Przeszłość, koniec poprzedniej pory opadających liści
Po wyjściu z obozu poprowadził ich trzyosobowy patrol w stronę Drogi Grzmotu, by przy okazji sprawdzić “naturalną” granicę z Owocowym Lasem. Nawet jeśli nie mieli żadnych problemów z tamtejszymi kotami, to nadal problemem mogli być samotnicy kręcący się w tych okolicach — choć znalezienie ich zapachu było trudne pośród panującego smrodu potworów. Spokojnie szedł, nie spiesząc się zbytnio, lecz w myślach musiał powstrzymywać swoje łapy przed szybszym tempie, by wcześniej ukończyć patrol ze srebrnymi siostrami. Nie to, że ich towarzystwo było dla nich uciążliwe, jednak z każdym krokiem niepewność co do podjętej decyzji wzrastała.
— Szakłaczku! Chcesz zobaczyć moją kolekcję martwych motyli? — Na dźwięk swojego imienia, skierował wzrok na Rudzikowe Skrzydełko.
— Szakłakowa Barwa nie jest tak rozmowny. To normalne. Niektóre koty wolą mówić mniej — odparła jej siostra, posyłając mu łagodny uśmiech w przepraszającym geście. Na to czarny lekko skinął głową z powolnym przymknięciem powiek. Nie miał za złe Rudzik, że próbuje zacząć z nim rozmowę.
— No ale skoro nie mówi… To jak zdobywa przyjaciół? — mruknęła, jakby do Płomykówki, lecz po nie otrzymaniu odpowiedzi, skierowała swój wzrok na starszego. — Masz przyjaciół, prawda? Jeśli nie… To ja! Ja mogę być Twoją przyjaciółką! — dodała, a on momentalnie przystanął, jakby jego łapy niespodziewanie wrosły głęboko w ziemię. Czuł, jak jego serce przyspiesza, a w oczach pojawia się lekka panika. Nie wiedział co zrobić. Pierwszy raz ktoś mu coś takiego powiedział. Przecież… kto chciałby być jego przyjacielem? W Klanie Burzy jest znacznie więcej bardziej towarzyskich kotów od niego, więc dlaczego Rudzikowe Skrzydełko chce nawiązać z nim tak bliską relację? Czemu widzi w nim odpowiedniego kandydata na swojego przyjaciela? Robi to z litości? A może chce go jakoś wykorzystać?
Na ostatnią myśl potrząsnął głową. Nie nie, srebrna taka nie jest, nie zachowuje się i nie wygląda na kogoś, kto wykorzystuje innych.
— Szakłakowa Barwo? — mruknęła Skrzydlata Płomykówka, lecz dopiero po którymś razie jej słowa dotarły do kocura. — Wszystko w porządku? — spytała, kiedy ten zamrugał parę razy, wpatrując się w jej pysk.
— Tak… Po prostu… — zaczął, ruszając z miejsca. — Nie ważne… — dokończył, rezygnując z pierwotnej myśli.
— Szakłaczku? — Usłyszał obok siebie głos Rudzik, która zaryzykowała dalszą rozmową po chwilowym dziwnym zachowaniu kocura. Ten jedynie spojrzał na nią, dając znać, by mówiła dalej. — To… Chcesz, bym była Twoją przyjaciółką? — spytała z minimalną nutą niepewności, jakby z obawy, że ten zareaguje ponownym odrealnieniem.
Po pytaniu odwrócił wzrok, chcąc się namyślić nad odpowiedzią. W głębi duszy chciał mieć kogoś bliskiego oprócz Poczciwego Dziwaczka i Barszczowej Łodygi, lecz… Co, jeśli coś źle zrobi i Rudzik szybko stwierdzi, że nie nadaje się do takiej relacji z nią? Jednak jeśli nie spróbuję, to nigdy się nie przekona, jak to mieć nieco większe grono bliższych kotów.
— Jeśli Ty tego chcesz, to tak — odpowiedział po dłuższej chwili z lekkim uśmiechem na pysku. Nagła radość kotki zaskoczyła kocura, że ten zaskoczony zatrzymał się, wpatrując w Rudzik, która wręcz skakała z ekscytacji.
— Spokojnie, ona tak zawsze — oznajmiła Płomykówka, pojawiająca się obok niego. Ona również patrzyła na rozradowaną siostrę.
— Chyba jednak zaczynam mieć wątpliwości… — mruknął, ruszając powoli.
— Przywykniesz, ale teraz to będziesz mieć dwójkę kotek na głowie znacznie częściej. — Na to stwierdzenie, Szakłak spojrzał na nią zdziwiony, nie rozumiejąc do końca jej słów. — Rudzik często mnie gdzieś ciąga ze sobą jak dzisiaj.
— Im więcej, tym lepiej, prawda? A przynajmniej tak mówią… — rzucił, kierując się wzdłuż szerokiego koryta rzeki, gdzie ten naturalny twór kończył ich tereny w tym kierunku.
— Rudzikowe Skrzydełko, no już, bo zaraz wpadniesz do wody, a raczej nikt nie chce do niej wchodzić, by Cię ratować — oznajmiła Płomykówka, na której słowa jej siostra nieco się opanowała.
<Rudzikowe Skrzydełko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz