Gryzoń stracił miły smak, a kotka, zmieszana, wydała z siebie charakterystyczny, nieco nienaturalny prych. Zdziwiła się, kiedy odpowiedziało jej ciche piśnięcie i pusty dźwięk upadku. Odwróciła się w stronę siedzącego Puchacza. Wiedziała, że maluch coś od niej chciał, a Topola dał mu zakaz męczenia jej do odwołania. Próbowała przekonać wojownika, że to naprawdę żaden problem, że co jakiś czas kociak wskoczył na nią lub próbował zmusić ją do jakiejś morderczej zabawy, ale pomarańczowooki pozostawał przy swojej decyzji. Rozumiała to; jeśli zgodziłby się i pękł, to najpewniej straciłby te mikroskopijne resztki szacunku, które dzieciaki miały do jego zakazów i nakazów. O ile słowo Figi faktycznie miało dla nich jakieś znaczenie, tak biedny tato był zwyczajnie… delikatną przeszkodą na drodze do destrukcji, często również i samodestrukcji.
— Co to było?! — wykrzyczał kocurek.
— Słucham? — zaśmiała się karpatka wciąż mając przed oczami jego upadające bez życia ciałko.
— Słucham? — zaśmiała się karpatka wciąż mając przed oczami jego upadające bez życia ciałko.
— Czemu to zrobiłaś? Jak to zrobiłaś? — Podbiegł do niej, nie martwiąc się tym, że Topola mógł ujrzeć go z zewnątrz.
— Prychnęłam sobie, a co? — zapytała, układając się wygodniej. — Czy tatuś też wam tego zabrania, że aż padłeś na ziemię? — zażartowała, kiedy maluch podparł się przednimi łapkami o jej bark.
— Prychnęłam sobie, a co? — zapytała, układając się wygodniej. — Czy tatuś też wam tego zabrania, że aż padłeś na ziemię? — zażartowała, kiedy maluch podparł się przednimi łapkami o jej bark.
— Nie! Nie, ale to dlatego, że nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak robił! To strasznie dziwne — przyznał, patrząc jej prosto w ślepia. — To Łysi tak robią? Pani jest od tych Łysych.
— Niee. Oni nie prychają, a co najwyżej kichają baaardzo głośno — odpowiedziała, przysuwając się bliżej. — Tego to już na pewno byś się przestraszył, uwierz! Czasami, jak spałam sobie spokojnie, a mój właściciel nagle kichał, to myślałam, że normalnie podskoczę pod same chmury! Tylko że no... Nie faktyczne chmury, bo byłam zamknięta w pomieszczeniu, ale rozumiesz.
— Dlatego umiesz tak skakać po drzewach? — zapytał dociekliwie.
— Może... Aha! Ale! Co do prychania, to ci powiem, bo to chyba mój najulubieńszy temat na całym świecie! — pisnęła niczym kocię. — Wiesz co prycha?
— Ty?
— No, ale ja prycham, bo jest coś, co również prycha!
— Aha? A co to jest? — Kociak zaczął być równie podekscytowany.
— Koń! — krzyknęła, jakby odkryła coś niesamowitego. Niebieska ślepka lśniły ze szczęścia, a Puchacz jedynie przekręcił łebek, nieco zmieszany.
— Niee. Oni nie prychają, a co najwyżej kichają baaardzo głośno — odpowiedziała, przysuwając się bliżej. — Tego to już na pewno byś się przestraszył, uwierz! Czasami, jak spałam sobie spokojnie, a mój właściciel nagle kichał, to myślałam, że normalnie podskoczę pod same chmury! Tylko że no... Nie faktyczne chmury, bo byłam zamknięta w pomieszczeniu, ale rozumiesz.
— Dlatego umiesz tak skakać po drzewach? — zapytał dociekliwie.
— Może... Aha! Ale! Co do prychania, to ci powiem, bo to chyba mój najulubieńszy temat na całym świecie! — pisnęła niczym kocię. — Wiesz co prycha?
— Ty?
— No, ale ja prycham, bo jest coś, co również prycha!
— Aha? A co to jest? — Kociak zaczął być równie podekscytowany.
— Koń! — krzyknęła, jakby odkryła coś niesamowitego. Niebieska ślepka lśniły ze szczęścia, a Puchacz jedynie przekręcił łebek, nieco zmieszany.
— He? Ale ja nawet nie wiem, co to znaczy…
— To takie wielkie zwierzęta z grzywą i z kopytami. I są takie piękne i pełne majestatu, i ja nigdy nie widziałam na żywo takiego, ale dwunożni mają taki magiczny kamień, który pokazuje ruchome obrazki, których tak naprawdę nie ma, ale je widać, i oglądałam bardzo dużo koni na nich. No i one właśnie prychają i tak śmiesznie podskakują i uszkami ruszają, kiedy są niezadowolone. Ah! Tęsknię za nimi… — Odchyliła głowę nieco dramatycznie do tyłu i westchnęła. — Gdybym miała jak, to na pewno bym ci je pokazała, Puchaczu…
<Puchacz... Koniara overloud>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz