BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u samotników?!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

09 stycznia 2026

Od Pchełkowego Skoku CD. Mirtowego Lśnienia

Pchełkowy Skok stała dobre kilka uderzeń serca wgapiona w Mirtowego po tym, o co ją zapytał. W jego przygaszonych oczach nie mogła wiele wyczytać, to też odpuściła kolejne próby. Przebrała łapką w miejscu, biorąc wdech.
— J-Ja... — zaczęła. — Mój b-brat mi t-to p-proponował, chociaż... Nie wiem, czy j-jestem do tego z-zdolna.
Powiedziała tylko tyle, podczas gdy w jej głowie kotłowała się masa myśli. Czy Mirtowy chciał to zrobić? Uciec? Czy zabrałby ją ze sobą? Pchełka, gdyby ją poprosił, poszłaby za nim.
Westchnął ciężko i w końcu uniósł wzrok.
— Pchełko… ja… — zawahał się, po czym potrząsnął głową. — Nie mogę tu dłużej zostać. Każdy oddech na tych ziemiach przypomina mi o krzywdach, które się tu wydarzyły. Judaszowcowa Gwiazda nawet nie zauważy, kiedy odejdę. Dla niego jestem tylko kolejnym wojownikiem.
Zrobił krok bliżej, ściszając głos.
— Możemy pójść razem. Uciec stąd, zanim to miejsce zabierze nam resztki sił. Już nigdy nie będziemy musieli patrzeć na obóz, który przyniósł tyle bólu i strat.
Serce Pchełki waliło jak młotem, głośno i mocno. Mirtowy, gdyby się wsłuchał, na pewno by je usłyszał. Kotka na wieść o chęci kocura na opuszczenie klanu, z lekka drgnęła. Naprawdę było tak źle? Nie mógł znaleźć w niczym ukojenia ani pomocy?
W dodatku... w dodatku zaproponował jej ucieczkę z nim. Czy wiedział o uczuciu wojowniczki do niego? Czy był to zwykły przypadek?
Kotka odważyła się spojrzeć mu w oczy; przygaszone, pełne smutku, które ścisnęły jej serce niczym ciernie. Nie chciała nigdy więcej widzieć go w takim stanie, i tego była pewna.
— P-Powinniśmy to z-zaplanować — mruknęła.
Czy chciała zostawić ten obóz? Matkę, Klan, który jej nie akceptował? Odwrócić wzrok od Tawuły, swojej uczennicy? Koteczka nic jej nie zrobiła, ale była jeszcze młoda, więc powinna zrozumieć... albo to Pchełka chciała w to wierzyć.
— N-Nie możemy t-tak po prostu s-stąd uciec. M-Musimy mieć p-plan — szepnęła.
Przez chwilę stał w milczeniu, jakby dopiero teraz naprawdę dotarło do niego, co przed chwilą powiedział. Oczy rozszerzyły mu się w nagłym zrozumieniu.
— Nie, nieważne — wymamrotał w końcu, odwracając wzrok. — Nie powinienem był Ci tego proponować. Zapomnij o tym.
Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił się gwałtownie i odszedł.
Pchełkowy Skok stała jeszcze dłuższą chwilę w totalnym osłupieniu. Zaniemówiła po tym, jak kocur odwrócił się na pięcie i poszedł. W dodatku... kazał jej zapomnieć. Problem w tym, że Pchełka i tak już miała mętlik w głowie, a ta cała rozmowa dodatkowo jej dołożyła.
Westchnęła cicho, machnęła zrezygnowana krótkim ogonem i poszła robić swoje. Kocury... są strasznie trudne w zrozumieniu. Zwłaszcza kiedy jest nim taki zamknięty w sobie Mirtowy.

~*~

Minęło trochę czasu od jej ostatniej rozmowy z rudym kocurem. Pchełka w dalszym ciągu czuła do niego miętę, jednak teraz skupiała się głównie ma treningu Tawuły. Kontakt z uczennicą, która była jej młodszą siostrą, pomógł Pchełce nabrać pewności siebie. Sposób, w jaki Tawuła była w nią wpatrzona na początku sprawiał dyskomfort, jednak teraz motywował do pracy. Szylkretka skupiła się na swoim odżywianiu, przybierając nieco na masie, dzięki czemu całe jej ciało odżyło, a sierść zalśniła. Poza tym była coraz lepsza w rozmowach z innymi! Przymus tłumaczenia, korygowania podczas treningów pomógł kotce nieco się wyrobić.
Szła właśnie przez obóz, kiedy minęła ją Pikująca Jaskółka. Kremowa kotka z wyniosłym spojrzeniem samą swoją energią dała Pchełce znać, gdzie jest jej miejsce. Pchełkowy Skok nie lubiła Jaskółki, właściwie odkąd była mała. Na początku Jastrząb zaszczepiła w niej tę nienawiść, z czasem sama dorastając i mając z nią różne nieprzyjemne sytuacje, utwierdzała się w tym uczuciu.
Kotki minęły się, a strasznie napięta energia przeminęła wraz z zastępczynią. Judaszowcowa Gwiazda był już stary i Pchełka bała się tego, co miało nadejść.
Szła dalej, a gdy wyszła z obozu, dostrzegła na plaży znajome rude futro. Podeszła, postanawiając zagadać.
— Dzień dobry, Mirtowe Lśnienie — powiedziała łagodnie, i udało jej się nie zająknąć!
— Witaj, Pchełkowy Skoku — miauknął spokojnie; jego ton przepełniony był delikatną ostrożnością, ale też i przygnębiającą potrzebą rozmowy. — Jak tam się miewasz? Wszystko gra?
Kotka pozwoliła sobie stanąć długość dwóch zająców od kocura. Słyszała szum fal, czuła powiew słonego powietrza i zauważyła, że chyba przypadkiem przeszkodziła rudemu w rozmyślaniach. Przez jej głowę przebiegła myśl, by się wycofać, przeprosić, tak, jak jeszcze niedawno by na pewno zrobiła. Teraz jednak widząc, iż kocur podjął rozmowę, uznała, że może mu nie przeszkadza aż tak.
— Dostałam s-swoją pierwszą uczennicę — oznajmiła. Mirtowemu raczej nie mogło umknąć coś takiego, jednak dla Pchełki była to wciąż niesamowita rzecz. — Tawuła... patrzy we mnie jakbym była k-kimś niesamowitym... — oznajmiła po chwili, przyciszając nieco głos. Fale pomagały jej się uspokoić wśród nerwów życia. — A ja jestem przecież zwykłym kotem, chociaż... to miłe takie. Po prostu. A jak u C-Ciebie?
Westchnął krótko i wzruszył barkami, jakby próbował zrzucić z siebie ciężar.
— Cieszę się, że zostałaś mentorką — powiedział. — Wiedziałem, że kiedyś do tego dojdziesz.
Przerwał, by cicho parsknąć.
— U mnie jest… sama widzisz.
Na moment spojrzał na szylkretkę, po czym znów utkwił wzrok w falach. Pchełka zmarszczyła brwi w delikatnym zmartwieniu.
— Czasem mam wrażenie, że zawsze stawiam krok w lewo albo w prawo, ale nigdy do przodu.
Pchełkowy Skok spojrzała na niego z troską wymieszaną wraz ze smutkiem. Zawsze przykro jej było słuchać o takich rzeczach, zwłaszcza kiedy dotyczyły ważnego dla niej kota.
Nie bardzo wiedziała, co ma odpowiedzieć, wiec usiadła obok i wpatrywała wraz z nim w fale. Leniwie szumiały, przesuwając się w przód i w tył, niesione z wiatrem. Wojowniczka patrzyła, trwając w dłuższej ciszy.
W zielonych oczach Pchełki nagle pojawiła się iskra.
— Może... pozwól komuś sobie pomóc — miauknęła cicho, nie odrywając wzroku od wody. – O-Oddaj część ciężaru, który dźwigasz... pozwól, by ktoś pomógł z-zrobić Ci krok do przodu.
Po chwili milczenia zapytała:
— Czy w-wiesz gdzie leży Twój p-problem?
Zastrzygł uszami, po czym pokręcił głową, jakby próbował odgonić natrętne myśli.
— Sam już nie wiem… — mruknął, a jego głos zabrzmiał ciężej, niż wcześniej. — Wszystko zaczęło się wtedy, gdy Judaszowcowa Gwiazda wybrał Pikującą Jaskółkę na zastępczynię. Zamiast mnie.
Zamilkł na dłuższą chwilę. Patrzył gdzieś przed siebie, a kotka wydała z siebie ciche "hmm". Lubiła z nim rozmawiać. Zawsze dobrze dobierał słowa i był bezpośredni.
Zerknęła na niego przelotnie, a w jej głowie zawitała myśl, której po sobie nie spodziewałaby się nigdy.
—M-Może więc...to wina Pikującej J-Jaskółki? — Podsunęła cicho, jakby ktoś ich miał podsłuchać. — Walczyła z m-moją matką o władzę.
Milczał, a cisza wokół niego zdawała się gęstnieć.
— Możliwe, że… — zaczął, lecz głos ugrzązł mu w gardle. — Możliwe, że masz rację.
Rozejrzał się powoli.
— Ale... Jaki wpływ mamy na to, że to ona za kilka księżyców obejmie rolę liderki? — dodał.
Pchełka zmarszczyła nieco brwi, grzebiąc łapą w zimnym piachu. Słońce świeciło leniwie zza gęstych chmur, przebijając się jako pojedyncze smugi. Pchełkowy Skok milczała długo, przypominając sobie wszystko, co działo się w jej życiu do tej pory. Każdą obelgę, poprawę, wpajanie przez Jastrząb nienawiści do Jaskółki i ich wyścig o władzę. Czy gdyby nie wojna, Jastrząb miałaby jakąkolwiek szansę?
— Ja... M-Myślę, że dużo kotów nie l-lubi Jaskółki... — szepnęła. — Nie wiem, dlaczego została zastępczynią, kiedy nie ma p-poparcia w klanie. Pewnie, gdyby zniknęła, to wszyscy by odetchnęli z ulgą...
"Również i Ty" — pomyślała. Przecież Pchełka życzyła mu jak najlepiej i chciała dla niego tak samo mocno się starać. Nawet... jeśli kocur nie odwzajemnia jej uczuć. Była prostą kotką z prostymi uczuciami. Po ich rozmowie, w której wyrzuciła wszystko z siebie, czuła jakby spadł jej ciężar z serca, i od tamtej pory wszystko zdawało się być lżejsze. Sama Tawuła mocno jej też pomogła. Pchełka nareszcie zaczynała rozumieć siebie i nawet trochę cieszyć się życiem... Chociaż szczerze mówiąc, bardzo przerażała ją wizja Jaskółki jako liderki, bo wtedy jej pozorne szczęście szybko by zniknęło.
— Ile bym dał, żeby się jej wreszcie pozbyć — przyznał, a jego głos zabrzmiał jak szorstkie mruknięcie. — Przysporzyła mi tyle problemów. I ten jej charakterek… — zaśmiał się krótko, lecz w tym śmiechu nie było wesołości. — "Zostanę liderką, choć ledwo kiwnęłam łapką!" — zadrwił, podnosząc głos w karykaturalnej imitacji. — Och, błagam… Do czego zmierza ten klan?
Pchełka prychnęła pod nosem, potem po prostu się zaśmiała. Nigdy nie doświadczyła Mirtowego w tym wydaniu i musiała przyznać, że było bardzo fajne.
— To było zabawne — mruknęła. Po chwili milczenia dodała: — Tak... jej c-charakter to problem... — zgodziła się. — Klan jej nie l-lubi…
Mirtowy milczał przez długie uderzenia serca. Szylkretka cierpliwie czekała, aż ułoży w głowie to, co chciałby powiedzieć. W końcu westchnął, ciężko, z rezygnacją.
— Powiedz… — zaczął ostrożnie, jakby każde słowo ważyło więcej, niż powinno. — Nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby… żeby po prostu ją "usunąć"?
Pchełkowy Skok słysząc jego wypowiedź, odwróciła ku niemu głowę. Nie spojrzał jej w oczy. Patrzyła z nieodgadnionym wzrokiem, trochę było tam przerażenia, trochę jakby... niedowierzania. Czy to możliwe? Rozwiązać ich wszystkie problemy poprzez "usunięcie" Jaskółki? Nie wiedzieli nawet, czy kotka miała jakichś popleczników...
Pchełka nigdy o tym nie myślała, nie w ten sposób. Jeśli byłoby to możliwe, naprawdę rozwiązałby się ich największy problem. Może nawet Jastrząb mogłaby się otrząsnąć... a Pchełka? Miała mieszane uczucia. Pozbyć się kota, który nie wróży nic dobrego i może zniszczyć ich klan od środka, wydaje się być dobrym pomysłem...
Szylkretka w głowie naprawdę miała ogromny mętlik. Jeszcze zapytał ją o to Mirtowy... ugh, sama nie wiedziała, co ma o tym myśleć. W sercu czuła tlącą się nienawiść do kremowej kotki, zaszczepianą w niej od kocięcia, która narastała przez te wszystkie księżyce... Czy naprawdę...mogli to zrobić? Nie być bezradnymi wobec tego, co nadchodzi?
— S-Szczerze... rozwiązałoby to większość naszych p-problemów... — mruknęła cicho, ostrożnie tak jak kocur. Głos jej drżał. — B-Bo ja... Ja się boję Jaskółki w roli l-liderki...
Była całkowicie szczera, mówiąc to wszystko, co potęgowało też jąkanie. Pchełka nieustannie pracowała nad płynnością wypowiedzi, ale taki temat, który wręcz roznosił ją od środka, w tym nie pomagał.
Zerknęła kątem oka w stronę kocura, czekając na jego reakcję. Czy jeśli zaproponował taką rzecz, to był gotowy się jej podjąć? Zmierzyć z konsekwencjami? Czy od dawna chodziło mu to po głowie?
— To wymagałoby sporo planowania — mruknął. — I… ja naprawdę nie wiem, czy powinnaś brać w czymś takim udział.
Westchnął ciężko, jakby cały ciężar lasu spadł mu na barki. Bursztynowe ślepia, zwykle czujne i twarde jak kamień, teraz błysnęły niepokojem, gdy uniósł wzrok i utkwił go w niej.
— Obiecaj — powiedział ciszej, ale stanowczo. — Obiecaj, że nikomu o tym nie wspomnisz. Jeśli Judaszowcowa Gwiazda… a tym bardziej Pikująca Jaskółka się o tym dowiedzą… — zamilkł. W powietrzu zawisła ciężka, lepka cisza. — To nie będziemy mogli dalej tu żyć — dokończył wreszcie, a jego uszy przywarły do czaszki. — Rozumiesz? To nie jest zwykła tajemnica. To jest coś, co może przesądzić o tym, gdzie będziemy jutro żyć. Samo wypowiadanie głośno takich myśli może mieć spore konsekwencje.
Szylkretka poczuła, jak jej serce zaczęło walić niczym młotem. Głośno, mocno, po chwili również całkiem szybko. Z każdym kolejnym słowem wojownika czuła jak w jej gardle powstaje wielka gula. Przełknęła ją z trudem.
Tak... Nie będą mogli dłużej tu żyć, jeśli ktoś ich nakryje. Niby oboje źle czuli się w Klanie Klifu, a jednak kochali to miejsce na tyle, iż chcieli zaplanować usunięcie Zastępczyni. Wychodziło na to, że w głębi serca chcieli tu zostać. Powaga sytuacji próbowała przygnieść Pchełkę swoim ciężarem, jednak kotka starała się opierać temu wrażeniu. Była już dorosła od jakiegoś czasu, a wciąż chciała uciekać niczym kocię... dlatego w dyskomforcie znosiła przytłaczające uczucie, przebierając łapami w zimnym piasku. Taka była zestresowana, więc uciekła wzrokiem w bok. Położyła uszy nisko, a jej ogonek ledwo drgnął.
— R-Rozumiem — szepnęła.
Chciałaby, aby to uczucie zniknęło. Przygniatająca odpowiedzialność, którą wraz z tym słowem, z tymi myślami, wzięła na swój grzbiet.
W dodatku to słowo "obiecaj". Odbijało się echem w jej uszach. Dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa, gdy kotka ponownie przełknęła ślinę. Zerknęła na kocura, w jego piękne, bursztynowe oczy, w które mogłaby patrzeć godzinami.
— Obiecuję — szepnęła.
Teraz... Nie mogli się wycofać. Zresztą, czy chcieliby?
Pchełka z tyłu głowy usłyszała mały głosik, który podpowiadał jej, że ich dwójka to za mało... ale będzie jeszcze miała okazję poruszyć ten temat w przyszłości. Sprawa była świeża, a oba koty powinny się z nim teraz przespać i oswoić.
W jego oczach przemknął cień, gdy rozejrzał się wokół. Słońce połyskiwało wysoko, a wietrzyk niósł zapach żywicy i świeżych liści, muskając przy tym futra wojowników. Pora Zielonych Liści tętniła życiem — aż zbyt jasnym i radosnym jak na ciężar tej rozmowy.
— Wracajmy — miauknął w końcu. Podniósł się, otrzepał futro i ruszył przed siebie. — I... Proszę, jeśli masz jakieś pomysły, to poinformuj mnie o nich, z chęcią ich wysłucham.
Niebieska kiwnęła głową. Ruszyli powoli w stronę obozu, idąc w ciszy. Każde z nich miało teraz głowę pełną różnych zmartwień. Wojowniczce cały czas, jak mantra przewijała się wypowiedź rudego — "nie wiem, czy powinnaś brać w tym udział". Dlaczego? Nie była wystarczająco dobra? Może uznawał ją za słabą…? Właściwie, jeśli miałaby się nad tym zastanowić, to pasowała do tego opisu. Cicha, wycofana, słaba, nawet jeśli miała wytrenowane ciało oraz długie księżyce treningu za sobą. Psychika trzymała ją w tyle, chociaż ostatnio było lepiej to wciąż… biorąc pod uwagę tak wielkie wydarzenie, jak zamach w Klanie… mocno odstawała. Wiedziała, że nie byłaby w stanie zabić Jaskółki. To zadanie powinien zrobić ktoś inny, na przykład Mirtowy. A ona? Pchełka nawet pomimo strachu chciała brać w tym udział, nawet jeśli tylko jako wsparcie.
Spojrzała na Mirtowego, który szedł równym krokiem. Wyglądał na zamyślonego.
Pchełka… chciała zobaczyć, jak wydziera to, co mu się należy z nieodpowiednich łap. Dopingować go w tym, pocieszać po porażce, być przy nim. Nawet jeśli on jej nie kochał ona… była gotowa po prostu trwać obok rudego kocura.
Uśmiechnęła się lekko pod nosem, zachowując wszystkie przemyślenia głęboko w swoim sercu. Kto wie… może jeśli ich kiełkujący plan wypali, i oboje przeżyją, to Pchełka zdobędzie się na odwagę, by wyznać Mirtowemu miłość?

<Mirtowy? Dawaj plany >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz