Przeszłość, gdy jeszcze Porywisty Dąb był uczniem
– Młodzieńcze, musimy porozmawiać o twoim zachowaniu – powiedział z powagą w głosie. – Usłyszałem o twoim niedawnym incydencie na granicy, chcesz mi coś może powiedzieć więcej na ten temat? – Dębowa Łapa został wybity z rytmu, szczególnie teraz, kiedy do niego podszedł wściekły ojciec. Wypuścił wiewiórkę z pyska i spojrzał na niego spod zmrużonych oczu.
– Odparłem szpiega z granicy, nie musisz słuchać wszystkiego, co naopowiadał ci Wilgowa Łapa – mruknął. Starszy kocur jednak nie nabierał się na jakieś pierdoły. Nie obchodził go w tym momencie Wilgowa Łapa. On chyba naprawdę miał gdzieś to, co zrobił.
– Dla ciebie ślepy jak kret kot miał być niby szpiegiem? Zbiłeś inwalidę na kwaśne jabłko! Nie takich wartości cię uczyłem, co ty sobie myślałeś!?!
– Był ślepy? – Zastrzygł jego syn na moment. – Nie widziałem jego oczu.
Co proszę? Jak mógł nie widzieć oczu kota, którego atakował? Przecież jak patrzysz na kota, to widzisz, że ma oczy, to on też jakiś ślepy czy co? Jego syn czasami sprawiał, że szybko osiwiał. Przynajmniej tak czuł, bo młody nie był.
– Tak był ślepy. Następnym razem nie atakuj kalek życiowych, bo raczej takie jednostki nie są szpiegami, bo są zbyt upośledzone na to. Z tego powodu, że go zaatakowałeś, to przeprosisz go na najbliższym zgromadzeniu. – Dębowa Łapa się napuszył.
– Jak miałem widzieć jego pysk, jak atakowałem go z drzewa, a potem mimo szamotaniny trzymał go tak nisko ziemi, że omal jej nie lizał! – warknął na ojca. – Zachował się jak tchórz, bardzo podejrzanie! Co miałem innego zrobić? – Miodek przekręcił oczami.
– Mogłeś poczekać już na nasz najbliższy patrol graniczny i to zgłosić. Wtedy byś oszczędził naszemu klanu problemu, bo mamy teraz konflikt z wściekłą mamuśką, która nam nie odpuści, że jej syn został zbity. Jeśli to powie swojemu przywódcy, to Królicza Gwiazda powie Nikłej Gwieździe, że bez powodu zaatakowałeś niewinnego kota i wtedy może nas obu uziemić lub może być tylko gorzej.
Dębowa Łapa tylko zdobył się na prychnięcie.
– No i? – wzruszył ramionami, nie przejmując się zbytnio, co mógłby mu zrobić Nikła Gwiazda. Wzruszył ramionami? Zbił ucznia i nic z tego nie robi? Po kim on ma takie podejście? Bo na pewno nie po nim! – Nikła Gwiazda pewnie by mnie poparł. – Miodek chciał się śmiać, poprzeć? Chyba kazałby go rozszarpać, pamiętał, jak jego siostra dostała publiczną egzekucję ogona, bo rozpowiedziała tajemnicę o śmierci Wieczornej Gwiazdy. Nie chciałby, żeby się powtórzyło coś podobnego na Dębowej Łapie.
– Raczej Ci się dostanie! Co do Nikłej Gwiazdy raczej kazałby cię sprać, nie potrzebujemy dodatkowych wrogów oprócz Klanu Klifu. Jeśli go nie przeprosisz na przyszłym zgromadzeniu, to nasza rodzina będzie miała kłopoty przez ciebie, a wtedy, przyrzekam na ten klan, że będziesz co wschód słońca przebiegał maraton po całym terenie Klanu Wilka.
– No to sobie poczekasz aż do zgromadzenia. Zdziwisz się, jak okaże się, że jakiejś mamuśki ze szpiegiem nie będzie na wyspie. – Przewrócił oczyma.
Nie mógł już znieść, że jego syn nie rozumiał, co zrobił.
– Nie sądzę, że odpuszczą, a wtedy będziesz musiał stanąć w pysk, w pysk ze swoimi czynami – powiedział, odchodząc.
* * *
Nie widział go jednak, a było już późno. Nie miał sił już go skrzyczeć w nocy. Postanowił go dorwać na porannym treningu, wtedy mu nie ucieknie. Wojownik, uśmiechnięty złowieszczym uśmiechem, powędrował do legowiska wojowników, by pójść spać.
* * *
– Wstawaj leniu! Myślałeś, że cię nie dorwę? Że twój ojciec będzie miał sklerozę? Ale nic z tego! Idziesz ze mną na trening, już mi nie uciekniesz – powiedział do srebrnego ucznia, który nadal był w swoim posłaniu.
Dębowa Łapa leniwie otworzył oczy i kiedy tylko ujrzał pysk swojego ojca, przekręcił oczami. Zapewne nie chciał wstawać, ale Miodowa Kora raczej nie da mu wyboru, by sobie pospał. Jego syn musiał dostać ponownie naganę.
– Już wstaję... – burknął pod nosem i powoli wstał z posłania.
Patrzył, jak jego syn marnie wstaje.
– Z życiem! Jeszcze nam trening z walki ucieknie! – Pośpieszał go. Wyszedł już z legowiska uczniów, czekając na swego wychowanka. Nie chciał, by się wymigał od treningu i kary.
Dębowa Łapa prychnął pod nosem z niezadowolenia, kiedy tylko ojciec wyszedł z legowiska. Niedługo potem również opuścił swoje leże.
* * *
Miodowa Kora popatrzył na niego z ukosa, po czym się zatrzymał.
– Dlaczego uciekłeś ze zgromadzenia? O mało co byś nie splamił honoru rodziny! Mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie na to. – Czekał na jego wytłumaczenie, czymkolwiek miało to być, choć nie chciał znowu słuchać niestworzonej historii, czegoś w stylu, że jeże zaczęły latać.
– Nie uciekłem ze zgromadzenia! – prychnął, wykrzywiając przy tym wargi w gorzkim grymasie – Było nudno, więc poszedłem porozmawiać z innymi uczniami! Mamuśka szpiega mogła nas szukać, a nie na odwrót! Poza tym zaraz zostanę wojownikiem i żadna mamuśka nie będzie mi straszna! – Klanie Gwiazdy! Za co on musi się zmagać z tym etapem dojrzewania u nastolatków? Gdzie gadają brednie i mają wszystko w nosie?
– Co za różnica! Zachowałeś się jak tchórz! Nawet nie przeprosiłeś za swoje zachowanie, tylko uciekłeś. Jeśli się popełnia błąd, to się od niego nie ucieka, tylko się mierzy z jego konsekwencjami, nawet jeśli to nie jest wygodne i wymaga poświęceń.
– Wcale nie uciekłem! Było mamuśki szybciej szukać! – prychnął zirytowany jego słowami. Choć raczej powinien się cieszyć, że coś tak mądrego usłyszał od swego ojca.
– A ja żadnego błędu nie popełniłem! Mógł tamten uczeń nie podchodzić pod granicę tak blisko! – Ta jasne, a mu wyrosły rogi! Już mu parowało z uszu od tego, że jego syn był uparty. Przyrzekał, że już dłuższe patrole, kilka razy z rzędu były przyjemniejsze niż słuchanie takiej gadaniny.
– Możesz przestać zwalać winę na innych!? Na serio jest ci dobrze, z tym że obwiniasz ślepego kota, który nawet nie widział, gdzie szedł i nie był zagrożeniem?
Dębowa Łapa prychnął i wywrócił oczyma. Chyba miał dość, ale Miodek też miał dość, że syn nie umiał przeprosić.
– Phi, jak tam chcesz. Ja wiem swoje – powiedział, wzruszając ramionami.
Kocur starał się zachować stoicki spokój, choć na zewnątrz wyglądało to, jak lekki gniew, ale w środku kocura tak się gotowało, że mógł swojego syna udusić.
– Skoro i tak nic do ciebie nie dociera, to zostało mi tylko zrobienie z tobą treningu walki. – Czuł, że już nie mógł tego znieść. Rozmawianie z Dębową Łapą było tak efektywna, jak rozmawianie z sosną, więc i tak do niczego by nie doszedł w tej dyskusji.
<Dębowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz