Ruda poruszała spokojnie końcówką ogona, obserwując małego Noc, który bawił się teraz zaschniętą kulką mchu. Wetknął w nią drobne piórka, ustawiając je ostrożnie, jakby z obawą, że zaraz się połamią przez jego dotyk. Nie wyglądał tak, jakby mu przeszkadzała obecność starszej, wręcz przeciwnie. Pewnie to była kwestia czasu, aż do niej podejdzie i poprosi o jakąś kolejną historię. Gruby spał w legowisku, nieopodal szylkretki. Ciekawe, czy był na nią zły? Zmarszczyła nos. To nie powinno być dla niej istotne, nie powinna przywiązywać się do tych chorych kociąt, w końcu skąd miała wiedzieć, czy za niedługo nie umrą? Powinna skupić się na Kalince oraz Nocy… i może Wąsatce. Oni mieli największe szanse. Chudy mamrotał coś tam pod nosem, wrogo spozierając na brązowooką co jakiś czas. Wojowniczka strzepnęła uchem, ignorując go, chociaż co parę uderzeń serca zaglądała, czy nikt przypadkiem nie próbuje opuścić nory. Odbyła dzisiaj trening z Cykoriową Łapą, więc nie mając nic lepszego do roboty, przyszła do żłobka, ponownie umożliwiając Gąsiorce odpoczynek w postaci spaceru czy wyspania się w legowisku wojowników.
Kruczofutry kocurek spojrzał wojowniczce w oczy, gdy znudziła mu się wreszcie wymyślona przez niego zabawa. — Ognikowa Słoto! Opowiesz mi dzisiaj coś jeszcze, proszę? — zapytał, siadając tuż przed nią. Nakrył ogonem przednie łapy, pomrukując cichutko.
— Oczywiście — rudaska uśmiechnęła się do niego, łapą przesuwając nadmiar ściółki, jakby miała jej przeszkadzać w opowieści. Po chwili poczuła czyjś wzrok na sobie. Odwróciła się przez ramię, spoglądając na Kalinę. — Kalinko? Chciałabyś też posłuchać? — zapytała ciepło.
Kalina zbliżyła się odrobinę, robiąc duże oczka. Podreptała nieco bliżej, gdy Noc ją również zachęcił do przyłączenia się. Przysiadła niedaleko kocurka, będąc nadal wystarczająco blisko Wilczaczki. Szylkretka kiwnęła głową.
— Dobrze, to możemy zaczynać.
— Nie zaczekamy na Grubego i Chudego? Może Wąsatka też by chciała posłuchać? — zapytała żółtooka, spozierając na swoich kolegów z legowiska.
Wojowniczka pokręciła głową. — Nie, ta historia jest tylko dla was. Nie możecie nikomu o niej powiedzieć, dopóki wam nie pozwolę — odpowiedziała spokojnie Słota, obserwując reakcje malutkiej koteczki. Kalina pokiwała posłusznie głową, postawiwszy uszy, gotowa do dowiedzenia się czegoś nowego. Ciekawe czy Gąsiorkowy Trzepot jej cokolwiek opowiadała?
— Noco, pozwól, że powiem Kalince to, co ty już wiesz — mruknęła kocica, owijając ogon delikatnie wokół dwójki. Zniżyła się do ich poziomu, dbając przy tym o to, żeby nikt inny ich nie dosłyszał. Rzuciła ostatnie spojrzenie reszcie kociąt, które były zajęte sobą w tym czasie.
— Kalinko, na pewno słyszałaś o Klanie Gwiazdy i Mrocznej Puszczy, prawda? — zaczęła, czekając na odpowiedź kociaka.
Kalina pokiwała główką. Może jednak liliowa jej coś napomknęła? A może skłamała, żeby nie wyjść na taką, co nie wie, skoro Noc wiedział?
— W takim razie wiesz też, że jedno z nich chce dla nas źle — dodała Słota, uśmiechając się smutno. — Klan Gwiazdy dobrze to sobie rozplanował. Wiesz, do czego nawiązuję? Spójrz na Grubego oraz Chudego. Chudy wygląda jak sama skóra i kości, z kolei gruby jest okrągły jak piłka. Mimo tego obydwaj muszą na co dzień borykać się z problemami z oddychaniem. To niefajne, prawda? Słyszysz, jak chrapią w nocy i charczą? Jak szybko się męczą podczas wszelkich zabaw i jak ciężko jest im złapać oddech? Wiesz, kto im to zrobił? Gwiezdni przodkowie, którzy mają wpływ na takie rzeczy. To oni sprawili, że wasze rodzeństwo musi teraz cierpieć — wojowniczka machnęła pazurem, przecinając pojedynczy, suchy listek z szelestem.
— Kalinko, chodzi o to, że jedyna słuszna wiara, to ta w Mroczną Puszczę. Oni nie skrzywdziliby nigdy naszych braci, oni chcą dla nas tylko dobrze. Obserwują nas nawet teraz. Czy to nie jest ekstra? — czarny ogonek zafalował z emocji. Żółtooka wyglądała tak, jakby zamyśliła się na moment, kiwając główką co jakiś czas. Ciekawe czy rozumiała, co chcieli jej przekazać? Pręguska przytaknęła kocurkowi. Był taki mądry. Tak szybko się uczył! To ją aż rozczuliło.
— Otóż to! Nie pozwólcie nigdy, żeby wam ktokolwiek wygadywał głupoty o Mrocznej Puszczy. Niektóre niezbyt mądre koty straszą nią kocięta, chcąc sprawić, żeby odwróciły się od najsilniejszych oraz najlepszych kotów, jakie kiedykolwiek stąpały po tej ziemi. Oni nad nami czuwają i dają nam siłę, zresztą w Mrocznej Puszczy nie spotkacie niczego gorszego, niżeli tutaj, za życia. Spotkacie jeszcze wiele podłych i niegrzeszących inteligencją kotów, musicie na nich uważać. Uważajcie także na każdego, kto źle wypowiada się o naszych przodkach. Chcą zasiać wam w głowie niepewność. Według nich najlepiej, gdybyście byli głupi i wierzyli w ich nieprawdziwe bajeczki o tym, że niby Klan Gwiazdy nikogo nie krzywdzi. Ale nie bójcie się, bo póki jestem ja, nie pozwolę nikomu, żeby wam namieszali w główkach. Ja znam prawdę, którą mi opowiedziała moja mama, Zalotna Krasopani, gdy byłam w waszym wieku.
— Naprawdę mroczni przodkowie są dobrzy? W takim razie, dlaczego mówi się na nich “mroczni”, a gwiezdni, którzy raczej z nazwy kojarzyliby się jako ci dobrzy, są źli? — dopytała Kalina, spoglądając na rozmówczynię z powagą.
Ognikowa Słota uśmiechnęła się do niej. Była mądra. Dobrze, że o to pytała. — Te nazwy są mylne. Wymyśliły je koty, które czuły potrzebę nazywania wszystkiego albo złym, albo dobrym. Kierowali się bardzo ograniczonym sposobem myślenia, który sprawił, iż zadecydowali w tenże sposób. Jednak każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie, wie, że to tak naprawdę to Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd jest słuszne. Największym zaszczytem dla każdego z nas, honorowego członka Klanu Wilka, jest żyć tak, żeby trafić w objęcia Mrocznej Puszczy po śmierci.
— Kalinko, tylko wiesz, że nie możesz nikomu powiedzieć o tej rozmowie, prawda? — upewnił się Noc, patrząc na nią z lekkim strachem. — Jeśli to zrobisz, przodkowie będą niezadowoleni. A nikt tego nie chce.
Wojowniczka pogłaskała go po główce w celu uspokojenia, jednak nie zaprzeczyła jego słowom, chcąc wierzyć, że w ten sposób zyskają kolejnego kociaka wartego uwagi Zalotnej Krasopanii, a może nawet i samego Nikłej Gwiazdy. Gdyby ich pochwalił… to byłby dopiero zaszczyt!
— Dlaczego będą na nas źli? Skoro nie chcą dla nas niczego co przykre, to czemu mieliby nam cokolwiek zrobić za rozprzestrzenianie informacji o nich? Chyba dobrze, gdyby koty wierzyły w tylko to, w co powinny, tak?
— I właśnie widzisz. Problem nie tkwi w przodkach, tylko w ograniczonych umysłach niektórych kotów, które z nami mieszkają. Nie każdy potrafi pojąć wspaniałość Mrocznej Puszczy. Dla nich to za wiele. Dopowiadają sobie nieprawdę, pogrążając się w kłamstwach stworzonych przez samych siebie, a potem karmią nimi swoje potomstwo, nastawiając je przeciwko sukcesowi — wyjaśniła. — I tutaj przychodzę ja. Starannie wybieram koty, które byłyby w stanie zrozumieć i im tłumaczę. Muszę robić to ostrożnie, w końcu nie wiem, czy nie rzuciliby się na mnie z pazurami, gdybym im spróbowała wyjaśnić na spokojnie, że to, co czczą zgubi ich w niedalekiej przyszłości. Klan Gwiazdy chce tylko ich zguby. Zguby wszystkich. Koty zmanipulowane rozprzestrzeniają o nich same dobre słowa, wciągając w ten przykry wir także inne niewinne duszyczki. Tanimi sztuczkami sobie przekupują członków na swoją stronę i cierpimy na tym my, którzy chcemy tylko żyć w spokoju i robić swoje.
— Otóż to! Nie pozwólcie nigdy, żeby wam ktokolwiek wygadywał głupoty o Mrocznej Puszczy. Niektóre niezbyt mądre koty straszą nią kocięta, chcąc sprawić, żeby odwróciły się od najsilniejszych oraz najlepszych kotów, jakie kiedykolwiek stąpały po tej ziemi. Oni nad nami czuwają i dają nam siłę, zresztą w Mrocznej Puszczy nie spotkacie niczego gorszego, niżeli tutaj, za życia. Spotkacie jeszcze wiele podłych i niegrzeszących inteligencją kotów, musicie na nich uważać. Uważajcie także na każdego, kto źle wypowiada się o naszych przodkach. Chcą zasiać wam w głowie niepewność. Według nich najlepiej, gdybyście byli głupi i wierzyli w ich nieprawdziwe bajeczki o tym, że niby Klan Gwiazdy nikogo nie krzywdzi. Ale nie bójcie się, bo póki jestem ja, nie pozwolę nikomu, żeby wam namieszali w główkach. Ja znam prawdę, którą mi opowiedziała moja mama, Zalotna Krasopani, gdy byłam w waszym wieku.
— Naprawdę mroczni przodkowie są dobrzy? W takim razie, dlaczego mówi się na nich “mroczni”, a gwiezdni, którzy raczej z nazwy kojarzyliby się jako ci dobrzy, są źli? — dopytała Kalina, spoglądając na rozmówczynię z powagą.
Ognikowa Słota uśmiechnęła się do niej. Była mądra. Dobrze, że o to pytała. — Te nazwy są mylne. Wymyśliły je koty, które czuły potrzebę nazywania wszystkiego albo złym, albo dobrym. Kierowali się bardzo ograniczonym sposobem myślenia, który sprawił, iż zadecydowali w tenże sposób. Jednak każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie, wie, że to tak naprawdę to Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd jest słuszne. Największym zaszczytem dla każdego z nas, honorowego członka Klanu Wilka, jest żyć tak, żeby trafić w objęcia Mrocznej Puszczy po śmierci.
— Kalinko, tylko wiesz, że nie możesz nikomu powiedzieć o tej rozmowie, prawda? — upewnił się Noc, patrząc na nią z lekkim strachem. — Jeśli to zrobisz, przodkowie będą niezadowoleni. A nikt tego nie chce.
Wojowniczka pogłaskała go po główce w celu uspokojenia, jednak nie zaprzeczyła jego słowom, chcąc wierzyć, że w ten sposób zyskają kolejnego kociaka wartego uwagi Zalotnej Krasopanii, a może nawet i samego Nikłej Gwiazdy. Gdyby ich pochwalił… to byłby dopiero zaszczyt!
— Dlaczego będą na nas źli? Skoro nie chcą dla nas niczego co przykre, to czemu mieliby nam cokolwiek zrobić za rozprzestrzenianie informacji o nich? Chyba dobrze, gdyby koty wierzyły w tylko to, w co powinny, tak?
— I właśnie widzisz. Problem nie tkwi w przodkach, tylko w ograniczonych umysłach niektórych kotów, które z nami mieszkają. Nie każdy potrafi pojąć wspaniałość Mrocznej Puszczy. Dla nich to za wiele. Dopowiadają sobie nieprawdę, pogrążając się w kłamstwach stworzonych przez samych siebie, a potem karmią nimi swoje potomstwo, nastawiając je przeciwko sukcesowi — wyjaśniła. — I tutaj przychodzę ja. Starannie wybieram koty, które byłyby w stanie zrozumieć i im tłumaczę. Muszę robić to ostrożnie, w końcu nie wiem, czy nie rzuciliby się na mnie z pazurami, gdybym im spróbowała wyjaśnić na spokojnie, że to, co czczą zgubi ich w niedalekiej przyszłości. Klan Gwiazdy chce tylko ich zguby. Zguby wszystkich. Koty zmanipulowane rozprzestrzeniają o nich same dobre słowa, wciągając w ten przykry wir także inne niewinne duszyczki. Tanimi sztuczkami sobie przekupują członków na swoją stronę i cierpimy na tym my, którzy chcemy tylko żyć w spokoju i robić swoje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz