Patrol poranny właśnie zniknął z obozu, wyznaczony przez Mroczną Wizję. Była aktualnie jedyną mistrzynią, a że nie posiadali zastępcy, rola wsparcia klanu spadła po części na nią. Kilka patroli wyznaczał również Nikła Gwiazda, jednak imię dobrze mu pasowało, bo ostatnimi czasy niknął na oczach swojego klanu. Z resztą, był już stary, choć ciężko było to przyznać, mógł umrzeć w każdej chwili. Co niby reprezentował tak marny lider? Nie wybrał zastępcy i raczej nie miał póki co zamiaru. Szczególnie nie po ucieczce tak wielkiej ilości kotów. Krucze Pióro nadal obrzucał wzrokiem koty niewierzące w Mroczną Puszczę. W końcu żaden z kultystów nie uciekł, a powodem mogła być i wiara. Czyżby dowiedzieli się o kulcie? Jednak czy wtedy nie powiedzieliby o nim innym klanom? Potrząsnął głową, spoglądając na brata rozmawiającego teraz z Mroczną Wizją. Odkąd ich matka umarła stał się inną osobą. Wcześniej był słabszy, teraz już bardziej pokazywał swoją silną stronę. Cieszyło to Krucze Pióro, choć nadal nie chciał rozmawiać z czekoladowym. Nie dogadywał się z nim, poza tym rodzina nie powinna być specjalnie traktowana. Zdecydował się wziąć zwierzynę ze sterty i zanieść coś liderowi. Może i nie był jego stuprocentowym fanem, jednak skoro nadal nie wybrał zastępcy, to przydałoby się, żeby jeszcze trochę pożył. Stanął przed jego legowiskiem, spoglądając do środka. Odłożył na ziemię wybraną ze stosu wronę.
— Nikła Gwiazdo, przyniosłem ci coś do jedzenia. Można?
— Tak, Krucze Pióro. — odpowiedział ze środka dość cicho, jednak dymny nie przejmował się tym. Ważne, że nadal dyszał. Położył przed nim wronę, którą lider obejrzał dookoła dokładnie, jakby oceniając ją. — Nie jest zatruta, prawda?
— Nie, Nikła Gwiazdo. Sprawdziłem przed wybraniem jej. Świeża zwierzyna, przyniesiona jeszcze dziś. — spokojnie odpowiedział liderowi. Ten powoli wgryzł się w ptaka, żując go ze skupieniem. Po chwili znów odezwał się do wojownika.
— Dziękuję, Krucze Pióro. Chyba sam rozumiesz, dlaczego jestem tak ostrożny. W końcu nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie będzie chciał mnie otruć. Ten klan to banda zapchlonych zdrajców… — Nawiązywał zapewne do ostatnich wydarzeń. Dymny skinął do niego głową.
— Rozumiem to, Nikła Gwiazdo. Sam jestem poruszony ostatnimi zdarzeniami. Nie przypuszczałbym, że tak wiele mamy nielojalnych pobratymców.
— Ja zaś tak. Przypuszczałem, że wydarzy się to prędzej czy później. — przyznał kocur. Spojrzał na Krucze Pióro. — Cieszę się, że ty wiesz, gdzie jest twoje miejsce.
— Od zawsze było w Klanie Wilka. Nigdy nie mógłbym zdradzić swoich. Jestem lojalny od urodzenia.
— Wiem o tym. Cenię to sobie, jednak nikt teraz nie jest w stu procentach czysty. Moja obawy okazały się być prawdziwe. Co jeśli nawet ty zdradzisz Klan Wilka?
— Nie śmiałbym. Przysięgam na przodków. — odpowiedział kocurowi chłodnym tonem, z powagą. Mówił szczerze. Nikła Gwiazda chwilę patrzył na niego przez chwilę.
— Daleko zajdziesz, jeśli nadal będziesz sobie tak dobrze radził. Dobrze przewodziłbyś tym klanem. — wyszeptał, prawie jakby mówił to do siebie, jednak słowa te nie uszły uszom wojownika. Przewodzić klanem? Czyli być... liderem? Pragnąłby tej władzy. Dzięki niemu Klan Wilka wróciłby do czasu świetności, gdzie nie było miejsca dla słabych. Nie odpowiedział jednak kocurowi. Jedynie po chwili, gdy lider skończył posiłek, ukłonił mu lekko głowę i wyszedł. O jego słowach myślał bardzo długo. Nadawał się, w takim razie czemu jeszcze nie jest zastępcą? Być może jeszcze przed śmiercią Nikła Gwiazda podejmie jeszcze decyzję… Zostało mu tylko czekać.
Czasem tu nie ma błędu? Rysi Trop, która uciekła była kultystką. Tutaj w opowiadaniu jest podkreślone, że uciekły tylko koty, które nie wierzyły w Mroczną Puszczę.
OdpowiedzUsuń