Właściwie to nic ciekawego, bo ciekawe to negatywy, prawda? Dalej wychodzi na dwór. Dobrze, że jej właściciel jej tego nie zabrania. Ciężko byłoby jej się przyzwyczaić do tego, aby tego nie robić.
Chociaż nie czuję już potrzeby wychodzenia. Coraz częściej jest w siedlisku sieciarzy. Tak jednak od samego początku nie było.
-*-
Po śmierci Muszelki nic nie było takie samo. Jej przyszywana matka próbowała nauczyć ją zaufania do innych kotów, sama za bardzo się oddając. Nawet w betonowych królestwach dwunożnych były tak zwane klany, chociaż one bardziej nazywały się kompaniami. Sami kiedyś należeli do jednej — Kampanii Świeżych Ryb. Można się domyślić, że stąd Muszelka nauczyła się polować na ryby, a potem nauczyła tego swoją przybraną córkę. Kampania Świeżych Ryb szczyciła się tym, że jest w stanie ukraść sieciarzom każdą rybę! W rzeczywistości to w większości oni oddawali im te ryby albo sami na nie polowali. Dopiero teraz, mieszkając z jednym z nich, dowiedziała się tego. Ich tereny obejmowały prawie wszystkie bujance w Betonowym Królestwie.
Oprócz Kampanii Świeżych Ryb były jeszcze inne — Kampania Wielkiej Zieleni i Kampania Wielkiej Budowli. Ta pierwsza znajdowała się wokół gniazd sieciarzy, gdzie była ogromna ilość małych lasów. Tam podobno kradli sieciarzom nie tylko jedzenie, ale również łapali ich szczury i myszy. Teraz jednak wie, że w rzeczywistości byli nagradzani za łapanie szkodników. Przynajmniej tak spostrzegła po tym, jak jej sieciarz patrzył na te małe stworzonka. Druga za to mieszkała wokół starej budowli sieciarzy. Za dnia była pusta, ale w nocy można było znaleźć tam wiele resztek po zwiedzających. Z perspektywy czasu Przebiśnieg uważa, że życie tej kampanii najbardziej przypominało życie kotów z lasu. Nawet jeśli oczywiście również dostawali pomoc od sieciarzy.
Zresztą nic dziwnego, bo jednak żyli w ich świecie. Polegali na nich, a równocześnie zachowywali się, jakby byli od nich niezależni.
Mieszkanie z kampanią rzeczywiście dawało schronienie. Przebiśnieg jednak ciężko było zaufać reszcie kotów. Ciężko stwierdzić, dlaczego — może właśnie przez fakt, że została wrzucona do tego środowiska?
Innym kotom jakoś nie było trudno się do niej przyzwyczaić. Wiedzieli jednak, jak to działa — sieciarz wyrzucał kota na śmietnik, był znajdowany przez kampanię i potem żyli razem. Kampanie były na tyle wielkie, że niektórzy nie nadążali za tym, czy ktoś jest nowy, czy nie, chociaż to zazwyczaj starsze koty miały z tym problem, jeśli już dożywały takiego wieku.
Pomimo tego, że były trzy kampanie, różniły je tylko tereny zamieszkania, a reszta była po prostu ciężka do życia. Współpracowały nawet ze sobą, bo miały wspólny problem — „łapiarzy”, czyli sieciarzy wyłapujących samotne koty oraz psy.
Potem pojawił się jednak również inny problem, czyli trucizna. Wybiła ona bardzo dużą część kampanii, a najbardziej oberwała Kampania Wielkiej Zieleni, gdzie w mięsie znajdowanym w małych lasach były metalowe części sieciarzy. Nieuważny kot nie dawał rady zwrócić takiego mięsa i umierał niedługo potem. Szczury tak samo — chodziły chore, a potem choroba przenosiła się na koty. To właśnie taka choroba przeniosła się na Muszelkę.
-*-
Przebiśnieg po przyjeździe do nowego miejsca jadła tylko ryby. Nie dotykała niczego innego w obawie przed trucizną. Gdy przyszła pierwsza pora lodu — lub Pora Nagich Drzew — sprawiła, że przesiedziała w siedlisku sieciarza większość tej pory roku. Tutaj było zimniej, a ona przyzwyczaiła się do ciepła. Dalej jednak nie dała się dotknąć sieciarzowi bez swojego pozwolenia. Pies przestał jej przeszkadzać, a ona zaczęła się do niego wręcz przekonywać. Poznała inne koty. Dalej nie ufała im jakoś mocno, ale dzięki doświadczeniom z przeszłości i faktowi, że nie musi dzielić z nimi miejsca zamieszkania, bardziej się do nich przekonała. Im dłużej jednak przebywała u sieciarza, tym bardziej zaczęła mu ufać. Aż do momentu, w którym zdołała nawet usiąść na nim, a on tylko delikatnie zaczął ją głaskać. Gdy gwałtownie się ruszył, od razu się przestraszyła i skoczyła do swojego kącika. Może niedługo znów zdobędzie się na tak duży krok? Ma nadzieję, że to będzie jej jedyny dom, jeśli w końcu zdobędzie się na nazwanie go domem. Gdy nie ma się tego, co się lubi, to się lubi to, co się ma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz