*przeszłość, pewnego dnia porą zielonych liści, prawdopodobnie bliżej pory opadających liści*
Gąska razem z Jeżogłówką udała się na tereny rozlewiska, z zamiarem zebrania roślin leczniczych występujących na podmokłych terenach. Obie szylkretki były pochłonięte wykonaniem zadania, aż tak bardzo, że ledwie ze sobą rozmawiały. Właściwie, nie musiały ze sobą rozmawiać. W ciągu tych kilkunastu księżyców udało się wywiązać między kotkami więź, dzięki której potrafiły rozumieć się bez słów. Zasługę można przypisać podobnemu charakterowi kocic, jak i epidemii w Owocowym Lesie, która pomogła zacisnąć więzy między stróżką a uzdrowicielką. Podobny cel, jakim była chęć niesienia pomocy chorym, sprawiła, że dwie ciche duszyczki zbliżyły się do siebie. Dla Gąski starsza kotka była cenną koleżanką, której nie chciała stracić. A może łącząca je relacja była czymś więcej niż tylko koleżeństwem? A może Gąska coś źle zrozumiała?
– G-gąsko... Tam ktoś jest... – miauknęła nerwowo Jeżogłówka, na co stróżka szybko poderwała głowę do góry, wypuszczając z pyska zebrane zioło. Pośpiesznie zmniejszyła dystans między nimi, odgradzając uzdrowicielkę od potencjalnego obcego kota i spojrzała w kierunku, w którym wskazała pyskiem siostra Jaskra. – Tam. Za rzeką. W-wygląda jak Czajka... – Zmrużyła oczy. – Tylko co on tam robi? Nie miał patrolować terenów przy Drodze Grzmotu?
– Miał. – Gąska wygięła grzbiet w łuk, chcąc wyglądać na większą niż w rzeczywistości była. Razem z Jeżogłówką musiały wyglądać na młode uczennice przez swój niewielki rozmiar, a może i nawet przerośnięte starsze kociaki.– Sądząc po jego zachowaniu to raczej obcy, a nie mój brat... – mruknęła Gąska, przyglądając się niebieskiej postaci w oddali, która zamiast wśród koron drzew, przemierzała trawiaste tereny za rzeką. – Ale faktycznie, wygląda jak Czajka... – Zmrużyła oczy. Postać naprawdę była łudząco podobna do brązowookiego zwiadowcy.
Nie wiedzieć czemu Gąska poczuła złość na obcego znajdującego się po drugiej stronie rzeki. Może dlatego, że wystraszył Jeżogłówkę, jak i przez łudzące podobieństwo do jej rodzeństwa? Niebieski kot otrzepał się z wody, po czym spoglądając przez ramię na kryjące się wśród zarośli Gąskę i Jeżogłówkę po drugiej stronie, powoli oddalił się w znanym tylko sobie kierunku.
– Gąsko! Spójrz!
Gąska po raz pierwszy miała okazję usłyszeć głośny ton głosu Jeżogłówki. Zaskoczona przeniosła spojrzenie na towarzyszkę na dosłownie uderzenie serduszka, by ponownie przenieść spojrzenie na niebieskiego kota, który... w zaledwie uderzenie serduszka zniknął z ich pola widzenia. Gąska poruszyła nosem, a jej wibrysy zadrżały, gdy wyczuła zapach należący do obcego kota. Trop był świeży, tak jakby dosłownie przed chwilą kot znajdował się dokładnie w tym samym miejscu, co dwie kocice.
– Nie gadaj, że przepłynął rzekę... – mruknęła buraska, skupiając spojrzenie na odcisku całkiem sporej łapy w błocie. Niebieskie oczy spoczęły na rzece, której nurt nie należał do rwących, ale również nie był spokojny. Nawet doświadczony pływak miałby trudności z przeprawą na drugą stronę. Dlatego koty z Owocowego Lasu korzystały z powalonego pnia, który służył za most łączący główne tereny z Rozlewiskiem, Śmietniskiem i Dębową Ostoją, nawet jeśli wśród nich były osobniki potrafiące pływać.
– Na to wygląda... I dość sprawnie mu to poszło. L-lepiej wróćmy do obozu... – podjęła uzdrowicielka, po czym podniosła z ziemi kępkę ziół. Wlepiła spojrzenie złotych oczu w Gąskę, niemo prosząc, aby ta nie zrobiła żadnych głupot.
– Musimy powiadomić Pieczarkę o tym, że na naszych terenach zalągł się Nocniak... – Mimo że siliła się na żart, aby uspokoić towarzyszkę, sama odczuwała niepokój w związku z obcym kotem znajdującym się na terenach Owocowego Lasu. Gąska nim ruszyła za Jeżogłówką, zniżyła pysk do odcisku łapy w błocie, starając się zapamiętać jej kształt, jak i zapach pozostawiony przez kocura. Woń, jaką obcy po sobie pozostawił, była słodka, tak jakby kocur przed decyzją o kąpieli zdecydował się wytarzać w dojrzałych owocach, które spadły na trawę w Owocowym Lasku.
Gąska ostrożnie podniosła ząbkami pozostawione wcześniej zioła, po czym powoli ruszyła za uzdrowicielką. Po tym, jak dotarły do obozu i przekazały medykom świeżą dostawę ziół, stanęły przed posłaniem liderki, która była jedną z chorych. Gąska poinformowała białą kotkę o kocie łudząco podobnym do Czajki i obiecała patrolować teren z pomocą wojowników i zwiadowców. W głębi serca miała nadzieję, że samotnik lub uciekinier z klanu miał zamiar tylko przejść przez tereny Owocowego Lasu i ruszyć dalej, a nie zatrzymywać się w okolicy na dłużej. Epidemia kaszlu była sama w sobie już wystarczającym problemem, który spędzał sen z powiek nie jednemu kotu. Nie potrzebowali kolejnych zmartwień.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz