— Hm… Nyapfyafde pfyfyyfaf… mnfe…? — spytałem, śmiertelnie poważnie.
— Co??? — kociak rozszerzył oczka i przechylił główkę na bok w głębokiej konsternacji. — Co ty mówisz??!
Wyplułem wiewiórę na ziemie. Fuj. Futerko na języczku.
— Pytam — splunąłem futrem na ziemię. — Czy naprawdę mnie wyzywasz. Jesteś malutki. Możesz zginąć, rzucając wyzwanie mnie, Borowikowi, dojrzałemu, średniozaawansowanemu uczniowi zwiado… — nie zdążyłem dokończyć. Puchacz całkowicie znienacka skoczył na mnie.
Odruchowo zrobiłem przewrót w bok, przez co kociak spudłował. Spadł na ziemię lekko niezgrabnie, ale nie stracił równowagi. Zamachał nerwowo grubym ogonkiem.
— Walcz! A nie gadasz! — wykrzyknął, uśmiechając się. Celem tego uśmiechu miało być najprawdopodobniej rzucenie mi wyzwania i prowokacja, ale z racji tego, że Puchacz to uroczy kociak, to tylko poczułem zalewającą mój mózg słodycz.
— Hm… Wiesz, chyba nie mam dziś ochoty…
Podszedłem do mojej wiewióry i wziąłem ją do pyska.
— Itfak nye jeftef nafet ma moim pfofomie…
— Co?! No weź! — Puchacz wyglądał na wyraźnie zawiedzionego i podreptał za mną. — Tylko chwilkę! Nie bądź taki, Borowiku! Ale z ciebie zrzęda i nie umiesz się bawić i nie… — odwróciłem się do niego, zamachnąłem głową i cisnąłem w kociaka wiewiórą. Gdy mały był jeszcze oszołomiony, położyłem się na nim, przygniatając go do ziemi przednimi łapkami i głową.
— Wygrałem. Fajna walka w sumie — mruknąłem.
— BOROWIKU! — pisnął, szamoczący się kociak. — To nie fair!!! Tak nie wygląda walka!!! Puść mnieee! Połamiesz mi kręgosłup!
— Hm. Kręgosłup? Ja tu nic takiego nie widzę… Jesteś za mały na kręgosłup. Musisz jeszcze trochę podrosnąć.
— Wcale… że… nie! Nic nie wiesz o kręgosłupach! — piszczał dalej.
Mały dalej się wiercił i próbował uwolnić.
— Ugh… — zdjąłem łapki z Puchacza i odczołgałem się tyłem od niego, dając mu przestrzeń.
Nie umiałem zbyt długo cieszyć się taką wygraną. Zdecydowanie wolałem kociaki uśmiechnięte. A nie zdenerwowane. Nie chce mi się pojedynkować. Ale nigdy nie potrafię im odmówić…
Kociak otrzepał swoje futerko nerwowo.
— Niech ci będzie… To jak według ciebie wygląda pojedynek, hm?
Pomarańczowe oczy Puchacza zabłysły niebezpiecznie.
<Puchaczu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz