BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

11 stycznia 2026

Od Kocimiętkowego Wiru CD. Nadciągającego Pomroku

— Słuchaj… Miałabym do ciebie pytanie.
Kocimiętkowy Wir zastrzygła uszyma.
— Jakie?
— Nie wiem, czy widziałaś, jak zachowuje się ostatnio… Tropiąca Łaska — zaczęła, a jej wąsy zadrżały nerwowo. — Ale jeśli tak, to… Co o niej myślisz? Jakaś dziwna jest ostatnio, nie wiem, czy mi się to podoba, czy nie. Byłam pewna, że jest na mnie obrażona z powodu przegranej walki, a tu proszę…
Przez moment ruda siedziała cicho, analizując słowa swojej koleżanki, a także próbując sobie przypomnieć zachowanie czekoladowej szylkretki. W końcu stwierdziła:
— Faktycznie, ostatnio zachowuje się niecodziennie. Wiesz, może się w tobie zakochała? — zachichotała, uśmiechając się szeroko. — Przepowiedziałam już miłość Gąbczastej Łapie i Szczawiowemu Sercu! I coś czuję, że Tropiąca Łaska może mieć coś ku tobie… albo chociaż twojej matce, patrząc na to, jak się przy niej zachowuje — dodała, przewracając oczami.
Nadciągający Pomrok zamrugała kilkakrotnie, jednocześnie zawstydzona i chyba trochę zażenowana.
— Nie? No dobra, nie będę już o tym wspominać…

* * *

Zgromadzenie

Trochę stresowała się przed tym zgromadzeniem. Bała się, że znowu spotka swojego ojca, wujka albo tę kotkę, z którą wtedy siedział Królicza Prawda. Oby nie – wtedy chyba puściłyby jej wszelkie hamulce. Jeszcze wdałaby się w jakąś bójkę… Nikła Gwiazda na pewno nie byłby zadowolony z tego, że kotka z jego klanu zwraca na siebie uwagę na wyspie.
Kocimiętka rozejrzała się wokół, ale na szczęście wśród Klifiaków nie dostrzegła znajomego kremowego futra. “Pewnie boi się teraz tu postawić” – pomyślała, odchodząc gdzieś na bok wyspy.
Przysiadła koło czekoladowo-białej kotki (bo przynajmniej tak pachniała) z Owocowego Lasu i postanowiła się przywitać:
— Cześć! Podoba ci się na zgromadzeniu? — zagadała do młodszej.
Ta spojrzała na nią i zamrugała kilka razy. Gdy zdała sobie sprawę z tego, że rozmawia z kotką z Klanu Wilka, skuliła się lekko.
— N… Nie — odpowiedziała na pytanie. — Jest tu strasznie dużo kotów...
Kocimiętka spojrzała na młodszą z przebłyskiem troski w oczach, który jednak szybko ulotnił się z nich bez śladu. Ruda uśmiechnęła się lekko, jakby chciała dodać otuchy kotce z Owocowego Lasu.
— No, to prawda. Ja się jednak cieszę z tego, że mogę poznać inne koty, wiesz? — stwierdziła. — Choć powiem ci, że nie każde zgromadzenie mnie urzekło… Na poprzednim dowiedziałam się o czymś, o czym nie chciałabym wiedzieć — mruknęła ponuro pod nosem, powoli kręcąc głową.
Kotka znów spojrzała na rudą i kiwnęła głową na jej stwierdzenie.
— Och, byłaś na wcześniejszych zgromadzeniach? — zainteresowała się nagle. — Jak to wygląda?
Zielonooka wzruszyła ramionami.
— Wiesz, różnie — odparła, mrużąc delikatnie oczy. — Niekiedy jest fajnie; można spotkać jakiegoś ciekawego kota, przeprowadzić z nim miłą, interesującą rozmowę… A niekiedy dowiadujesz się, że twój ojciec zdradził twoją mamę! — zażartowała, śmiejąc się nieco nerwowo.
Myśl o tamtej nocy wciąż rozpalała w niej nienawiść, a także smutek. Nie wierzyła, że Królicza Prawda mógł dopuścić się czegoś takiego. Tym bardziej że zawsze wydawało jej się, iż był dobry… że by ją zrozumiał, że mogliby się dogadać. Ale najwyraźniej się myliła.
Owocniaczka zamrugała kilka razy, jakby nad czymś myśląc. Po chwili odwróciła wzrok w bok.
— To wcale nie zachęca, żebym przychodziła tu częściej — mruknęła pod nosem i przez moment znów błądziła w swojej głowie, ale zaraz znów spojrzała na rudą.
— Jesteś z Klanu Wilka, prawda? — zapytała. — Jak to tam... wygląda?
Kocimiętka skinęła głową.
— A jestem! Wiesz, wcale nie różni się tak bardzo od innych klanów. Prawie całe nasze tereny to las — odpowiedziała, szczerząc zęby. — Mamy więc sporo cienia.
Po chwili przechyliła lekko głowę.
— Lepiej ty mi powiedz, jak jest u was, w Owocowym Lesie. Słyszałam, że oprócz wojowników macie też jakieś inne rangi, prawda?
— T… Tak. Mamy rangi. — przyznała, po czym omiotła wzrokiem wyspę. — Mamy zwiadowców. Oni skupiają się na patrolach, jeśli się nie mylę. — Przez moment czekoladowo-biała zamilkła, zamyślając się. — Mamy wojowników, oni nas bronią. — Uśmiechnęła się do siebie. — No i stróży. Ja się na niego uczę. — przyznała, spuszczając wzrok. — Naszym zadaniem jest zadbanie o obóz od wewnątrz.
Zielonooka zachwyciła się rolami w Owocowym Lesie.
— To świetnie! Czyli każdy znajdzie coś dla siebie? — zapytała, jakby nie do końca w to wierząc. — W klanach jesteś po prostu zmuszony do bycia wojownikiem! No albo medykiem, ale ich jest przecież niewielu. To fajnie, że u was jest inaczej — przyznała, poruszając wibrysami z ekscytacji. Przez moment zaczęła się zastanawiać, na jaką rangę sama by się szkoliła, gdyby trafiła do owocowej społeczności.
Gdy spojrzała w stronę czekoladowo-białej kotki, tej już nie było. No nic – może przytłoczyła ją ilość kotów wokół i poszła w jakieś bardziej ustronne miejsce.
Rudofutra nie zamierzała jednak rezygnować z dalszego udziału w zgromadzeniu. Podniosła się z miejsca i zaczęła przeciskać się przez tłumy, rozglądając się za kimś, z kim mogłaby porozmawiać. W końcu przystanęła przy wojowniku ze swojego klanu. Wilczy Skowyt wyglądał na nieco zmęczonego; może uda jej się wciągnąć go w rozmowę, zanim tu uśnie!
— Hej, hej! Kocimiętka do Wilczego Skowytu; jesteś tu jeszcze, czy już odpływasz? — zachichotała, siadając obok niego. — Wszystko w porządku? Może źle się czujesz, co? Słuchaj, wiem, jak to jest. Na poprzednim zgromadzeniu myślałam, że padnę trupem na środku tej wyspy!
Kocur momentalnie podskoczył z miejsca. Jego uszy stanęły dęba, ogon również, a futro całe się najeżyło.
— Jeju… Kocimiętko! Nie strasz mnie tak! — krzyknął, a jego głos zadrżał. — Czuje się dobrze, nic mi nie jest. Potrzebuję tylko iść spać od razu, gdy wrócę ze zgromadzenia. Mam też inne obowiązki niż proste życie w klanie — mruknął, po czym ziewnął, otwierając szeroko pysk. Jego futro oraz ogon opadły spokojnie.
— Jak twoja siostra? Dobrze sobie radzi? — zapytał i usiadł.
Ruda zignorowała pytanie o Makową Łapę, bo bardziej jej uwagę przykuło wcześniejsze stwierdzenie Wilczego Skowytu.
— Naprawdę? — uniosła brew, przyglądając się wojownikowi podejrzliwie. — Czym jeszcze zajmujesz się oprócz polowania i walki? Ostatnio coś często znikasz z obozu! Tak, zauważyłam to! Teraz już się nie wykręcisz! — dodała półżartem, półserio. Nie chciała go oskarżać, ale im dłużej nad tym myślała, tym bardziej wydawało jej się, że… może miałoby to jakiś sens.
Wilczy Skowyt zrobił dosyć nieciekawą minę, przez moment milcząc. Dopiero gdy namyślił się nad wymówką, oznajmił:
— Bo ja chodzę na takie ważne misje i… zbieram zioła dla medyczki. W Porze Nagich Drzew powinna mieć ich jak najwięcej, więc chodzę i dla niej zbieram! — Uśmiechnął się, lekko zakłopotany, na co ruda parsknęła śmiechem.
— To żeś poleciał! Nie wierzę ci, ale niech ci będzie… Widzę, że zmęczenie miesza ci już w głowie — zaśmiała się, delikatnie trącając czekoladowego wojownika. — Tylko proszę, naprawdę nie chcę, byś tu zasnął! Nie będę cię nieść… Więc jeśli rano obudzisz się dalej tutaj, to się nie zdziw!
Wilczek skrzywił się na reakcje rudej
— Ej! Nie śmiej się! Nie kłamie! — oburzył się. — Nic mi nie miesza w głowie! Skoro mi nie wierzysz, to nie musisz! — Owinął ogonem swoje łapy, ignorując dalsze słowa kotki. Po chwili jednak postanowił się odezwać. — Nie zasnę tu, o to się nie martw kiciu. — Wyglądał na złego i zmęczonego jednocześnie; jego ton zmienił się na chłodniejszy.
— Kiciu? Skąd ci się to wzięło, staruszku! — zaczęła drążyć, nieco rozbawiona. — Czyżbyś pomylił mnie z jakąś twoją… tajemniczą córką?
Ciekawe, czy Wilczy Skowyt w końcu pęknie, czy może naprawdę nie znalazł sobie nikogo poza klanem…
Brązowy kocur napiął mięśnie, jakby już był gotów wysunąć pazury i przywalić rudej. Otrząsnął się i odpowiedział
— Nie mam, żadnej tajemniczej córki! Słyszysz w ogóle to, co ty mówisz!? Nigdy nie byłbym z żadnym kotem! Tym bardziej nie chciałbym córki! Wolałbym syna, bo bałbym się, że wyrośnie na takiego kleszcza jak ty! — prychnął zdenerwowany. Uderzał ogonem o ziemię, wzbijając kurz i opadłą sierść innych kotów w powietrze. — A może ty masz tajemniczego kocura, z którym każdego popołudnia wygrzewasz się w jakiejś norce, hm? — dodał rozgniewany.
Kocimiętka nadęła policzki w oburzeniu i gdy już miała coś mruknąć, nagle przerwał jej dźwięk głosu Nikłej Gwiazdy:
— Niestety, dziś nie rozpoczynam swej przemowy radosnymi wieściami — odrzekł i zrobił pauzę, by upewnić się, że wszystkie koty są na nim skupione.
Ruda od razu spojrzała w jego stronę, ignorując wcześniejsze ostre słowa Wilczego Skowytu.
— Nie tak dawno okazało się, że Klan Wilka własnym mlekiem wykarmił grupę zdrajców! Uciekli oni jak najzwyklejsi tchórze, pozostawiając swoje dzieci, partnerki, całe rodziny! — mówił donośnie. — To jednak nie wszystko. Te same koty dopuściły się najgorszych morderstw na własnych pobratymcach i spiskowały z parszywymi samotnikami, by doprowadzić do śmierci naszych wojowników. — Skrzywił się.
Zielonookiej serce zabiło mocniej. Wiedziała o ucieczce, ale gdy słyszała o niej z perspektywy burego przywódcy, coś w niej drżało.
— Te koty odwróciły się od przodków, od kodeksu, od własnego klanu, który wykarmił ich i przez księżyce zapewniał schronienie. Zależy mi, aby wszystkie klany czujniej obserwowały swoje granice. Nie wiemy, gdzie ci zdrajcy odeszli, ale nadal mogą stanowić zagrożenie. Skoro są w stanie posunąć się do morderstwa na kocie, z którym dzielili wcześniej legowisko, to co mogą zrobić obcym wojownikom? Nie chcemy, by ktokolwiek łączył ich z naszym klanem. — Kocur obserwował przez chwilę zbiorowisko, które mocno się poruszyło.
Ktoś z tłumu zawołał, że kocur powinien wyjawić tożsamość zbiegów, by inne klany wiedziały na kogo uważać. Nikła Gwiazda szybko spełnił to życzenie:
— Było ich kilkoro. Rysi Trop, niebieska kotka z kremowymi pasmami i brązowymi oczami, Miodowa Kora, liliowy kocur z krótkim ogonem, Kosaćcowa Grzywa, prawie całkiem okryty bielą, jedynie ze srebrzystymi uszami i ogonem, nasza własna medyczka, Jarzębinowy Żar o pstrokatym, szylkretowym futrze, biało-brązowy Szczawiowe Serce, płowy szylkret zwany Poziomkową Polaną, czarny Mglisty Sen o długiej brodzie, Zapomniana Koniczyna o niebiesko-białym futrze i wychudzonej budowie, Porywisty Dąb o srebrzysto czekoladowej okrywie oraz najmłodszy, najprawdopodobniej zmanipulowany przez pozostałych, Stroczkowa Łapa, kremowo biały kocurek! — skończył zmęczony.
Kocimiętkowy Wir była przerażona wieściami, jakie wygłosił ich przywódca. Delikatnie szturchnęła Wilczka, zapominając, że ten jeszcze przed chwilą zaczął ją obrażać.
— Okropieństwo… — wyszeptała drżącym głosem. — Nie wierzę, że mogli dopuścić się takich czynów! A przecież wydawało mi się, że Szczawiowe Serce i Stroczek to porządne koty…
Kocur westchnął
— A ja myślałem, że Miodowa Kora to też porządny wojownik. Walczyłem z nim na wojnie z Klanem Klifu. Jak bracia. — Spuścił łeb w dół. — Najwidoczniej tak musiało być, Klan Gwiazdy wybrał im taką ścieżkę.
Ruda zjeżyła futro.
— Nie! — wymamrotała cicho, zaciskając szczękę. — To oni sami wybrali taką ścieżkę, porzucając wiarę w naszych Przodków!
To ostatnie zgromadzenie, na którym jest! Za każdym razem, gdy próbuje dobrze się bawić i nawiązać kontakty z innymi kotami… coś musi się zepsuć!
— Mam nadzieję, że przybędzie nam nowych kociąt w klanie. Musimy być silni, Klan Klifu mógłby to wykorzystać i się na nas odbić po ostatniej wojnie. Ale i tak Klifiacy nie mają z nami szans! — mruknął do rudej.
Gdy usłyszała słowa czekoladowego, na jej licu ponownie pojawił się chytry uśmiech.
— Tak? To skoro wcale nie masz żadnej niuni poza klanem, to czemu nie znajdziesz sobie kogoś u nas, skoro tak bardzo ci zależy, by zasilić nasze szeregi? — zachichotała. Wilczy Skowyt nie przyjął tego zbyt dobrze.
— A nawet jeśli mam to, co cię to obchodzi czy mam jakąś niunię poza klanem, czy nie, kiciusiu! Taka mądra to sama znajdź sobie przystojnego kawalera i miej 10 kociaków! Klanowi się bardzo spodoba! — fuknął.
— Fuj! — wyrzuciła z siebie bez zastanowienia. — Nawet mi nie sugeruj, żebym była z… kocu-
Urwała, udając nagły odruch wymiotny.
Gdy doszła do siebie, burknęła:
— Jeszcze trafiłby mi się taki ciołek jak ty!
— Hah! Jedna kotka się cieszy, że trafiła na takiego ciołka jak ja! A gdyby ona była tobą… Chyba bym wolał się zrzucić z klifu! W dodatku jesteś ruda! — burknął.
— Mówisz, że jakaś kotka na ciebie leci? To nawet większe kłamstwo, niż ta twoja bajeczka o zbieraniu ziół dla medyczki... — wytknęła mu.
— Tym razem nie kłamie! Kleszczu jeden ty! Jest taka biała! I ładna! I lepsza i mniej markotna niż ty! — Najeżył futro na plecach. — A bajeczki to pewnie tam swojej siostrze wciskasz, aby myślała, że ma świetną siostrzyczkę!
— W Klanie Wilka nie ma białych kotek, więc... złapałam cię na gorącym uczynku! No, chyba że sugerujesz mi, że miałeś romans z Kwitnącym Kalafiorem, co... jest nawet gorsze! — miauknęła oburzona. — Jesteś obleśny! Przecież ona mogłaby być twoją babcią!
— A może są białe kotki! Ale jesteś na tyle ślepa, że nie widzisz nic oprócz swojej bańki! Poza tym… Nie jestem tobą, aby w takich kotkach gustować! A ty jesteś w dodatku jeszcze gorsza, bo takie rzeczy nasuwają ci się na myśl!
Słowa Wilczego Skowytu coraz bardziej w jej uszach przypominały bezsensowny bełkot.
— Dobra, wiesz co? Pozwalam ci zasnąć, bo widzę, że bez odpoczynku ciężko będzie z tobą dalej rozmawiać. — Przewróciła oczami. — Bredzisz jak kociak, który dopiero co nauczył się mówić, a tak się składa, że z mlekiem matki wyssał i głupotę...
Czekoladowy zamknął oczy i westchnął, próbując się uspokoić.
— A tobie by się przydały chyba zioła na głowę — mruknął cicho i poruszył się niespokojnie. — Mam nadzieję, że twoja siostra będzie porządniejsza i nie będzie nękała starszych od siebie tak, jak ty to robisz, ruda kupo futra... — dodał.
— Rety! Przestań ciągle wspominać o mojej siostrze! — warknęła, jeżąc futro na karku. — Uwziąłeś się na nią jak pchła! Jak nie starsze, to młodsze, co? — wkurzyła się.
— Aż tak młodych nie lubię! Jest po prostu lepsza od ciebie! A ty skończ tak kłapać, jak mewa tym pyskiem! Zaraz ci odleci od tego gadania. I pamiętaj, złość piękności szkodzi, więc się tak nie denerwuj! Bo to ciebie na stare lata kalafiorem będę nazywać — zaśmiał się.
— Phi! O ile tych starych lat dożyjesz! — burknęła. — Ja mam się nie wkurzać, a to ty zachowujesz się tak, jakby ci żyłka pękła!
— Zaraz tobie pękną, ale kości w łapach! — wkurzył się. — A najlepiej to wracaj tam, skąd przybyłaś, zapchlona samotniczko!
— Moja matka jest z Klanu Wilka! — oburzyła się. — Gdybyś słuchał uchem, a nie zadem, to może byś wiedział, że Dyniowa Skórka zniknęła z tego klanu nie z własnej woli!
— Z Klanu Wilka? Hm... ale to ty urodziłaś się jako samotniczka! Twoja stara matka mnie nie obchodzi! Pewnie wy wszystkie rude w tej rodzinie jesteście takie same!
— Jesteś dziecinny! Skończyły ci się argumenty i próbujesz wmieszać w dyskusję kolor mojego futra! Żałosne! — splunęła. — Sam jesteś brązowy! Brązowy jak paskudne błoto i... — urwała, mrużąc oczy.
— Błoto przynajmniej do czegoś się przydaje! I moje futro jest lepsze! W ciemności mnie nie widać. A co chciałaś dalej powiedzieć, hm? Dokończ, słucham kiciu!
— Każdy kot dobrze skrywa się w ciemności, głupku! — stwierdziła. — A ty nawet nie jesteś czarny, żeby się chwalić doskonałym kamuflażem w ciemności!
— Księżyc będzie w ciemności rozjaśniał twoje futro! A moje mniej! Takie ciężkie, by to zrozumieć? Aż taka głupia jesteś?
Ta zniewaga aż prosiła się o polanie krwi, lecz Kocimiętka w porę się powstrzymała. “Szkoda gadać. Z takim nie dojdziesz do porozumienia” – pomyślała i w końcu odwróciła się do niego tyłem, uciekając gdzieś między tłum kotów. Jak tylko wrócą do obozu, skończy z tym baranem! Jeszcze będzie ją błagał o litość!

* * *

Wciąż była iście wkurzona tym zgromadzeniem. Wracając z niego do obozu, nie mogła nawet patrzeć w stronę Wilczego Skowytu, bo na samą myśl o tym mysi-móżdżku pazury wysuwały jej się z łap. Czuła, że musi się komuś wyżalić na temat tego kocura; jej ofiarą padła Nadciągający Pomrok, która akurat szła niedaleko. Lubiły się, były koleżankami. Często wymieniały się plotkami i najrozmaitszymi nowinkami. Szylkretka nie powinna mieć problemu z tym, że ruda zacznie jej narzekać na Wilczka.
— Pomrrrrrok! — zawołała półszeptem, podchodząc do wojowniczki. Ta od razu zwróciła w jej stronę swoje brązowe ślepia. — To zgromadzenie było dla mnie tragiczne! Rozmawiałam z Wilczym Skowytem; ten rybi flak zaczął obrażać mnie i moją rodzinę, rozumiesz to? Jest potworny! —kontynuowała ściszonym głosem, tak by Wilczy Skowyt, który dreptał gdzieś na tyłach, jej nie usłyszał. — Rozmawiałaś z nim kiedyś? Jest straszny! Nie powiesz, że nie!

<Pomrok? Ale rozumiesz mnie, co nie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz