Młódka wylegiwała się w słonecznej części polany obozu. Jej plecy były przyjemnie ogrzewane przez zieloną trawę, która wcześniej była wystawiona na działanie promieni wielkiej, jasnej kuli na niebie. Po błękitnym nieboskłonie leniwie przemieszczały się w wyższych partiach, gdzie kocie oko nie było w stanie sięgnąć. Ptaki głównie latały niżej, więc przyszła zielarka Owocowego Lasu mogło dostrzec ich sylwetki na tle białych, pierzastych obłoków. Dopiero niedawno pojęła, co tak naprawdę urzekało szamankę w obserwacji nieba, że kiedy tylko mogła, to biała mogła ją znaleźć leżącą w centrum obozu ze wzrokiem utkwionym w niebie. Starsza też lubowała się w nazywaniu chmur, jakby miało to sprawić, że te pozostaną w danym kształcie, niestrudzenie opierające się bezlitosnym prądom wiatru, które pchał je dalej, naruszając delikatną strukturę.
Niebieskie oczy leniwie śledziły ruch coraz to kolejnych chmur, kiedy ta, którą wzięła za obiekt obserwacji, znikała, przysłonięta koronami drzew, otaczającego ją lasu. Po chwili ciężko westchnęła, czując, jak jej ciało rozluźnia się coraz bardziej – tego jej właśnie było trzeba. W ostatnich dniach starał się, jak mogła, by pokazać Wiciokrzewu, że jest gotowa ukończyć szkolenie i zająć stanowisko oficjalnego zielarza Owocowego Lasu, szczególnie iż to kocur teraz dźwigał na barkach zdrowie pobratymców, gdyż szamanka przebywała w kociarni, a on był jedynym uzdrowicielem po tym, jak Poranek postanowił zakończyć swoje życie wśród nich. Tylko że wcześniej nie było takiego problemu, jak teraz, ponieważ mieli jeszcze Purchawkę, a dymna teraz była zajęta wychowywaniem potomstwa. Mistral nie miała serca jej o cokolwiek prosić w kierunku jej mianowania, gdyż doskonale wiedziała, że zgodnie z sojuszem część kociąt zostanie oddana pod opiekę ojca za parę księżyców, więc starsza zapewne chciała, jak najwięcej czasu spędzić z nimi.
W końcu oderwała spojrzenie od nieba, by skierować je na legowisko starszyzny. Te znajdowało się pomiędzy dwoma krzewami kaliny, które kolejno to od bliźniaczych klonów zajmowali stróżowie i królowe z kociętami. Środkowy krzew zajmowała czwórka kotów, a wśród nich dawna liderka oraz jej zastępczyni, Przypływ z Pieczarką. Ich towarzyszami była najstarsza kotka, Kajzerka, oraz Lis, który był niewiele starszy od niej, lecz z powodu ran odniesionych po spotkaniu z rudym drapieżnikiem, nie był w stanie kontynuować szkolenia na stróża, biorąc też pod uwagę jego poważne problemy z równowagą. Kocur nie był w stanie ustać nawet na łapach, szczególnie że jedna z nich była na tyle zmasakrowana, że przez księżyce źle się zrosła i tak naprawdę nie nadawała się do użytku.
Młody Lis był zdecydowanie najbardziej wymagającym kotem w Owocowym Lesie pod względem opieki uzdrowicieli. Z Pieczarką było podobnie, gdyż po walce z bobrami straciła kończynę – niby nic wielkiego patrząc na to, iż Wiciokrzew także kiedyś stracił łapę, lecz on był młodszy od dawnej liderki. Na szczęście uzdrowiciele nie byli sami sobie pozostawienie z opieką nad starszymi, gdyż byli jeszcze stróżowie mieszkający tuż obok. Każdy z nich posiadał bardzo podstawową wiedzę medyczną, będąc w stanie odciążyć uzdrowicieli, biorąc się za leczenie mniej poważnych obrażeń, które najczęściej wymagały jedynie opatrunku.
Wiciokrzew wraz z Gołąbkiem znajdował się u starszych, kiedy to Mistral spostrzegła ruch przy żłobku. Niebieskie ślepia od razu skierowały się na kota, który opuszczał kalinę – jej źrenice zwęziły się nieco, kiedy to ujrzała Purchawkę, która zmierzała w stronę uczennicy. Od razu obróciła się na brzuch i wstała z ziemi.
— Purchawko — zaczęła, lecz została uciszona przez szamankę.
— Lubczyk i floks.
— Co? — spytała zdziwiona, nie rozumiejąc słów żółtookiej.
— Na co podajemy lubczyk i floks.
— Zmieszane razem pomagają w leczeniu kaszlu.
— Macierzanka?
— Łagodzi nerwowość, niepokój i stres.
— Olcha?
— Pomaga przy bólu zęba.
— Tatarak?
— Na infekcje. — Z ostatnią odpowiedzią białej, dymna skinęła głową, a jej pysk przyozdabiał uśmiech. Po tym kotka odeszła bez słowa pod drzewo, gdzie mieściło się legowisko Czereśni.
Szok nadal trzymał się uczennicy, kiedy obserwowała rozmowę między Purchawką a liderem Owocowego Lasu, nie rozumiejąc zbytnio zachowania królowej. Dopiero po chwili otrząsnęła się z tego stanu i od razu zerknęła do żłóbka, Rohan obserwowała zabawę swoich kociąt z czwórką od czarnej. Mimowolnie odetchnęła z ulgą na ten widok – nie wiedziała czemu, ale obawiała się, że kotka mogła ot tak zostawić potomstwo bez jakiejkolwiek opieki.
«★»
Dziwne zachowanie Purchawki wyjaśniło się, kiedy to w czasie Wysokiego Słońca czekoladowy lider zwołał Owocniaków. Każdy był ciekaw powodu, dla którego Czereśnia postanowił ich zebrać w jednym miejscu. Żółtooki znajdował się na najniższej gałęzi topoli i kiedy tłum w miarę ucich, rozpoczął przemowę:
— Mistral, wystąp.
Niebieskooka zdziwiona rozejrzała się po zebranych, szukając wzrokiem Purchawki. Kotka stała w wejściu do żłobka wraz z Rohan i kociakami, a jej pysk zdobił uśmiech dumy ze swojej uczennicy. Dopiero po chwili wyszła przed innych, stając przed Czereśnią, który nad nią górował.
— Najwyższy czas, abyś stała się zielarzem, zajmując profesję, która długo pozostawała pusta. Wykazałaś się wytrwałością i empatią. Czy przysięgasz pozostać lojalna naszej społeczności i dbać o jej zdrowie?
— Przysięgam.
— A zatem witamy cię jako nowego zielarza Owocowego Lasu! — Zebrani od razu zaczęli głośno skandować imię młódki.
O zmierzchu kotka wyszła wraz z szamanką poza obóz, by jej już dawna uczennica odbyła ostatnią ceremonię tego dnia, czyli rytuał Poznania Oblicza Swego Mienia, gdzie otrzyma także Imię Duszy. Każdy kot inaczej odkrywał swoje imię, dlatego też biała nieco się stresowała, szczególnie przez to, że mentorka poświęcała jej czas, który powinien być przeznaczony dla kociąt. Na szczęście daleko nie odeszły, kiedy zawiał silny wiatr, zrywając z drzew jeszcze parę młodych i słabych liści, które zaczęły tańczyć wokół ich dwójki.
— Chyba już poznałaś swoje mienie, Orkanie Muskający Skraj Przepaści.
«★»
Sprawnie wróciły do obozu, od razu udając się do żłobka, gdzie cztery kociaki czekały na swoją mamę. Mistral już im nie przeszkadzała, chcąc porozmawiać chwilę z Rohan, jednak jej uwagę przykuł młoda szylkretka, która zdawała się ją zabijać wzrokiem. Mimowolnie się wzdrygnęła, nim postanowiła podejść do młódki.
— Witaj Mordor.
<Mordor?>
[937 słów]
[19%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz