Przeszłość, pora nagich drzew
Ostatnia rozmowa z Dzikim Berberysem była… ciężka. Czarny nie angażował się w żadne polityczne kwestie w klanie – on nawet sam przez długi czas nie angażował się w klanowe życie, był niczym cień pozostałych Burzaków, nieobecny, grający jedynie tło dla pozostałych. Dopiero od niedawna powoli wracał do żywych i Rudzikowe Skrzydełko nie musiała go siłą wyciągać z legowiska. Zielonooki powoli zaczynał się udzielać, coraz częściej można było go spotkać poza ciemną norą, co zdecydowanie cieszyło pewną srebrną kotkę. Ruda, kiedy tylko miała okazję, to wyciągała Szakłaka i Płomykówkę na wspólne wyjścia poza obóz – starszy nie protestował, nieco podzielając radość młodszej, Płomykówka natomiast była w tym wszystkim jako przyzwoitka dla siostry, by ta nie zrobiła nic głupiego, ani nie męczyła nadto swojego przyjaciela.
Chyba każdy w klanie przywykł, że obowiązki Króliczej Gwiazdy tak naprawdę są wykonywane przez jego syna, Zawodzące Echo. Poczciwemu Szakłakowi to nie przeszkadzało – można, by rzec, że go ta kwestia nie obchodziła, dopóki koty nie zabijały się nawzajem na masową skalę. A to, że część kotów zmarła za kadencji czarno-białego lider, to nie jest czymś szokującym, przecież w innym klanach też zapewne dochodzi do morderstw, zdrad i tym podobnych. Może i to podejście robiło z niego mało empatyczną personę, jednakże dla niego najważniejsze jest, by mieć w tym szarym świecie jakieś swoje miejsce i nie umierać z głodu lub odwodnienia.
Nie zgłaszał żadnego sprzeciwu, kiedy to zastępca wyznaczył patrol z jego i Berberysu udziałem. Rudy od ich ostatniej konwersacji unikał starszego, co nie wzruszyło go w żadnym stopniu – nawet nie odczuł tej różnicy, zbyt przyzwyczajony do przebywania jedyne we własnym towarzystwie. Miał nadzieje, że ten patrol będzie przebiegać w spokojniejszy sposób niż poprzedni.
— Nadal uważasz, że Królicza Gwiazda słusznie postępuje i jego błędy powinny być wybaczane? — powiedział nonszalancko. — Minęło trochę czasu od naszej ostatniej, dość poważnej rozmowy… No i Klan Burzy stracił wiele dobrych wojowników, jak i kotów, które powinny zostać zauważone wcześniej. Tyle problemów i niedociągnięć… Czy zmieniłeś zdanie?
Poczciwy Szakłak jedynie pozwoli sobie na ciężkie westchnienie. Nie rozumiał tego młodego pokolenia, ciągle coś im nie pasowało, jakby nie mogli cieszyć się z tego, co cokolwiek mają. Wiedział, jak to jest stracić kogoś bliskiego, jednak, by od razu mieć problem do lidera?
— Berberysie, proszę Cię… Doskonale wiesz, że bardzo długo nie angażowałem się w życie klanu, z częścią spraw nadal nie jestem na bieżąco, więc nie będę się wypowiadać na temat lidera z uwagi na szacunek wobec starszych oraz kulturę. Jeśli szukasz, kogoś z kim możesz obgadywać rządy Króliczej Gwiazdy, to obecnie szukasz u złego Burzaka — oznajmił, a następnie przyspieszył kroku, uważając rozmowę za zakończoną.
Nie chciał być niemiły dla młodszego, lecz odnosił wrażenie, że tylko w ten sposób uświadomi kocura, że nie chcę poruszać tego typu tematów ani nie będzie się w nich udzielać z własnych powodów. Liczył, że rudy uszanuje jego zdanie i nie będzie próbował ciągnąć tej jednostronnej rozmowy – chciał we względnym spokoju odbyć patrol i wrócić do ciepłego legowiska. Już czuł, jak poduszki łap zamieniają mu się w jakieś mrożonki.
<Dziki Berberysie? Zlituj się nad starszym…>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz