Siostra właśnie przenosiła swoje posłanie z legowiska uczniów, a przed nim wyrosła z ziemi Śnieżycowa Chmura.
— Berberysowa Łapo idziemy na trening — mruknęła jego mentorka.
Kotka cierpliwie poczekała na niego i oboje wyszli w ciszy poza obóz. Kocur doskonale zdawał sobie sprawę, że Śnieżycowa Chmura poddała się w próbach nawiązania z nim bliższego kontaktu, o którym słyszał każdy klanowy kot. Nić bliskości, która wiązała ucznia z nauczycielem, miała być bliska i porozumiewawcza. Jednakże on nie umiał się otworzyć przed własną mentorką. Była głośna przy innych i nigdy przy niej nie nudziły się koty. Raz słyszał nawet, jak obgadywała z innymi jej rodziców. Pewnie pod tym ciepłym uśmieszkiem chowała się prawdziwa twarz kotki. Jaką miał pewność, czy ją nie obgada? Czy już o nim nie plotkują za plecami?
Na samą myśl o byciu pośmiewiskiem, rzucił swoim nieobecnym wzrokiem w dal na krajobraz równin, na których żyli. Były piękne, jednak nudne w Porę Opadających Liści. Osobiście nie mógł się już doczekać, aż zmarniałe trawy pokryje biały puch, który po stopieniu Porą Nowych Liści odkryje świeżą zieleń oraz sprowadzi na te tereny wiele zwierzyny.
— Zaczynamy polowanie Berberysowa Łapo. Co pamiętasz z ostatniej lekcji? — wytrąciła go z zamyśleń — Powinieneś pamiętać, długo to już przerabialiśmy. Twoja siostra jest już wojowniczką, może powinieneś się bardziej przyłożyć?
Milczał, czując narastający wstyd za swoje zachowanie. Wiedział, że ostatnio źle mu szło, jednak czy aż tak? Przytaknął jedynie głową, nadal uciekając wzrokiem od swojej mentorki. Nie umiał jej się spojrzeć w oczy. Jak mógł jej powiedzieć, że nie pamięta ich ostatniej lekcji, gdyż rozmyślał nad kociętami Chomik. Była urocze oraz dziwnie czuł się wtedy w obecności karmicielki. Takie sprawy potrzebują, w jego przypadku, więcej czasu na przemyślenia.
***
Rzucił swojego marnego zająca na miejsce na zwierzynę i ruszył w stronę legowiska uczniów. Był bardzo niepocieszony dzisiejszym wyjściem, brakiem postępu w nauce oraz miał ciągle wrażenie, że Śnieżycowa Chmura obgaduje go ze swoimi przyjaciółmi.
Błądząc swoimi myślami wysoko w chmurach, wpadł przypadkiem na Motylkową Łączkę, która również nie wyglądała na zbytnio zajętą.
Kotka uśmiechnęła się w jego stronę i pomogła mu wstać.
— Wszystko w porządku, Berberysowa Łapo? — spytała się jego ciotka.
Ten pośpiesznie pokiwał głową i pomasował językiem swoją łapę, która aktualnie bardzo bolała go po stłuczeniu.
— Jak ci idzie trening? Twoja siostra została już wojowniczką.
Kiedy tylko usłyszał wspominkę o jego siostrze, uciekł wzrokiem na swoje łapy. Nie chciał rozmawiać na temat nauki, szczególnie, teraz kiedy tak słabo mu szło.
— Mogło być lepiej… Jednak nie jest tak dobrze, jakbym chciał… — przyznał się w końcu, wzdychając.
Na pysku ciotki zagościło zmartwienie i nosem wskazała wyjście z obozu.
— Wspólny spacer? — zaproponowała.
Szczerze, bardzo mu się nie chciało wychodzić z powrotem poza obóz. Wiedział, że właśnie czekała go spytka i to nie miał szansy, żeby jej uniknąć. Prędzej, czy później zauważyłaby coś Jagodowe Marzenie albo ktoś jeszcze inny.
— No dobrze Motylkowa Łączko
Szylkretka wyprowadziła ich poza obóz, idąc tym samym trasą, której jeszcze nie znał.
< Motylkowa Łączko? Chodź, idziesz na spytki. >
[563 słowa]
[Przyznano 11%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz