Pora nowych liści powoli dobiegała końca, a każdy korzystał z coraz to lepszych warunków pogodowych. Czekoladowy co dzień przebudzał się ze snu dość wcześnie, mając zamiar ustalić patrole na kolejne pory dnia – poranny zawsze był wyznaczany wieczorem poprzedniego dnia. Czasem zdarzało się, że Krucze Pióro wyznaczał koty, wcześniej w jakimś stopniu konsultując to ze swoim bratem. Ich relacja może nie była najlepsza, lecz najważniejsze, że nie skakali sobie do gardeł przy byle okazji, jednookiego nie obchodziło, co dymny robi w ciągu dnia, czy wypełnia swoje obowiązki. Zdawał sobie sprawę, że księżyce temu coś między nim a Kwaśną Kocanką zaiskrzyło — raz się zdarzyło, że Pustułkowy Szpon ingerował w ich kwestii i do dziś dnia starszy miał uraz do brata o to. Dlatego też, nie chcąc jeszcze bardziej pogarszać i tak już napiętej relacji między nimi, postanowił nie poruszać tej kwestii, nawet słownie.
Zastępca powoli podniósł się z posłania do pozycji pionowej, chcąc wymyć sierść po śnie, który jeszcze nieco trzymał się jego powiek, samoistnie je zamykając. Kocur się tym nie przejmował, skupiając swoją uwagę na pociągnięciach języka wzdłuż kierunku, w którym układała się jego szata. Dawniej, by się nie przejmował czymś takim, jak pielęgnacja, lecz po śmierci Makowego Nowiu zaszły w jego życiu spore zmiany.
Kiedy tylko zakończył swoją poranną rutynę, podniósł się z już nieco zużytego mchu, by następnie opuścić legowisko wojowników. Dotychczas nie zwracał uwagi, czy ktoś jeszcze oprócz niego wstał, lecz wystarczyło wyjść na polanę, aby dostrzegł trójkę kotów, które wybrał do patrolu. Cykoriowy Cykor w oczach zastępcy nic się nie zmieniła od momentu, kiedy wziął ją i córkę na wspólny trening, gdy obie były jeszcze uczennicami. Uważał, że pręgowana nie zasługuje na ucznia, Zalotna Gwiazda podobnie, gdyż przydzieliła wojowniczce Garbatą Łapę. Bicolor był idealnym wychowankiem dla kotki. Na ich widok czekoladowy jedynie zastrzygł naderwanym uchem, ukrywając grymas, który wyjątkowo cisnął mu się na pysk. Na szczęście wczoraj przemyślał kwestię kolejnego członka patrolu, wybierając Ognikową Słotę – szylkretka wraz z siostrą i Kocimiętkowym Wirem szybko awansowały w klanowej hierarchii na mistrzynie. Dawniej stanowisko to piastował ojciec Lamentującej Toni, który zginął z jego łap, oraz Mroczna Wizja, która z uwagi na swój wiek, musiała przenieść się do legowiska starszyzny.
Chcąc mieć wszelkie grzeczności za sobą, skinął głową w stronę pierwszej dwójki, choć robił to niechętnie, by następnie podejść do brązowookiej i razem na czele patrolu opuścić obozu klanu. Wybór mistrzyni oraz swój własny udział w obchodach wilczackich terenów nie był przypadkowy. Zielonooki chciał się dowiedzieć, jak młodsza wraz z rówieśniczkami radzi sobie na obecnym stanowisku, mając zamiar przy okazji dowiedzieć się, kiedy planują trening dla wojowników. Tego typu praktyki z założenia miały się odbywać codziennie, lecz Pustułkowy Szpon nie przypominał sobie, by jego matka tak często organizowała szkolenia, jeśli w ogóle to robiła. Kocurowi było ciężko przyznać przed samym sobą, że Mroczna Wizja mogłaby się dopuścić zaniedbania swych obowiązków.
— Jak Ci idzie wypełnianie obowiązków, Ognikowa Słoto? — spytał prosto z mostu.
<Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz