Przeszłość, przełom poprzedniej pory zielonych i nowych liści
Pora nowych liści powoli dobiegała końca, co było jednoznaczne z coraz cieplejszymi dniami i większą ilością zwierzyny, dopóki ta nie schowa się po swoich chłodniejszych norach w ziemi. Klan Nocy raczej nie cierpiał z powodu głodu, nawet w sezonie nagich drzew, kiedy to temperatura się obniżała, zmuszając ich ofiary do skrycia się. Liliowego jednak nie obchodziła ta kwestia – był uwięziony na jednej z wysp na rzece, a racje żywnościowe były wydzielane i przynoszone przez wybrane koty. Jakiś czas temu zrezygnował z prób rozszyfrowania tej całej sytuacji, mając wrażenie, że niepotrzebnie tworzy coraz więcej pytań w czasie poszukiwań odpowiedzi na nie.
Jego niebieskie oczy śledziły każdy ruch pozostałych członków rodziny, których tu z samego rana zaciągnięto. Ciężko westchnął, skupiając uwagę na cieniu kołyszących się szuwarów – monotonny, powtarzalny ruch nieco koił jego nerwy, pozwalając na oderwanie się od tego wszystkiego. Myśli zaczęły płynąć niczym ryby z nurtem rzeki, nie próbował ich łapać, jedynie je obserwował, będąc świadomym ich obecności. Zwykle o tej porze byłby poza obozem na łowach lub patrolu granicznym – nie przepadał za bezczynnością, więc kiedy mógł, to opuszczał wyspę i wyruszał w głąb terenów klanu, by jakoś przysłużyć się pobratymcom. Wiatr targał, by jego długą szatę, zabierając ze sobą wilgoć, która wcześniej osiadała w czasie przeprawy przez rzekę.
Lekki podmuch powietrza dotarł do więźniów, przedzierając się przez wysokie szuwary otaczające ich z każdej strony. Jedynym miejsce, gdzie było ich mniej, był kawałek czegoś, co nawet nie można nazwać małą plażą. Podłoże z piasku przyozdobione było śladami czwórki rzekomych zdrajców i strażników, którzy ich tu wrzucili i dotąd pilnowali.
Wtem do jego uszu dotarł cichy szum, a następnie chlupot wody, jakby jakiś kot wychodził na brzeg. Podniósł się z dotychczasowego miejsca i podobnie, jak reszta utkwił spojrzenie w przerzedzonym fragmencie naturalnych murów – ich oczom ukazała się Fląderka oraz Rosiczkowa Kropla, która pozostawała bardziej z tyłu, jakby brzydziła się samego obcowania z oskarżonymi. Jako pierwsza w jej kierunku ruszyła Borówkowa Słodycz, a jej pysk wyrażał mieszaninę emocji, które minęły, gdy była na tyle blisko czekoladowej, by nie rozpoznać w niej swojej córki. Biała została wyminięta przez młodszą, choć ta zdawała się nie zwracać uwagi na szylkretkę, gdyż podjęła próbę rozmowy ze strażnikiem.
Liliowy był kolejnym, który skierował swoje kroki do młódki, którą niemal każdy w klanie traktował jak służbę, kogoś gorszego i to tylko z powodu koloru sierści. Jego jasne spojrzenie było skupione na Fląderce, która położyła przyniesioną rybę i nosem podsunęła ją bliżej łap wojownika. Jednak nie to zwróciło uwagę kocura, a to, co cicho wymruczała. Początkowo wręcz się w nim zagotowało, mięśnie spięły, sierść najeżyła.
“Jak śmiała! Rybie flaki, a nie liderka! Mnie może traktować, jak popychadło, ale one nie mając z tym nic wspólnego!” — krzyczał w myślach, będąc początkowo ślepym na to, że swym zachowaniem przestraszył młodszą.
— Wybacz mi — odparł, uspokajając się. — Po prostu krew we mnie wrze, gdy przychodzi mi myśleć o niesprawiedliwości w klanie. Jednakże raduje mnie, że są bezpieczne — dodał, posyłając kotce lekki uśmiech.
— Z-zrozumiałe…
— Mam prośbę, gdyż ja, jak widać, niezdolny do czegokolwiek jestem. Dbaj o me siostry, proszę.
«★»
Obecnie
Od burzliwych wydarzeń związanych z rzekomymi zdrajcami minęły cztery sezony. Niebieskooki początkowo starał się wykonywać swoje dawne obowiązki, jakby nigdy nic, lecz zadanie te utrudniali dawni pobratymcy. Konwalia miał dość tego wszystkiego, co wieczór błagał Przodków, by jakoś zareagowali na to, co się dzieje w Klanie Nocy. Najchętniej, by obserwował, jak to miejsce jest pochłaniane przez gniew rzeki. Jeśli tak miało wyglądać jego życie w kociej społeczności, to wolałby odejść stąd już teraz, w tym momencie – jedynym, co go tu trzymało to rodzina, jedyne koty, które myślały racjonalnie i nie wierzyły we wszystko, co za kociaka starano się im wcisnąć do młodych główek.
Machnął zdenerwowany ogonem, podnosząc się z dotychczasowego miejsca. W zasięgu jego wzroku pojawiła się pewna sylwetka persony, która chyba była niczym kotwice w czasie tego odosobnienia, ochraniając go przed szaleństwem – choć może i już to nastąpiło.
— Fląderko, masz może chwilę? — spytał, podchodząc do młódki. Parę zaciekawiony spojrzeń padło na nich, na co liliowy najeżył sierść.
“Przeklęte mysie móżdżki. No, na co czekacie? Lećcie do niej, by potraktowała zwykłą rozmowę jako dowód zdrady” — fuknął w myślach.
— Może się przejdziemy? — zaproponował i nie czekając na odpowiedź szylkretki, wyruszył w stronę wyjścia z obozu. — Powiedz mi Fląderko, nie masz czasem tego wszystkiego dość, nie chcesz odejść? — zapytał, kiedy byli wystarczająco daleko od ciekawskich spojrzeń i uszu wyczulonych na plotki. — Jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać.
<Fląderko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz