Trochę się wkopałem. Opowieść. Oczywiście, mój trening był jednym wielkim ciągiem niefortunnych zdarzeń i dramatycznych przygód, na pewno by się coś znalazło wartego opowiedzenia… tylko teraz nie mogłem sobie niczego przypomnieć. Nie mogę też powiedzieć, że moje umiejętności gawędziarskie są specjalnie wybitne… bo nie są. Za to ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, jak uwielbiam kociaki. A konkretniej uśmiechnięte kociaki. I zrobię wszystko, żeby takie były jak najczęściej. To mój kolejny życiowy cel. Poza zostaniem dyktatorem wszechświata.
— Hmm… No dobra. Mam coś — usiadłem na ziemi i potrząsnąłem głową na boki. Wrona ułożyła się przede mną i patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, czekając na moją epicką historię. — Pewnego razu… uh… podczas jednego z treningów, ćwiczyłem kamuflaż. Byłem już w tym całkiem… prawie… niezły. Choć mistrzem bym siebie nie nazwał… aczkolwiek nie mogę też powiedzieć, że byłem beznadziejny czy nawet średni… uh…
Troszkę się zagubiłem, próbując oszacować mój ówczesny poziom. Ale Wrona nie zwróciła uwagi, obserwowała mnie z wyczekiwaniem.
— I co? I co się stało??
Zmarszczyłem brwi.
— No… Zaczęło się jak… zwykły trening, Kurka kazał mi sam sobie wymyślić kamuflaż, a potem się schować, on miał szukać. Ale… pech chciał, że… nie do końca rozróżniam kolor gliny od koloru błota. Może dlatego, że mają ten sam kolor w pewnych okolicznościach. No i… w skrócie… wlazłem do gliny. Wlazłem na drzewo. Glina zaschła. I się przykleiłem. I… nie mogłem zleźć. Koniec.
Wrona otworzyła szeroko oczka w prawdziwym przerażeniu, które jednak szybko udało jej się opanować.
— O jejku! I… I jak w końcu zszedłeś?? Kurka… ściągnął cię?
— No… w sumie, to nie zszedłem. Kurka miał szukać, więc szukał, ale tylko Wszechmatka wie gdzie. Nie znalazł mnie na tym drzewie, bo mimo wszystko… kamuflaż był dość dobry. Pod wieczór spadł deszcz. Glina się rozpuściła. I ześlizgnąłem się po pniu w dół. No i… no, mentor mnie znalazł wtedy. I przegrałem. Nie mam na to… dowodów, ale jestem pewien, że obserwował mnie od dłuższego czasu i specjalnie czekał, aż sam zejdę…
— To naprawdę straszne, Borowiku… — mruknęła cicho.
— No… Dlatego dam ci taką radę. Jak coś pachnie jak glina i ma konsystencję jak glina…najprawdopodobniej jest to glina. I lepiej w nią nie włazić.
— Ohhh… Tak bym chciała już być duża! I mieć mianowanie i też takie przygody! No… może nie konkretnie takie, ale… przygody! Będę najlepsza na całym świecie!
— Hmm… — mruknąłem.
Nie uśmiechnąłem się. Ale… było blisko. Zawsze, gdy jestem przy kociakach, czuję, że moje serce staje się co najmniej o dwie trzecie większe. Mam nadzieję, że to tylko złudzenie lub metafora, bo inaczej jest to sygnał poważnych problemów zdrowotnych…
— Na pewno będziesz. Musisz tylko ciężko pracować. Ja w ciebie nie wątpię, Wrono.
<Wrono?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz