— Chcę sprawdzić, jak dobrze walczycie. Wyglądacie na obiecujących przyszłych wojowników. Choć nie tylko macie na takich wyglądać, ale macie tacy być — uśmiechnęła się do nich, po czym kontynuowała swój wywód: — Klan Wilka potrzebuje przyszłych członków, którzy będą dźwigać jego chwałę. — Przywódczyni stanęła, na co także reszta kotów też się zatrzymała. Tropiąca Łaska bardzo przysłuchiwała się przywódczyni, jak zahipnotyzowana, aż sam Tęgosz to zauważył. Widać, że była jakimś lizusem. Nie lubił takich, co się tylko lepią. Takie koty zawsze myślały, że coś dostaną przez litość, ale on nie będzie takim kotem, co pozwoli się całować robakom po łapach.
— Cętkowana Łapo i Seradelowa Łapo, możecie zacząć swój pojedynek. Tylko bez pazurów, a reszta za to zależy od was. — Przywódczyni dała znak ogonem, by zaczęli. Dwa dorosłe koty oddaliły się od nich o długość lisa. Rudy czuł w tym momencie spojrzenie mentorki, jak i swojej babci. Gorzej od Seradeli nie mógł wypaść, dlatego bez wahania skoczył na nią, próbując ją przygwoździć do ziemi. Uczennica przewidziała jego ruch i użyła tylnej nogi, kopiąc go w brzuch. Poczuł ból, chciał syczeć, ale okazywanie słabości nie było na miejscu, także szybko uderzył srebrną w bark, by zapomnieć o chwilowym bólu. Kotka lekko syknęła, ale szybko spróbowała się na niego rzucić. Już podniosła łapę, by go uderzyć. Jak dobrze, że kocur szybko zareagował, bo inaczej dostałby z liścia, a unikając jej łapy, widział jak była o mysią długość od jego pyska.
Oboje byli zawzięci, jak i uparci w tej walce. Żaden nie chciał dać wygrać drugiemu, każdy z nich chciał się pokazać Zalotnej Gwieździe z dobrej strony. Cętkowana Łapa jako wnuk Zalotnej Gwiazdy miał obowiązek wygrać nad córką Wrotyczowej Szramy. Jego rywalka rozpoczęła ponowną potyczkę, atakując jego bark, a następnie go popchnęła. Mimo takich ataków Cętek nie męczył się zbytnio. Postanowił znowu oddać, celując w łapę, ale spudłował. Tak przez dłuższy czas celowali sobie częściej w barki i łapy, jednak zdarzyła się raz szyja, a dwukrotnie uderzenia w głowę. Rudzielca irytowało, że tak długo się bili, więc w końcu rzucił się na kark kotki. Chciał, żeby straciła równowagę i upadła na ziemię. Starał się trzymać, nie używając pazurów. Mistrzem równowagi jednak nie był, a Seradelowa Łapa szybko go strzepnęła z siebie. Gdy kocur leżał, szybko zacisnęła jedną z jej łap, na jego szyi, a drugą zablokowała jego jedną z łap. Rudy czuł się zablokowany, ale jedną łapę jeszcze miał wolną. Seradela blokowała jego szyję i gdyby miała akurat wysunięte pazury, to by dawno nie żył. Mimo takiego ryzyka, które mogłoby się stać w teorii, to chciał zobaczyć czy udałoby się mu wybronić z takiej sytuacji. Interwencja Zalotnej Gwiazdy zepsuła jego pomysł.
— Wasze umiejętności walki są nawet dobre. Pokazaliście zawziętego ducha walki, którego każdy Wilczak powinien posiadać, zawłaszcza, że nie okazywaliście słabości. Jeśli uznamy w przyszłości, że jesteście gotowi kiedykolwiek na zostanie wojownikami, to mamy nadzieję, że opanujecie walkę do perfekcji, a nawet kiedyś staniecie między sobą w pojedynku. To tyle na ten wschód słońca, jeśli chodzi o jakiekolwiek walki.
Seradelowa Łapa zeszła z niego, posyłając mu złośliwy uśmiech. Kocur otrzepał się z ziemi, miał ochotę ją udusić. To on miał wygrać, nie ona! Był to według niego najgorszy pokaz siły, jaki mógł zrobić, Zalotna Gwiazda coś szepnęła do Tropiącej Łaski i poszła razem ze swoją uczennicą w głąb lasu. Cętkowana Łapa spojrzał teraz na Tropiącą Łaskę, skoro zostali sami.
— Czy będziemy jeszcze polować lub robić coś innego? — spytał się swojej mentorki. Ta tylko spojrzała na niego, jakby już nie chciała nic robić.
— Dzisiaj pójdziemy jeszcze do tunelu, żebyś się nauczył w nich nie zgubić. — Cętkowana Łapa już nic nie mówił, bo kotka już szła. Poszedł za nią, nie chcąc robić problemów.
***
Zobaczył akurat Ognikową Słotę, która wróciła do obozu. Bezzwłocznie podszedł do swojej cioci.
— Cześć, ciociu! Widzę, że też byłaś poza obozem. — Jeszcze za mistrzynią weszli do obozu Wilgowa Gorycz i Kwaśna Kocanka.
— Owszem, byłam z Wilgową Goryczą i Kwaśną Kocanką na patrolu granicznym. Jako dowodząca musiałam mieć pewność, że granice są czyste i przy okazji miałam pewnego kota na oku. — Mistrzyni spojrzała krótko na Wilgową Gorycz. Rudzielec domyślił się, że mogło chodzić o niego.
— A chcesz mi opowiedzieć więcej, gdy usiądziemy razem? Też mam ci wiele do powiedzenia. — Cętkowana Łapa, mimo że przegrał z córką Wrotyczowej Szramy, to chciał się pochwalić swoim dzisiejszym dniem.
— Jasne, zawsze znajdę chwilę czasu dla mojego bratanka! Weźmiemy coś ze stosu, a następnie usiądziemy i zrelaksujemy się na chwilę.
Cętek poszedł ze Słotą wybrać jakąś zwierzynę. Jego ciocia wzięła wiewiórkę a on wronę. Następnie poszli ze swoim jedzeniem i usiedli z boku obozu przy krzewach.
— Dobrze, to skoro siedzimy, to co miałaś na myśli, że masz Wilgową Gorycz na oku? Coś przeskrobał? — Swoimi wielkimi oczami przyglądał się Ognikowej Słocie, która akurat brała kęs rudej zwierzyny, i czekał na odpowiedź.
— Nie, że przeskrobał, bo na razie niczego złego nie robi z tego, co widzę. Lecz jego rodzina jest okryta hańbą. Jego ojciec, Miodowa Kora wraz z jego bratem i innymi kotami uciekli z Klanu Wilka. Tamtej nocy ubyło nam wiele kotów, może najwyżej Mroczna Puszcza tego chciała i pozwoliła uciec członkom klanu, którzy nie byli mu wierni.
Czyli pewna część członków klanu postanowiła uciec? Brzmiało to zbyt absurdalnie. Dobrze, że uciekli, pokazywanie takich wojowników czy uczniów na zgromadzeniu to byłby wstyd.
— To okropne! Obiecuję, że kiedyś ich znajdę i ich ukarzę, nawet jeśli miałby być to tylko jeden z nich, który jeszcze żyje. Możesz mi powiedzieć ciociu, jak mniej więcej wyglądali?
Szylkretka, uśmiechnęła się lekko, gdy usłyszała, jak bardzo Tęgosz zdawał się wierny klanowi.
— Masz szczęście, że mam dobrą pamięć. Przeciętne koty raczej nie zwracają zbytnio uwagi na detale czy wygląd innych. Miodowa Kora jest liliowym starszym kocurem o krótkim ogonie i frędzelkach na uszach ze złotymi oczyma, ma blizny po ugryzieniu psa na prawej stronie pyska i bliznę na brwi. Jego syn, który z nim uciekł, nazywał się Porywisty Dąb, ma srebrną czekoladową maść z pręgowaniem cętkowanym, wyróżnia się tym, że ma długie futro i jest dosyć masywny oraz też ma żółte oczy. Reszta to Mglisty Sen, czarny kocur z żółtymi oczami i długą brodą. Rysi Trop, niebieska szylkretka z brązowymi oczami. Zapomniana Koniczyna, niebiesko biały kocur z długim pyskiem i uszami i zielonymi oczami. Poziomkowa Polana, jedyny płowy szylkret z bielą, którego mieliśmy w klanie, z zielonymi oczami. Szczawiowe Serce, czekoladowy pręgowany van z pomarańczowymi oczami i z sercem na zadzie, o ile można to tak nazwać? Stroczkowa Nadzieja, rudy dymny van z zielonymi oczami. Była jeszcze medyczka Jarzębinowy Żar i Kosaćcowa Grzywa, ona była czarną szylkretką z bielą i niebieskimi oczami a on niebieski srebrny van z brązowymi oczami. — Kotka zrobiła kilka wdechów. Uczeń był pod wrażeniem, że kotce chciało się wymieniać tyle kotów oraz to, co je wyróżniało. Rudzielec najbardziej pamiętał tylko opis dwóch pierwszych kotów, a resztę pamiętał przez mgłę i przypomniałby sobie o nich tylko wtedy, gdyby ktoś powiedział ich imiona lub coś więcej.
— Naliczyłem tak nie więcej dziesięć kotów z tego, co powiedziałaś. To tak jakby część tych kotów co odpoczywa aktualnie w obozie, nagle zniknęła bez śladu.
Wyobrażając sobie, że nagle starsi, którzy byli w swoim legowisku, lub wojownicy, którzy wymieniali się językami, mieli ot tak zniknąć, poczuł dyskomfort. Czułby wtedy, że przestrzeń dziwnie się powiększyła wokół. Myślał na początku, że uciekinierów było tylko kilku, ale gdy policzył, ile ich naprawdę było, skłoniło go to do większej refleksji. Nawet pół klanu może kiedyś okazać się zdrajcami.
— Tak, to dużo. Przez ich odejście Klan Wilka został zraniony, ale szybko się podniósł i sam zobacz, jak teraz dobrze sobie radzimy. Nie ma żadnej różnicy między czasami, gdy oni tu byli, a obecnymi. Jesteśmy tak samo liczni, jak kiedyś, choć jest jeden pozytyw. Teraz zostały u nas tylko koty wdzięczne i wierne naszemu klanowi. Koty takie jak ty i ja zmieniają nasz klan na lepszy. Widzisz, jak nasza rodzina i koty wierzące w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, trzymają wszystko w ryzach? Dzięki łasce Mrocznych Przodków nie musimy się bać o przyszłość, nawet jeśli nieraz była ona niepewna. Dlatego najważniejsze jest to, by ciężko pracować nie tylko dla klanu, ale też dla rodziny, dla potężnych Przodków, ale i też dla siebie, by nasz klan był jeszcze lepszy z każdym wschodem słońca.
Te słowa były tak inspirujące, że kocur wziął je do swojego serca, wypełnionego po same brzegi wiarą w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd.
— Ognikowa Słoto, chcę być taki jak ty, mój ojciec, babcia, Kocimiętkowy Wir, Nadciągający Pomrok i reszta kotów, która wierzy w Mroczną Puszczę. Chcę być najlepszą wersją siebie każdego dnia, która jest idealnym wyznawcą Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. — Naprawdę chciał taki być. Chciał każdego dnia pokazywać, że każdy może być z niego dumny, że nie będzie zawodem rodziny, jak ci zdrajcy.
— Cieszę się z tego powodu, Cętkowano Łapo. Moglibyśmy tak cały czas rozmawiać o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd! To wspaniałe miejsce, gdzie trafiają tylko najlepsi, ale byłabym okropną ciotką, gdybym nie zapytała, jak poszły treningi mojego bratanka.
No przecież! Zapomniał już, że chciał pochwalić się jedynie tym, co dobrze mu poszło, bo porażką było trudno mu się chwalić.
— Raczej dobrze. Dzisiaj z Tropiącą Łaską ćwiczyliśmy orientację w tunelach. Gdy w nich byłem, to było tak ciemno, że właściwie czułem się tak, jak wtedy gdy byłem wystawiany na próbę w lesie wieczorem, ale nie miałem z tym problemu. Tropiąca Łaska nawet nic nie powiedziała o mnie złego. Jeszcze przed tym babcia i moja mentorka zabrały mnie i Seradelową Łapę, by poćwiczyć walkę. Walczyliśmy długo, ale babcia nam przerwała i powiedziała, że dobrze walczyliśmy, po czym poszła z Seradelą i już zostałem sam z moją mentorką — odpowiedział krótko, jak zwykle nie umiejąc tworzyć dłuższych zdań wypowiedzi.
— Czyli słyszę, że przykładasz się do treningów. Obyś nie zbaczał z formy.
Dzięki temu, że nie powiedział Ognistej Słocie, że przegrał z córką Wrotyczowej Szramy, patrzyła na niego pozytywnie. Pewnie, gdyby dopowiedział ten niewygodny dla niego fakt, to może by skrzywiłaby się, a nie chciał, żeby ktoś w jego rodzinie źle się czuł z jego powodu.
— Ciociu, a chciałabyś kiedyś mnie zabrać na polowanie, tak we dwoje? Chciałbym z tobą spędzić czas i nauczyć się czegoś więcej niż od Tropiącej Łaski, jesteś w końcu mistrzynią a moja mentorka nie. — Popatrzył na nią błagalnymi oczami. Jego ciocia jest super i naprawdę chciałby się z nią częściej widywać i rozmawiać z nią o klanowej codzienności.
— Ognikowa Słoto, chcę być taki jak ty, mój ojciec, babcia, Kocimiętkowy Wir, Nadciągający Pomrok i reszta kotów, która wierzy w Mroczną Puszczę. Chcę być najlepszą wersją siebie każdego dnia, która jest idealnym wyznawcą Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. — Naprawdę chciał taki być. Chciał każdego dnia pokazywać, że każdy może być z niego dumny, że nie będzie zawodem rodziny, jak ci zdrajcy.
— Cieszę się z tego powodu, Cętkowano Łapo. Moglibyśmy tak cały czas rozmawiać o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd! To wspaniałe miejsce, gdzie trafiają tylko najlepsi, ale byłabym okropną ciotką, gdybym nie zapytała, jak poszły treningi mojego bratanka.
No przecież! Zapomniał już, że chciał pochwalić się jedynie tym, co dobrze mu poszło, bo porażką było trudno mu się chwalić.
— Raczej dobrze. Dzisiaj z Tropiącą Łaską ćwiczyliśmy orientację w tunelach. Gdy w nich byłem, to było tak ciemno, że właściwie czułem się tak, jak wtedy gdy byłem wystawiany na próbę w lesie wieczorem, ale nie miałem z tym problemu. Tropiąca Łaska nawet nic nie powiedziała o mnie złego. Jeszcze przed tym babcia i moja mentorka zabrały mnie i Seradelową Łapę, by poćwiczyć walkę. Walczyliśmy długo, ale babcia nam przerwała i powiedziała, że dobrze walczyliśmy, po czym poszła z Seradelą i już zostałem sam z moją mentorką — odpowiedział krótko, jak zwykle nie umiejąc tworzyć dłuższych zdań wypowiedzi.
— Czyli słyszę, że przykładasz się do treningów. Obyś nie zbaczał z formy.
Dzięki temu, że nie powiedział Ognistej Słocie, że przegrał z córką Wrotyczowej Szramy, patrzyła na niego pozytywnie. Pewnie, gdyby dopowiedział ten niewygodny dla niego fakt, to może by skrzywiłaby się, a nie chciał, żeby ktoś w jego rodzinie źle się czuł z jego powodu.
— Ciociu, a chciałabyś kiedyś mnie zabrać na polowanie, tak we dwoje? Chciałbym z tobą spędzić czas i nauczyć się czegoś więcej niż od Tropiącej Łaski, jesteś w końcu mistrzynią a moja mentorka nie. — Popatrzył na nią błagalnymi oczami. Jego ciocia jest super i naprawdę chciałby się z nią częściej widywać i rozmawiać z nią o klanowej codzienności.
<Ciociu, upolujemy coś razem?>
[1901 słów + udział w pojedynkach uczniów + nawigacja w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz