Pewnego popołudnia wybrała się na kolejny trening, ale tym razem nie był on sam na sam z Tygrysią Nocą, a razem z Miodową Łapą. Jesionce na pysku od razu się wymalowywał uśmiech na jej widok. Lubiła spędzać z nią czas, mile im się rozmawiało.
Gdy kotka dołączyła razem ze swoim mentorem, liliowej uczennicy ciepło na sercu się zrobiło. Zamruczała z uśmiechem, gdy złota podreptała do niej. Wysłuchała jej słów z uwagą, a na pytanie zadrżały jej wąsy z zastanowienia.
— Wilczy Skowyt? — Zerknęła szybko na kocura. — Niestety nie jestem jeszcze za bardzo zaznajomiona z tym, kto jest jaki. Jedynie powierzchownie. Raczej nie wiem zbyt wiele więcej od ciebie… — westchnęła cicho, trochę z zażenowania. Była w klanie już jakieś sześć księżyców i wciąż nie rozróżniała jednego kota od reszty.
— Oh, nic nie szkodzi! Nie przejmuj się tym — odparła z przekonaniem. — Byłam tylko ciekawa. — Uśmiechnęła się z pomrukiem pocieszenia.
* * *
— Więc — zaczęła młodsza kotka. — Kto cię nauczył tak walczyć? Bo coś mówiłaś, że przed dostaniem się do klanu już umiałaś co nieco.
Na pytanie Miodki Jesionka przerwała jedzenie i zastrzygła uszami.
— To mój tata. On mnie nauczył. Tak jak resztę mojego rodzeństwa. Tyle że według niego to ja wśród nich miałam naturalny dryg do walki. No wiesz, głównie przez moje gabaryty.
— Miałaś rodzeństwo? Jeśli mogę spytać, słoneczko, jak mieli na imię?
— Andromeda i Cefeusz. Moja mama miała bzika na punkcie jakiejś wiary z takiego jakby ugrupowania, w którym była, zanim ją wygnali. Tak bardzo ją przypominam, że nazwała mnie swoim imieniem – Kasjopeja. Jednak często zwracano się do mnie per Kasjope, by oddzielić mnie od matki — opowiedziała, po czym wróciła do jedzenia swojej porcji jedzenia. Miodowej Łapie zabłyszczały oczy z ciekawości.
— Jakie piękne imię! Czemu nigdy mi nie mówiłaś o nim? Gdybym ja się tak kiedyś nazywała, na pewno bym się tym chwaliła! — Ucieszyła się, kładąc jedną łapę na swojej klatce piersiowej, a drugą na ramieniu srebrnej, jakby nie dowierzała.
— Nie mówiłam, bo raczej powinnam się wyrzec mojego pochodzenia samotniczego — odparła z uśmiechem, lekko zawstydzona. — Kasjopeja to jeden z gwiazdozbiorów na nocnym niebie. Kiedyś, jak będziesz chciała i będzie czyste niebo od chmur, mogłabym ci wskazać, który to — dodała, a towarzyszka westchnęła z zachwytu.
— Oczywiście, że bym chciała! Zawsze fajnie dowiadywać się nowych rzeczy, zwłaszcza od ciebie, słoneczko — zamruczała wesoło i otarła się pyszczkiem o bark Jesionowej Łapy, na co ta się uśmiechnęła szeroko.
— Miło mi, Miodku. — Zaśmiały się obie lekko i wróciły do posiłku.
Jeszcze trochę kotki sobie porozmawiały i podzieliły językami, a gdy wreszcie zmierzchło, poszły do legowiska, by wypocząć po udanym dniu.
<Miodowa Łapo? <3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz