Rozłożysty krzew robiący za wylęgarnie latorośli Klanu Wilka był bardzo skuteczną ochroną przed zewnętrznymi warunkami. Gęsto splecione gałęzie otoczone liśćmi rosnącymi w dość ciasnych rządkach stanowiły barierę, która była nie lada wyzwaniem dla wiatru, śniegu i innych humorów pogody. W całej tej konstrukcji rzucał się na pierwszy rzut oka jeden feler - w żłobku szybko robiło się duszno, a cztery harcujące kociaki i ich opiekunka rzucająca na nie od czasu do czasu okiem tylko przyspieszały ten proces.
Po paru minutach zabawy, kociarnię stopniowo zaczęły wypełniać charki, posapywania i głośne dyszenie, noszące na myśl niedużą lokomotywę toczącą się do stacji.
— Noc, ja… — Gruby odepchnął brata, gdy ten próbował kolejny raz zaatakować jego ucho. Czarny kocurek rzucił mu zdziwione spojrzenie, na co Gruby ciężko usiadł i wziął parę głębszych wdechów. — Zmęczyłem się. Przerwa.
— Juuuż? — jęknął zawiedziony Noc. — Przecież przerwa była chwilę temuuu…
— To nie moja wina, że tak się męczę! — zakwilił, kładąc po sobie uszy. — Idź sobie popatrz na tego robaka tam w kącie, ja zaraz przyjdę — burknął jeszcze, pozwalając, by łapki pod jego cielskiem się rozjechały, kładąc się na mchu. Każdy ruch wymagał od niego tyle wysiłku. Jakim cudem Noc albo Kalinka byli w stanie tyle czasu biegać i skakać, gdy on miał wrażenie, że wypluje płuca po paru miernych minutach? W dodatku nawet teraz, gdy już przestał sapać, Gąsiorkowy Trzepot obrzucała go spojrzeniem, które ściskało mu żołądek. Tak samo koty, które przychodziły w odwiedziny albo by zmienić na chwilę Gąsiorek. Ten sam wyraz pyska gonił go, gdziekolwiek by nie poszedł. Był aż tak żałosny, żeby ciągle tak na niego patrzeć?
Westchnął, dźwignął się na łapy i podszedł do wyjścia. Może świeże powietrze lepiej mu zrobi? Obrócił delikatnie łeb, sprawdzając, czy karmicielka nie patrzy. Na jego szczęście była zbyt zajęta Kalinką, by zauważyć podejrzane zachowanie nieswojego dzieciaka. Gruby wykorzystał okazję i wyszedł niezauważony na zewnątrz. Zdążył przejść przez pół obozu, nacieszyć się przyjemnym wiatrem, poobserwować chwilę garstkę Wilczaków, którzy akurat zostali w obozie, aż nie trafił pod kamień, z którego niczym grom z jasnego nieba spadła Ognikowa Słota. Gruby kojarzył kotkę. Już nie raz była w żłobku, acz otwierała pysk jedynie do Gąsiorka, Kalinki i Nocy. Temu ostatniemu szeptała coś nad uszami, chociaż jeszcze nie udało mu się wyłapać co. Na Grubego i Chudego patrzyła, jakby na obiad ktoś podarował jej mysią skórkę i kosteczki.
Rudzielec dokładnie zmierzył kotkę, od łapek po końcówki uszu. Podrygujący ogon, zdegustowany wyraz pyska, napięty grzbiet, ściągnięte w tył uszy i poddenerwowane ogniki w oczach… nawet jakby chciał się z nią dogadać, tak jak chociażby z Kalinką, to nie byłoby sensu. Tak więc żałośnie wykwilił, że wyszedł bo był głodny, bo nie wiedział, że nie może i nie chciał tak daleko iść. Myślał, że za złamanie takich zasad mocniej mu się oberwie, a tu - miła niespodzianka. Słota tylko prychnęła, pomarudziła pod nosem, podniosła go i zabrała z powrotem do kociarni. Od matki Kalinki dostał szorstką reprymendę, ale co ona mu może zrobić? Samej Gąsiorek niespecjalnie zależało na wychowywaniu trzech gagatków, skupiała się tylko na swojej córeczce. Gruby po wysłuchaniu marudzenia karmicielki znów zbliżył się w stronę wyjścia. Głupim by było wychodzić akurat teraz, gdy go przyłapano, ale ciekawiło go, ile takich wyjść da radę zrobić, zanim konsekwencje wykroczą poza obszar “fuj, nieładnie, wstydź się”. Nie będzie się wstydził przecież, za chęć odetchnięcia od żłobkowej duchoty. A pani Słota mogła sobie gadać ile chce, a go nie przestraszy. Bo co mu zrobi? Skrzywi się bardziej? Wszyscy patrzyli na niego dziwnie, co jedno gorsze spojrzenie zmieni?
***
Przez następne dni robiło się coraz chłodniej. Szare chmury coraz częściej pokrywały niebo, liście żółkły, a wiatr robił się z dnia na dzień nieprzyjemniejszy. Dzieciakom nie przeszkadzało to jednak w zabawach. Jedyne co, to Chudy częściej marudził, że mu zimno, czego rudzielec nie bardzo rozumiał. Dziwne, że mu było ciepło, a jego brat trząsł się jak liść na wietrze. Starał się trzymać blisko Chudego, robiąc za przenośny grzejnik. Dzisiaj jednak chudzielcowi towarzyszył Noc, a Gruby bacznie wyglądał na zewnątrz. Przyzwyczaił się, że Ognikowa Słota do nich wpadała od czasu do czasu, a że minęło trochę czasu od jej poprzedniego przybycia, Gruby zaczął jej wypatrywać. Nie podobało mu się, że tyle uwagi poświęca samemu Nocy i ewentualnie Kalince. Jeszcze nagada im brzydkich durnot i Noc zacznie krzywo patrzeć na resztę rodzeństwa.Tak jak wykręcone mordy innych kotów go nie obchodziły, tak nie chciał, żeby rodzonemu bratu ktoś poprzewracał w łebku.
I tak jak się spodziewał, Słota przyszła tego dnia. Nim zdążyła wbić się głębiej żłobka, stanął jej na drodze i zmierzył wzrokiem. Kotka zmarszczyła delikatnie nos, patrząc na kociaka o łzawych ślepiach. Żadne z nich najwidoczniej nie chciało robić pierwszego ruchu. Gruby bacznie się jej przyglądał, w między czasie obmyślając, co powiedzieć by tym razem w miarę dotrzeć do kotki. Z jakiegoś powodu zależało jej na Nocy. Może to mógł jakoś wykorzystać?
— Czego chcesz? — westchnęła Słota po chwili niezręcznej ciszy.
— Jeśli będzie Pani niemiła dla mojego brata, to mu powiem jak się Pani wobec mnie zachowuje. Wtedy nie będzie już taki skory do słuchania Pani opowiastek — burknął, kładąc po sobie uszy.
<Ognikowa Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz