeszedł tuż obok rudaski, ruchem ogona polecając jej, żeby zrobiła to samo. Wdrapał się na mównicę. Ognikowa Słota przysiadła tuż przed nią.
— Niech wszystkie koty, na tyle dorosłe żeby polować zbiorą się pod mównicą! — zawołał i już po chwili z legowisk zaczęły wyglądać ciekawskie oczka. Nadciągający Pomrok usiadła tuż obok Słoty, posyłając jej lekko zdziwione spojrzenie. Rudaska poruszyła ogonem, spozierając z powrotem na przywódcę.
— Klanie Wilka! Od teraz każdy patrol zostanie wzmocniony. Mianowicie będzie miał przynajmniej jednego dodatkowego kota, dla bezpieczeństwa. Ta oto wojowniczka wykazała się dzisiaj odwagą godną najwybitniejszego kota oraz lojalnością taką, jaką chciałbym obserwować u każdego z was, względem naszego Klanu oraz mnie. Stoczyła zaciętą walkę ze złodziejką z Klanu Burzy, która próbowała ukraść nam zwierzynę, nie patrząc wcale na wyznaczone linie zapachowe. Ognikowa Słota wyrwała jej ją z zębów, nie bojąc się krzywdy, jaka mogła ją spotkać za bronienie tego, co należy do Klanu Wilka — wskazał ogonem na rudaskę, która napuszyła sierść na piersi z zadowoleniem tak wielkim, że czuła się, jakby miała za moment eksplodować ze szczęścia. Jej oczka zaświeciły szczęśliwie, a ogon poruszał się według własnego rytmu. Czuła spojrzenie pobratymców na karku. Zastanawiała się, czy byli z niej zadowoleni. Na pewno! W końcu Nikła Gwiazda nie chwalił kotów na co dzień. To było naprawdę wyjątkowe. Do jej uszu doleciały słówka aprobaty. Bury przywódca podniósł rdzawą istotkę za kark, pokazując ją wszystkim. Koty ze wściekłością wymachiwały ogonami, zauważywszy czarną kępkę na gryzoniu. Paru z nich nabrało powietrza ze świstem, wypuszczając go dopiero parę uderzeń serca później. Oczy niektórych Wilczaków rozszerzyły się znacznie, a pyski otworzyły, niektóre wykrzykując coś, inne jedynie nie mogąc w lepszy sposób wyrazić własnego niedowierzania czy niezadowolenia.
— Kto to zrobił?! Przerobię ją na mysi proch!
— Słabeusze! Słabi i bezwstydni!
— Łajnojady, mysie strawy! Sami złodzieje, nie szanujący granic!
— Myślą, że im wszystko wolno! Te zapchlone sierściuchy…
Wojownicy wykrzykiwali coraz to nowsze hasła, mające na celu wyładowanie ich frustracji. Nikła Gwiazda ruchem ogona uciszył ich wszystkich, spoglądając na tłum chłodnym spojrzeniem. Przesunął pazurami po wiekowej korze.
— Porozmawiam o tym z Króliczą Gwiazdą przy najbliższym zgromadzeniu. Jeśli spotkacie więcej intruzów, nie bójcie się ich zabić, jeśli będzie to konieczne. Klan Wilka nie toleruje i nigdy nie będzie tolerował złodziejstwa, ani deptania po rzeczach dla nas ważnych. To wszystko, możecie się rozejść — zeskoczył z pnia, mrugnąwszy do szylkretki. Po piersi brązowookiej rozpłynęło się przyjemne uczucie. Zaczęła głośno mruczeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz