Czy był okropnym wujkiem? Z pewnością. Każdy, kto nie był Rozkwitającą Szantą, by to potwierdził, patrząc na jego zachowanie. Jednak co mógł poradzić? Dał im czas, aby przepłakać to wszystko, poukładać wszystko w swojej głowie. Powinni stanąć ponownie na swe łapy, jak zrobił to każdy. Powinni pójść dalej, jednak tego nie zrobili. Dlaczego? Na to pytanie nie znał odpowiedzi. Najbardziej zauważył to zachowanie u Księżycowej Łapy, którego widział coraz rzadziej w obozie. Przez to postanowił zainterweniować, a przynajmniej spróbować. Jeśli sam nie mógł pójść dalej, to może jego słowa to zmienią. Kiedy tylko upewnił się, że nie pozostawia legowiska pustego, udał się w stronę Groty Pamięci, którą Wędrujące Niebo wskazał jako miejsce przebywania jego ucznia. Tylko co powinien mu powiedzieć? Musiał dobrać odpowiednie słowa, aby nie zabrzmieć na bezdusznego. Jego wzrok padł na chwilę na niebo nad nim, nim powrócił nim na drogę przed nim. Gdyby tylko Wyrocznia mogłaby wyszeptać mu odpowiednie słowa, jednak tak nigdy się nie wydarzyło, ani nie wydarzy. Wyrocznia milczała, obserwowała ich drogę, stawiając na ich drodze ciernie, bądź płatki kwiatów, zależnie od ich czynów. Ostatnio jednak Zawilec mógł przyrzec, że cały czas stąpał po cierniach, chociaż nie widział w swoim zachowaniu złych rzeczy. Milczał, przyjmując na siebie wszystkie kary, a najwyraźniej był karany również za to. Więc jakie było wyjście z tej sytuacji? Iść dalej i przyjmować na siebie coraz więcej kar, czy przerwać to koło i jednocześnie sprzeciwić się Wyroczni? A co jeśli tym czynem wypadnie z jej łask i przyniesie na siebie śmierć? Tego nie chciał. Zatrzymał się przed wejściem, patrząc w jego wnętrze. Co, jeśli popełniał błąd? Co, jeśli nie powinien tego robić, a jego decyzja była błędem? Kocur wziął głęboki oddech, stawiając łapę za wejście. Podjął już decyzję i nie mógł ją zmienić pod wpływem chwili. Wreszcie wkroczył do Groty Pamięci, rozglądając się w poszukiwaniu swego bratanka.
– Księżycowa Łapo – zaczął spokojnie, nie chcąc wystraszyć ucznia swoją obecnością. – Wiem, że tu jesteś, Wędrujące Niebo mi to zdradził. Chciałbym z tobą porozmawiać.
– Co chcesz. – Do uszu medyka dotarł cichy i chrapliwy głos Księżycowej Łapy, który nie był zachwyconym z jego towarzystwa. Zwracając pysk w stronę źródła, dostrzegł srebrnego kocura, skulonego na jednym z posłań. Nie zajęło mu długo, aby znaleźć się przed nim.
– Abyś przestał gnić w swym legowisku. Szkodzisz tylko sobie, a zmarłych do życia nie przywrócisz. Uwierz mi, próbowałem – powiedział medyk, siadając przed uczniem. – Rozumiem rozpacz, tęsknotę lub cokolwiek co siedzi w twej głowie, ale kiedyś musi przejść do pamięci, a ty to ciągniesz za długo.
– A może wy wyszliście z tego zbyt szybko – parsknął. – Zachowujecie się, jakby nigdy nie istniała.
– Zapomnienie o kimś a pogodzenie się z czyimś losem, to dwie różne rzeczy, a to drugie właśnie musisz zrobić. Rozkwitająca Szanta istniała, dalej będzie w naszych wspomnieniach, jednak spoczywa już pod ziemią i tego nie da się zmienić. Wszystko ruszy dalej, nie czekając na Ciebie, więc czemu postanawiasz gnić? Jedyne co możemy zrobić, to trzymać ją w naszych myślach i iść dalej, aż do momentu, w którym do niej nie dołączymy. Chyba że bardzo chcesz do niej dołączyć teraz.
Po tej wypowiedzi nastąpiła dłuższa cisza, która nie została przerwana przez żadnego z nich. Księżyc milczał, jak zmarli i Wyrocznia, co było najgorszą możliwą odpowiedzią. Widząc, że uczeń nie ma zamiaru kontynuować tej rozmowy, medyk wzdychnął cicho.
– Przemyśl to. Przemyśl to wszystko raz i dobrze, a gdybyś potrzebował pomocy, to wiesz gdzie mnie znaleźć. – Wraz z tymi słowami obrócił się i zmierzył w stronę wyjścia. Tyle było z jego rozmowy i pomocy.
*****
Wzrok Zawilcowej Korony przeskanował obóz, kiedy wspinał się po schodach do legowiska przywódcy, niosąc miód w swym pysku. Zawodzące Echo doniósł mu o chrypie Króliczej Gwiazdy, co asystent medyka wziął za idealną okazję na rozmowę z przywódcą, chociaż domyślał się, że będzie to tylko monolog z jego strony. Stanął on nagle, gdy zauważył on niebieskiego kocura przy kronikarzu. Ich drogi rozeszły się i nie wyglądało, jakby miały przeciąć się w najbliższym czasie. Czy powinno go to smucić? Może, jednak jeśli Księżyc nie potrzebował jego pomocy, to nie miał zamiaru się narzucać, tylko pogorszyłoby to sytuację. Zwrócił swój pysk ponownie przed siebie, ponawiając swoją wspinaczkę. W głowie słyszał głos Szanty, która z pewnością nie byłaby zadowolona z tego wyboru, jednak już jej nie było, nigdy nie wróci i z tym się zdołał pogodzić, a przynajmniej tak myślał. Teraz musiał zająć się rzeczywistością chorymi, którzy go otaczali, a nie rozpaczą. Nie chciał pójść podobną ścieżką co lider Klanu Burzy.
Wyleczeni: Królicza Gwiazda
Wspaniała próba bycia wujkiem wujku
OdpowiedzUsuńPróbowałem :((
Usuń