Przeszłość
Po niedawnych wydarzenia w Owocowym Lesie niebieskooka zaczynała się coraz bardziej martwić stanem liliowego uzdrowiciela. Często z nieco zmrużonymi oczami obserwowała kocura, doszukując się każdych oznak, świadczących o jego pogorszonym stanie. Nie wiedziała zbytnio co z tym zrobić, biorąc pod uwagę, iż coś na wzór empatii wobec innych pojawiło się u niej coś niedawno i głównie za sprawą Purchawki. Dymna po tylu księżycach stała się niemal matką dla uczennicy — biała z czasem zaczęła być zapatrzona w nią jako wzór do naśladowania. Mistral podziwiała to, jak większość Owocniaków aż lgnie do jej ciepła. Młódka nawet przestała z jakąkolwiek niechęcią uczęszczać na spotkania organizowane przez szamankę. Ba! Sama nawet zaczęła się na nich udzielać, dzieląc się swoim strachem przed lisami. Kiedy tylko podzieliła się z innymi starym, bolesnym wspomnieniem, poczuła, jakby ktoś zdjął z jej barków niewyobrażalny ciężar.
Prowadząc swoje obserwacje, podążała często za kocurem niemal krok w kroku. Podobnie było w przypadku, kiedy to Wiciokrzew wraz z Purchawką wyszli z dziupli do legowiska starszyzny. Młódka pozostała na zewnątrz, czekając, aż zielonooki zakończy podawanie ziół choremu Lisowi. Biała już dawno zakończyła swe kąśliwe przytyki wobec starszego, lecz nadal widziała jego obawy, kiedy to mieli ze sobą styczność. Czuła palące poczucie winy na samą myśl swojego wcześniejszego zachowania wobec mentora, jednak za każdym razem, kiedy próbowała go przeprosić, rezygnowała z tego pomysłu lub zmieniała temat.
Zamyślona, nie zauważyła, kiedy to Wiciokrzew opuszczał odwiedzane legowisko, by następnie wpaść na córkę. Tej na szczęście udało się zachować równowagę, dzięki czemu uniknęła upadku. Kiedy miała pewność, że stoi stabilnie, skierowała swoje spojrzenie na pysk uzdrowiciela, nawiązując z nim krótki kontakt wzrokowy, który został przerwany ze strony liliowego.
— Czy… coś Cię gryzie? — spytała nieco niepewnie, nie będąc pewna, czy powinna poruszać ten temat, jednak coś jej mówiło, że musi. — I nie mów, że nic, bo widać, że coś jest nie tak. Proszę… Jesteś moim mentorem i jednocześnie kotem, który mnie i brata ocalił przed śmiercią w lesie, dlatego… Chce wiedzieć, co się dzieje.
«★»
Obecnie
Niebieskooka miała wrażenie, że odkąd do Owocowego Lasu dołączyło parę nowych kotów, to ma łapy pełne roboty. A jakby tego było mało, to Purchawka musiała się przenieść do kociarni, gdyż lada dzień miała się spodziewać kociąt, mających być symbolem sojuszu z Klanem Burzy. Mistral nie była do końca przekonana, ogólnie sam zamysł sojuszniczego miotu jej nie przypadł do gustu, lecz nic nie mogła z tym zrobić, w końcu nadal była uczennicą, choć coś czuła, że niedługo ulegnie to zmianie.
Wracając do obecnej sytuacji w obozie, nie tylko ona miała łapy pełne roboty, gdyż nowo przybyli zostali więźniami, których ktoś musiał w końcu pilnować, nie? Dodatkowo pewna wśród nich szylkretka podobno miała łapy zbrukane niewinną krwią. Sama Purchawka zaoferowała się z pomocą resocjalizacji morderczyni — przyszła zielarka Owocniaków nie była do końca przekonana ani tym bardziej zadowolona z pomysłu, lecz ufała szamance, choć czasem obawiała się o jej życie, kiedy to przychodzili po Rysi Trop. Jednakże odkąd dymna przeniosła się do żłobka, spotkania dla chętnych nieco stanęły pod znakiem zapytania.
Mistral raz na jakiś czas przychodziła odwiedzić więźniów, a bardziej to spytać się pilnujących ich kotów, czy ktoś z przetrzymywanych pod nadzorem potrzebuje pomocy. Za którymś razem usłyszała, że szylkret, Poziomkowa Polana, ma sztywną kończynę. Poprosiła strażników o możliwość porozmawiania z kocurem — chwilę później znalazła się w dole pod opieką jednego z wartowników, by przeprowadzić krótką rozmowę z chorym. Kocur był dość nieśmiały i niemal, co słowo się jąkał. Dawniej niebieskooka, by już po paru słowach Poziomka stała w tej dziurze zirytowana i zniecierpliwiona, jednak teraz? Istna oaza spokoju z drobnym uśmiechem na pysku, mającym zapewnić rozmówcę, że wszystko w porządku i uczennica go wysłucha.
Kiedy tylko kocur zakończył swój monolog o urazie, młódka skinęła głową i po poinformowaniu, że zaraz wróci, skierowała się w stronę, z której przyszła, by po wyjściu z dziury od razu udać się do legowiska uzdrowicieli. Nie zwracając uwagi, czy Wiciokrzew i jego kolejny uczeń znajdują się w dziupli, skierowała swoje kroki do składziku, z którego wzięła korzeń żywokostu i ziarna maku. Jego pikantny zapach niemal od razu uderzył w nozdrza białej, lecz ta jakby znieczulona na to, wybyła chwilę później z dziupli. Dość szybko powróciła do więźniów — strażnicy bez pytania pozwolili jej zejść do osadzonych. Kocur nadal znajdował się w miejscu, gdzie wcześniej go zostawiła.
Przykucnęła przy chorym, podając mu najpierw mak. Nim przeżuje żywokost na papkę i nałoży na bark, musiała wcześniej nastawić kończynę, co do przyjemniejszych należeć nie będzie. Gdy była w miarę pewna, że zjedzone przez Poziomka ziarna uśmierzą ból, poprosiła wartownika o pomoc, by następnie dość wyćwiczonym ruchem nastawić bark. Oczywiście, tak czy siak, szylkret zawył z bólu, jednak ten był mniejszy niż gdyby nie zjadł wcześniej ziaren maku.
Ignorując nieco przeszywające spojrzenia pozostały więźniów, wzięła przyniesiony korzeń żywokostu, by zacząć go przeżuwać na papkę. Może sprawiała wrażenie persony bez uczuć, skoro kompletnie zignorowała wcześniejszy krzyk ze strony Poziomka.
— Gotowe, przez parę dni będę przychodzić i sprawdzać Twój stan — oznajmiła, zerkając później na kota, który schodzić z nią do tej przeklętej dziury.
«★»
Zmęczona, nawet nie wiedząc zbytnio po czym, padła na posłanie w legowisku uzdrowicieli akurat w momencie, kiedy Wiciokrzew zjawił się w dziupli. Lekko machnęła ogonem z lawendą od Purchawki, od razu zaczynając śledzić kocura wzrokiem — dałabym sobie łapę uciąć, że widziała, jak kocur wzdrygnął się pod ciężarem jej spojrzenia.
<Wiciokrzewie?>
[879 słów]
Wyleczeni: Poziomkowa Polana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz