Przeszłość
— Witaj, Rysi Tropie, możemy iść na ten patrol. — Podszedł do siostry. Iskrząca Nadzieja też się podniosła z ekscytacji, uśmiechając się.
— To na pewno będzie świetna okazja na przechadzkę — dodała jego partnerka, a Rysi Trop tylko przewróciła oczami.
— To możemy iść… — odparła szylkretowa wojowniczka, idąc pierwsza do wyjścia z obozu, podczas gdy za nią szedł on i Iskrząca Nadzieja.
***
— Czemu akurat ona? — Usłyszał obok siebie czyjś głos, oczywiście była to Rysi Trop. Miodowa Kora się zdziwił, co ją ugryzło?
— W jakim sensie? — spytał. Rysi Trop przewróciła oczami.
— A w takim sensie, że przed nami jest porażka życiowa. A ty się z nią umawiasz? — Kocur ze zdziwienia otworzył szerzej oczy. Dobrze, że Iskra tego nie słuchała.
— Jaka porażka życiowa? Gadasz to samo, co Lamentująca Toń! — fuknął, a wtedy napuszyło mu się futro. Iskrząca Nadzieja usłyszała coś i obróciła się do tyłu.
— Coś się stało, Miodku? — spytała go, patrząc też na Rysi Trop.
— A nic takiego! Możesz dalej iść… Nic się nie dzieje… — starał się jakoś uspokoić sytuację, by Iskrząca Nadzieja nie dowiedziała się jakie rzeczy o niej wygaduje Rysi Trop. Czekoladowa kotka na szczęście się obróciła i szła dalej. Ryś wtedy znowu się odezwała:
— No, nie dość, że jeszcze starsza od ciebie, to jeszcze za bardzo humorzasta. Nie mogłeś sobie znaleźć kogoś innego?
Miodowa Kora miał ochotę chyba zamordować swoim wzrokiem Ryś, gdyż jego wzrok w tym momencie wydawał się morderczy.
— A niby z kim miałem się spiknąć? Tu nie ma w tym klanie nikogo w naszym wieku, jak już to są starsze koty o ileś księżyców lub młodsze o ileś księżyców. Także twoje pretensje są bezpodstawne.
Niby Iskra była starsza, ale co z tego? Z Brukselką się nie widział, bo niby jak? Ona preferuje kotki, a po drugie to nie jego gust, a reszta to mu do oka nie wpadła.
— To chociaż byś wziął Jaskółcze Ziele lub Lodowatą Sałatę jak już lecisz na starsze… A wybrałeś już kota z najgorszego sortu — fuknęła na niego. Najgorszy jednak sort miała ona w głowie. Od kiedy ktoś przykładał łapę do tego, z kim chce być?
— Bredzisz! — powiedział, oddalając się od Rysiego Tropu. Był przecież pewny, że z Iskrą są dla siebie przeznaczeni, że są jak dwie krople wody. Byli nierozłączni, przecież nic by im nie stanęło na drodze, co nie?
***
Teraźniejszość
Uporządkowanie miejsca na wypoczynek dla nich nie było łatwym zadaniem. Zauważył zbędne gałęzie, wziął jedną z nich i przeciągnął ją gdzieś dalej, poza to wgłębienie by nie przeszkadzała. Może miał opatrunek na boku, ale ktoś musi wykonać jakieś czynności do przygotowania miejsca na nowe mieszkanie, co nie? Po przeciągnięciu pierwszej gałęzi zajął się drugą, by środek przestrzeni był czystszy. Ciągnął gałąź, gdy nagle coś go ominęło z wiewiórką w pysku. Wiedział już kto to.
— Witaj, Ryś! Widzę, że w końcu się ruszyłaś, co? — Rysi Trop odłożyła wiewiórkę, gdzieś tam, gdzie była płaska przestrzeń i wróciła do niego.
— Dobrze, że kuna ci języka nie odgryzła, wtedy nie mógłbyś gadać o takich bredniach. Przy okazji nie powinieneś jeszcze się leczyć? — Wskazała na jego bliznę okrytą pajęczynami i innymi ziołami.
— Siostro, trzeba uporządkować to miejsce. Chyba nie będziemy żyć w brudzie, co nie? A sprzątnięcie kilku niepotrzebnych zielsk nie zaszkodzi. — Po tym rzucił drugą gałąź gdzieś w dal, bo się zagadał za bardzo. Wziął następną gałąź i już wolał ją odnieść, bo nie chciał rzucić w kogoś przypadkowo kawałem badyla.
— Widzę, że jesteś optymistyczny jakoś od tej rozłąki z… — przerwała tu, na co Miodek odwrócił wzrok. Nie chciał przypominać sobie tego imienia. Ryś nie musiała nawet dokańczać, bo on wiedział, o kogo chodzi.
— Dobrze operujesz tymi gałęziami, ja też upolowałam coś na drzewach, od kiedy już mam zdrową łapę — Poruszyła łapą, która była wcześniej zwichnięta.
— Trzeba jakoś nas wyżywić w końcu. — Szylkretowa kotka też wzięła jakiś badyl i go odsunęła, tak by nie zawadzał. Miodowa Kora się jej przyglądał. Spojrzał na ziemię, a potem znów na nią.
— Ryś... a myślisz, że Cisowe Tchnienie będzie miała nam za złe, że ją opuściliśmy? — spytał ją, przypominając sobie, że nawet nie pożegnał się z kotką, która była dla niego jak matka. Ciekawe, jak się teraz czuła.
<Rysi Tropie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz