Kiedy tylko pierwsza fala szoku nowymi członkami Owocowego Lasu minęła, biała miała wrażenie, jakby każdy w jakiś sposób odetchnął, nawet jeśli zwiadowcy i wojownicy mieli więcej do roboty przez kolejne pyski do wykarmienia. Uczennica zastanawiała się nawet, czy by samej nie spróbować zapolować lub nieco ograniczyć ilość piszczek, które brała ze stosu — szybko jednak zrezygnowała z obu pomysłów, uznając, że w przypadku pierwszego nie będzie z siebie jakiegoś pośmiewiska robić, a przy drugim to po prostu byłoby głupotą głodzić się z powodu paru nowych kotów. Szczególnie że była pora nowych liście, więc zwierzyny aż tak nie brakowało, jak w czasie nagich drzew, kiedy to przymrozki dają o sobie znać na niemal każdym kroku.
Wraz z Purpurą właśnie wracała ze zbierania ziół, by uzupełnić braki po zimniejszej porze roku. Przy okazji wojownik niósł w pysku upolowaną wiewiórkę, która w czasie ich wyprawy popełniła największy błąd życia, zbliżając się do dwójki Owocniaków. Oboje przez większość czasu byli niczym myszy w poszyciu, kiedy uczennica zbierała rośliny do składziku, dlatego też rude stworzenie za późno zdało sobie sprawę z zagrożenia, schodząc z drzewa. Purpura nie wahał się, kiedy tylko gryzoń znalazł się w zasięgu jego skoku. Mistral nawet powieka nie drgnęła na ruch starszego — była zbyt zajęta zbieraniem ziół, by przejmować się zwierzyną, plus ufała wojownikowi, że w razie zagrożenia ją obroni.
Ledwo przekroczyła obóz, a już jakiś kociak przebiegł jej przed łapami. Machnęła ogonem, przez przypadek trącając Purpurę, hamując się przed wydaniem z siebie zdenerwowanego fuknięcia. Może i przeszła sporą zmianę charakteru dzięki Purchawce, jednak mimo to nie lubiła, kiedy jakiś kociak plątał się jej pod łapami. Wojownik spojrzał na nią pytającym spojrzeniem, na co kotka przepraszająco się do niego uśmiechnęła, by następnie rozejść się w swoje strony — liliowy do stosu, a biała do dziupli. Przywitała się skinięciem głowy z Wiciokrzewem i Gołąbkiem, którzy byli zajęci treningiem młodszego. Fakt, iż zielonooki miał aż dwójkę uczniów na raz, motywował Mistral, by jak najszybciej ukończyć swoje szkolenie i objąć profesję, które długi czas było puste, jakby czekało na nią.
— Mistral, możesz się z-zająć Kroplą? — Do jej uszu dobiegł głos ojca.
— Zaraz! — odpowiedziała, przyspieszając swoje ruchu w składziku. Po dłuższej chwili wyłoniła się i przywitała z kotką, która ledwo powstrzymywała się przed drapaniem. Niebieskookiej to wystarczyło, by na szybko zniknąć po aksamitkę i wrócić z nią do chorej. Płatki wraz z liśćmi przeżuła na papkę i zaczęła ją nakładać w miejscach, gdzie stróż czuł swędzenie.
Kiedy tylko Kropla opuścił legowiska uzdrowicieli, uczennica sama chciała to uczynić, chcąc wziąć coś na ząb.
— Chcecie coś ze stosu? — spytała dwójkę kocurów.
— Ja chce nornicę! — odparł radośnie bury. Niebieskooka skinęła głową, jako znak, że przyjęła jego prośbę do wiadomości.
— Sam później coś w-wezmę… — poinformował liliowy, co spotkało się z mało przychylnym spojrzeniem córki.
— Trzymam za słowo, inaczej powiem Purchawce — rzuciła, by następnie skierować się do wyjścia. Miała szczęście, że stos ze zwierzyną był tuż obok ich legowiska, więc daleko nie musiała chodzić, choć i tak to wystarczyło, aby jakiś kociak wpadł na nią. — Uważaj! — fuknęła na jedno z dzieci Figi. Dopiero po chwili zdała sobie z tego sprawę, a wolałaby nie ściągać na siebie gniewu zastępczyni. — Znaczy, uważaj następnym razem malcu, co? Następnym razem możesz nie mieć tyle szczęścia — poprawiła się, posyłając kociakowi uśmiech.
<Wrono?>
[534 słowa]
Wyleczeni: Kropla
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz