Poranek był chłodny i cichy, jakby sam las wstrzymywał oddech. Mgła snuła się nisko nad ziemią, oplatając korzenie drzew i kamienie cienkimi palcami, gdy Niebiańska Łapa stanęła przed swoją mentorką na skraju obozowiska. Serce biło jej szybciej, niż chciałaby się do tego przyznać, a ogon drżał lekko, zdradzając napięcie, którego nie potrafiła już ukryć.
— Niebiańska Łapo — odezwała się mentorka, jej głos był spokojny, lecz podszyty typową dla niej, dziecięcą radością — chciałabym, abyś dzisiaj udała się na polowanie. Sama, w pojedynkę.
Słowa te zapadły między nimi niczym ciężki kamień. Przez krótką chwilę świat zdawał się zwęzić — do szumu krwi w uszach uczennicy, do napięcia w łapach i do spojrzenia mentorki, które przenikało ją na wskroś. Niebiańska Łapa skinęła głową, choć w jej wnętrzu coś się ścisnęło. Samotne polowanie nie było zwykłym zadaniem. Było próbą. I ona doskonale o tym wiedziała.
Każdy krok stawiała ostrożnie, czując pod opuszkami łap chłodną ziemię, wilgotne liście i zdradliwe gałązki, które aż prosiły się, by trzaskiem zdradzić jej obecność. Słońce przedzierało się przez korony drzew w wąskich smugach światła, rysując na ściółce złamane wzory, w których łatwo było zgubić orientację.
Zatrzymała się, gdy dostrzegła delikatne poruszenie w trawie. Serce podskoczyło jej do gardła. Przykucnęła, niemal stapiając się z cieniem, przypominając sobie słowa mentorki, każde ćwiczenie, każdy błąd, za który była karcona. Jej oddech zwolnił, a mięśnie napięły się jak cięciwa.
Skok był szybki. Cichy. Perfekcyjny.
Gdy wreszcie uniosła głowę, a ciepło świeżo upolowanej zdobyczy przeniknęło jej pysk, poczuła coś więcej niż ulgę. Poczuła dumę — nieśmiałą, lecz prawdziwą. Udało się. Sama. Bez niczyjej pomocy.
***
Powrót do obozu był jak wyjście z mroku w światło. Spojrzenia innych kotów spoczęły na niej, gdy przekraczała granicę obozowiska z uniesioną głową i zdobyczą w pysku. Mentorka podeszła powoli, mierząc ją uważnym wzrokiem, w którym czaiło się napięcie.
— To był test na wojownika — miauknęła w końcu, a w jej głosie po raz pierwszy zabrzmiała wyraźna nuta dumy. — Zdałaś.
Te dwa słowa uderzyły w Niebiańską Łapę z siłą, jakiej się nie spodziewała. Świat nagle wydał się jaśniejszy, a ciężar, który nosiła w sobie od księżyców, choć na moment stał się lżejszy.
***
— Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika.
Niebiańska Łapa spoglądała na niego przez dłuższą chwilę, czekając z niecierpliwością, aż w końcu wypowie słowa, na które czekała już od wielu księżyców.
— Niebiańska Łapo czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Niebiańska Łapo, od tej pory będziesz znana będziesz jako Niebiańska Poświata. Klan Gwiazdy ceni twoją odwagę i determinacje, oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Klifu.
[451 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz