Chudy zaczął dzień od cierpienia. Zresztą, każdy tak zaczynał, bo czemu nie? Jego oczy łzawiły, zaklejając mu powieki, a opiekunki non stop mu je wylizywały. Chudy wtedy machał łapkami i próbował je odpychać, z marnym skutkiem. W końcu był najmniejszy, najchudszy i generalnie prawie martwy, jeśli ktoś by spojrzał z boku. Mimo tego mocno trzymał się życia. Wkurzał wszystkich naokoło, odkąd zaczął mówić, a gdy tylko wstaje, by się przejść, słychać gruchotanie kości, przeplatane pociągnięciami nosem, bo mu z niego cieknie.
Jest obrazem rozpaczy, wręcz nędzy. Gdyby jakiś obcy kot go zobaczył, pomyślałby, że się nad nim znęcają i nie dają jeść.
A w tej kwestii Chudy również mocno testuje cierpliwość lokalnych kotów.
Pewnego dnia, gdy siedział sobie z boku żłobka, patrząc, jak Gruby próbuje tyłkiem przygnieść Noc, nadeszła pora posiłku. Kotki z kultu przyniosły im jedzenie, na które Gruby rzucił się strasznie szybko, patrząc na jego wagę. Krótkie łapki przykryte sierścią zabawnie niosły kluskowate ciało brata. Noc odetchnął z ulgą, również wstając, by zjeść. Chudy z kolei siedział i ani myślał podejść.
— No, śmiało. — Podsunęła mu piszczkę pod nos jedna z kotek.
— Fuj. Nie będę tego jeść. Co to ma być? — obruszył się były samotnik.
— Mysz polna — odparła.
— Obrzydlistwo. Kochaniutka, postarałabyś się następnym razem i przyniosła mi coś lepszego — odpowiedział, zadzierając wklęśnięty nos.
Członkini kultu zmarszczyła brwi i prychnęła. Nie będzie przecież usługiwać wyszczekanemu gówniarzowi. Chudy odsunął teatralnie mysz łapą.
— Jest pycha — oznajmił Gruby.
— Tobie by nawet klopsy z błota smakowały — burknął Chudy, przecierając łapą cieknący glut. Zwrócił się do kotki, która wciąż stała nieopodal. — Weź to zabierz. I powiedz temu, kto wybiera dla nas jadłospis, żeby się postarał następnym razem.
Kotka bez słowa wyszła, obracając się na pięcie. Chudy prychnął pod nosem, podchodząc do pałaszujących posiłek braci.
— Ech te baby — żachnął się. — Widzieliście, co ona mi przyniosła? Wymiętoszoną mysz! Na sam jej widok wykręcało mi wnętrzności! Ona jest jakaś niepoważna, co nie?
Gdy nie doczekał się zgody od braci, odchrząknął.
— CO NIE?
—Ach, tak tak — rzucił Noc na odczepne.
Chudy przykleił uszy do czaszki, kiwając głową. Wiedział, że ma rację. Zawsze miał!
— Jeszcze jakby nauczyła się dobrze polować, to by było super — kontynuował bury. — Ta mysz była poszarpana więc chyba kiepsko u niej z umiejętnościami, pfff. Nie będę jeść byle czego, a na razie, wszyscy przynoszą byle co.
Następnie usiadł obok braci i zaczął ględzić im o tym, że do żłobka wpada zimno, a jemu to przeszkadza. Po chwili podszedł do niego Gruby i stanął nad myszą przeznaczoną dla Chudego.
— Ej, będziesz to jadł?
Bury rzucił bratu mysz, która zniknęła bardzo szybko w jego pojemnym brzuszku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz