Przeszłość, wczesna pora nagich drzew
Dni na wyspie z dala od innych zdawały się zlewa w jedno, już nawet nie potrafił ich rozdzielić na mniejsze części czasu – choć najchętniej wolałby, aby to wszystko było jedynie długim koszmarem, że lada chwila wybudzi się ze snu, a jego rodzina nie będzie o nic podejrzewana. Na szczęście Szałwiowe Serce ich stamtąd wyciągnął, gdyby nie on, to liliowy czuł, że jeszcze dzień, a popadłby w obłęd. Nie wiedział, o co chodziło Mandarynkowej Gwieździe z tym wszystkim, lecz kiedy tylko na nowo znalazł się w obozie, czuł się… obco. To nie był ten sam klan, któremu chciał udowodnić, że nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek zdradami ze strony dalszej rodziny. Minęło może parę dni, a na każdym kroku czuł zawistne spojrzenia innych Nocniaków.
Czy tak ma wyglądać klan? Wystarczy jeden powód, by wszyscy nagle zaczęli Cię nienawidzić? Czemu to ty masz płacić za błędy innych lub co lepsze, zmarłych? Naprawdę wystarczy urodzić się w złej rodzinie, z niewłaściwym kolorem sierści, by każdy traktował Cię jak najgorsze rybie flaki? Tylko tyle potrzeba?!
Poirytowany swoją bezsilnością, przeciął ogonem przestrzeń za sobą, kiedy to jego łapy same krążyły wzdłuż rzeki, gdzie kiedyś spotkał Osetka, choć już nawet nie pamiętał, kiedy to było. Miał wrażenie, że przez tę izolację od reszty świata jego umysł zlepił wszystkie możliwe dni w jedną całość, by zminimalizować straty w zdrowiu psychicznym. Niezmiernie go to irytowało, gdyż przez to nadal miał problemy z określeniem czasu, nawet ostatnich dni nie był pewny.
— A niech to wszystko woda pochłonie! — fuknął, nie przejmując się tym, że ktoś może go usłyszeć. W sumie może nawet lepiej, jak zostanie porwany przez Dwunożnych, to nie będzie musiał się przejmować tym wszystkim. Marzył, by odejść, zostawić to wszystko za sobą, lecz za bardzo kochał matkę, ojca i siostry, by ot tak opuścić Klanu Nocy.
Miał właśnie zaczynać litanie wyzwisk w stronę każdego Nocniaka, który uważał się za lepszego od jego rodziny czy też czekoladowy kotów, kiedy usłyszał szelest po drugiej rzeki. Jego łapy od razu zatrzymała się, niczym głęboko osadzone korzenie w ziemi, a on sam nasłuchiwał – każdy inny z klanu, by od razu buńczucznie zareagował na możliwego samotnika, lecz nie liliowy. Jemu koło ogona latał fakt, iż jakiś głodny kot spoza ich społeczności może przekroczyć granicę w poszukiwaniu jedzenia. Jednakże, kiedy zamiast jakiegoś nieznajomego włóczęgi ujrzał Osetka, aż zamrugał kilka razy, jakby nie dowierzając w to, co widzi.
— Nie wierzę, to ty! — odparł młodszy, podchodząc bliżej koryta wody. — Długo cię nie widziałem. Zastanawiałem się, czemu już tu nie przychodzisz, wiesz? — mówił dalej, poruszając wąsami z rozbawienia. — Coś ci się stało przez te księżyce? Złamałeś łapę, czy coś? — zażartował, przechylając głowę, choć niebieskookiemu do śmiechu nie było.
Gdy tylko pierwszy szok minął, ruszył z dotychczasowego miejsca, podchodząc na tyle blisko wody między nimi, że jego biel na łapach przykrywała, płynąca ciesz. Z niewyobrażalną chęci, by przekroczył tę naturalną granicę, lecz nie mógł, nie kiedy w obozie pozostała jego rodzina.
— Niestety, ale mi do śmiechu nie jest, Osetku — mruknął, zanurzając pazury w mule. Nie chciał przestraszyć tym samotnika ani okazywać w ten sposób swoją niechęć do jego obecności tutaj, lecz na samo wspomnienie czuł, jak wszystko na nowo się w nim gotuje. — Wraz z rodziną zostałem niesłusznie oskarżony o zdradę — przyznał wprost. Nie zamierzał milczeć, o nie! Jeśli będzie trzeba, to wykrzyczy każdemu, jak Mandarynkowa Gwiazda traktuje swoich wojowników.
— Oskarżony? O zdradę? — dopytywał zielonooki, jakby jemu samemu było ciężko w to uwierzyć.
— Jednego dnia spokojnie wypełniałem swoje obowiązki, by następnego zostać uwięziony na jednej z wysp blisko obozu bez żadnych wyjaśnień. Potraktowano nas jak najgorszych przestępców. Wydzielano niewielką ilość jedzenia, taką byśmy przeżyli, zero kontaktu z innym, a jeśli już, to potem podobny dany kot był podejrzewany o współudział. To jest chore, co się tam dzieje! — mówił bez zastanowienia. Jeśli w ten sposób zdradzi samotnikowi jakieś ważne informacje to trudno, po tym, co klan zrobił, nie będzie im lojalny. — Jak to jest być samotnikiem? — spytał nagle, zmieniając temat.
<Osetku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz