— Całkiem dobry pomysł… Nie spodziewałam się tego po tobie — zaśmiała się, wbijając czule szpileczkę w wojownika.
— Ja mam same wspaniałe pomysły! Po prostu mnie nie doceniasz! — Zrobił urażoną minę, udając, że go ubodła uwaga kotki. Jednak po chwili również się zaśmiał.
— Imiona od ptaków zamieszkujących tereny Klanu Nocy to naprawdę bardzo dobry pomysł. Brzmią bardzo szlachetnie i typowo dla naszego klanu. Pewnie spodobają się kotom z rodu.
— Maskonur brzmi ciekawie i oryginalnie.
Maskonur rzeczywiście był ciekawym i niespotykanym imieniem, jednak było wiele ptactwa, z którego mogliby wybrać imię dla swoich przyszłych dzieci. Jej myśli skierowały się ku Łyskom, na które tak lubiła polować.
— Łyska jest też ładnym imieniem, szczególnie dla kotki.
Żmijowcowa Wić posłał jej skromny uśmiech, jednak znała go na tyle, by wiedzieć, że jest szczery. Cieszyła się szczęściem kocura.
— Nie mogę się doczekać, aż ujrzę przed sobą małe puchate kuleczki — powiedziała do siebie na głos.
Żmijowcowa Wić zauważył to i nosem delikatnie dotknął jej ucha.
— Również nie mogę się doczekać.
* * *
Od ostatnich kilku dni zauważyła, że wzrósł jej apetyt oraz że treningi z własnym uczniem stawały się stopniowo coraz cięższe. Jednak uczeń wydawał się umieć tak samo mało jak od dłuższego czasu. Jednak te same odległości, które wcześniej umiała przebiec i przepłynąć z łatwością, teraz musiała robić sobie przerwy. Bolące łapy, zadyszka i wzrastające zmęczenie uprzykrzały jej codzienne obowiązki.
Rankami coraz częściej czuła mdłości. Nie chciała z tym jeszcze iść do Gąbczastej Perły, gdyż uważała, że nie czuje się jeszcze aż tak źle.
Tym razem, zamiast porannych promieni słonecznych albo przeciekającego legowiska wojowników od deszczu, obudził ją ból brzucha oraz zaciskającego się gardła. Trzcinowy Szmer wstała prędko z posłania i niechcący, trącając Żmijowcową Wić, wybiegła na polanę, by zniknąć na śmietnisku. Zwymiotowała i zmęczona osunęła się na ziemię.
“Na Klan Gwiazdy, co mi się dzieje?”
Zaraz za nią wyszedł zmęczony Żmijowcowa Wić, którego musiała obudzić. Kocur miał potargane futro oraz mrużył ze zmęczenia swoje zielone oczy.
— Coś zjadłaś niezdrowego? — ziewnął i niemrawo podszedł do niej bliżej i usiadł obok. Nie wiedziała, czy chciał jej dodać otuchy, czy kocur zrobił to ze zwykłej przyzwoitości. — Ostatnio mam wrażenie, że gorzej się czujesz.
— To prawda… Nie wiem, o co chodzi, jednak wolę jeszcze nie iść do Gąbczastej Perły, jeszcze nie teraz…
— Czy to nie są objawy jakiegoś przeziębienia albo zielonego kaszlu?
Trzcinowy Szmer spojrzała na kocura powątpiewająco. Przeczuwała, że to nie było jakieś zwykłe zatrucie. Mimo tego, że pragnęła kociąt, tak nie chciała jeszcze odchodzić od obowiązków wojownika, szczególnie, że nie pokazał się jej jeszcze ciążowy brzuszek. Głupio jej było pójść do legowiska medyczki. Gąbczasta Perła pewnie wybuchłaby z ekscytacji, jednak od razu nakazano by jej przeniesienie do żłobka. Trzcinowy Szmer jeszcze nie chciała się tam znaleźć.
— Wątpię… Chyba jestem w ciąży, Żmijowcowa Wicio.
< Żmijowcowa Wicio? Czy możemy nazwać się partnerami? Może nie romantycznymi ale biznesu! 💸💕😽>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz