Tuż po wymknięciu się z obozu
Dni spędzała skulona w kącie legowiska medyków, jedynie ruszając się, kiedy trzeba było obejrzeć lub zmienić opatrunek na jej ranach. W dodatku kolejne wydarzenia nie poprawiły jej humoru. Atak na gniazdo mew, który został zorganizowany przez jej współklanowiczów, zakończył się po prawdzie sukcesem, ale czy można go było za takowy uznać, jeśli stracili przez to lidera? Drobna może i nie była największym fanem kocura i… jego decyzje w ostatnich księżycach nie były najlepsze, to jednak nikt nie zasługiwał na taką śmierć. Przynajmniej teraz… było bezpiecznie w klanie?
Kiedy w końcu jej rany się zabliźniły, córka Postrzępionego Mrozu mogła opuścić legowisko, w którym spędzała ostatnie noce, przynajmniej przez to wszystko, co się stało, nie było zbytnio okazji, by bardziej zastanowić się nad jej występkiem, przez co upiekło jej się jedynie z lekkim pacnięciem po łapach. Nie to, żeby jej akcje były jakoś specjalnie poważne… po prostu w głowie Drobnego Ukojenia wszystko wyglądało na gorsze. Pomimo jej nadziei, tragedii w Klanie Klifu nie było jeszcze końca. Pikująca Jaskółka, która objęła panowanie po śmierci czekoladowego kocura, została zaatakowana przez wujka protektorki. Przez co Drobna czuła się jeszcze mniej bezpiecznie, bo… jeśli ktoś z jej rodziny okazał się zdolny do takich czynów… to czy mogła brać cokolwiek za pewne? Gąsienicowy Ogryzek został więźniem, a liderem został Mitrowe Lśnienie, a na zastępcę została wybrana Truskawkowe Pole.
—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—
Czasy obecne
Drobne Ukojenie była zdecydowanie cichsza niż zwykle. Jej w miarę energiczna osobowość została przytłumiona przez nawracające zmartwienia dotyczące Białego Strumienia. Kotka nie była na ostatnim zgromadzeniu, przez co nie wiedziała kompletnie, co się dzieje i czy on tam był. Nie mogła też zbytnio pytać nikogo o białego kocura… bo kogo? I czemu miałaby, aż tak się o niego martwić. Nie miała też się komu zbytnio o tym wygadać. Przecież powiedzieć, że się spotyka z kocurem z innego klanu na granicy, to prosi się o kłopoty. Dlatego też… odkładała myślenie o tym albo przynajmniej próbowała, bo szło jej to okropnie.
Drobne Ukojenie spędzała czas, leżąc w wiosennym słońcu, choć nie dawało jej to ani komfortu, ani spokoju duszy. Jej myśli dręczyła spirala o Białym Strumieniu, jak w ogóle miała się z nim skontaktować… Nie mogła tak sobie po prostu pójść do Klanu Burzy, a kocur nie wychodził też w dzień, więc nie było szans, żeby znaleźć go podczas zwykłego patrolu. Do leżącej w ciepłych promieniach kotki podeszła Postrzępiony Mróz, która była… widocznie zmartwiona obecnym stanem jednej ze swoich córek. Młodsza Klifiaczka otworzyła niebieskie oczy, spoglądając na swoją rodzicielkę, i uniosła głowę.
— Coś się stało, mamo? — zapytała cicho, po czym ziewnęła z rozleniwienia, starając się ukryć swoje zdenerwowanie.
— Czy coś się musi dziać, abym chciała spędzić czas ze swoją córką? — odmiauknęła w odpowiedzi szylkretka i położyła się obok Drobnej.
— Nie… nie musi, ale… tak, spytałam… — powiedziała, choć głos rwał jej się z niepewności. Świetnie ci idzie, Drobna, skarciła się w myślach, a jej ogon drgnął lekko.
— Chciałam się jedynie spytać, czy wszystko w porządku, ostatnio dużo się działo.
— Ah tak… To… Przepraszam, to wszystko odbiło się to na mnie, wiesz… mewy, śmierć, potem to, co zrobił wujek. Ciężko mi się z tym wszystkim uporać. Ale będzie lepiej… musi być. Więc nie musisz się martwić… — mruknęła Drobne Ukojenie, spoglądając na swoje własne łapy, specjalnie pominęła swoje wyjście w nocy i najbardziej dręczące je zmartwienia. — Mam nadzieję, że już teraz będzie spokój, po prostu.
— Na pewno już będzie lepiej… — westchnęła Postrzępiony Mróz i polizała swoją córkę w czoło, starając jej się dodać trochę otuchy. Wibrysy młodszej drgnęły, a po chwili oparła swoją głowę o szyję wojowniczki, znów czując się jak mały kociak w żłobku, tulący się do matki podczas burzy.
— Dziękuję… — wymruczała jedynie w odpowiedzi.
Spędziły tak w ciszy czas, aż do zachodu słońca, po prostu obok siebie, w ciszy. Trochę to pomogło Drobnej… uspokoiło ją w miarę. Będzie musiała stawić czoła Białemu Strumieniowi i temu wszystkiemu…
—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—
Była to już kolejna taka noc… Drobna nie miała większych nadziei, ale nie wolno się poddawać, tak sobie starała się mówić. Była w tym samym miejscu co na ich pierwszym spotkaniu. Siedziała tutaj już od kilku godzin… Księżyc leniwie wspinał się po nieboskłonie, a niebieskooka kotka go obserwowała, starając się nie zasnąć. Kiedy usłyszała cichy szmer po drugiej stronie granicy, zamarła i bardzo po cichu wycofała się bardziej pod gęsty krzak. Próbowała wywęszyć cokolwiek, ale niezbyt jej to szło. W uszach teraz jedynie słyszała swoje przyspieszające serce i szum liści rośliny, pod którą się schowała.
Owe serce z kolei prawie stanęło, kiedy zobaczyła kompletnie białe, długie futro. Przez chwilę zamarła w bezruchu, niepewna, co teraz tak właściwie ma zrobić. Niby sobie myślała, co chce powiedzieć, jak się z nim w końcu spotka, ale teraz miała kompletną pustkę w głowie. Po kilku strasznie długich sekundach zebrała się w sobie i podniosła się, z tego wszystkiego zapominając o krzaku i zaplątując się w gałęzie, przez co musiała się wyszarpnąć. Stanęła jednak przed Białym Strumieniem, już otwierała pyszczek i… nie mogła wydobyć z siebie dźwięku. Patrzyli się tak na siebie przez ciągnący się przez wieczność moment.
— Biały Strumieniu…! — wydobyła w końcu siebie Drobne Ukojenie i jak już powiedziała pierwsze, to jakoś poszła reszta. — Jeju, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię w końcu widzę. Czekałam tutaj prawie co noc… ma-mając nadzieję, że jakimś cudem się tutaj zjawisz, co może nie było… najmądrzejsze, ale zadziałało, nie? — W emocjach nawet niezbyt dbała o to, że jest to istny słowotok. — Ja tak bardzo cię przepraszam, powinnam się była zjawić wcześniej albo… albo chociaż na zgromadzeniu później, ale tyle się stało i… Potem tak okropnie się czułam. Bałam się tutaj w ogóle przyjść, ale jestem. Nawet nie wiem, od czego zacząć, mówiłam ci już o tych mewach kiedyś… nie wiem, czy byłeś na ostatnim zgromadzeniu. Ale kiedy szłam się z tobą spotkać, zaatakowała mnie jedna z nich i-i dlatego mam teraz takie blizny. Potem wojownicy poszli walczyć i zginął Judaszowcowa Gwiazda… Pikująca Jaskółka się zajmowała klanem, a kiedy poszła… odebrać dziewięć żyć, zaatakował ją mój wujek. I… i… teraz jest więźniem… a przez ten czas, tak bardzo się martwiłam i chciałam cię przeprosić, że n-nie przyszłam… i… teraz tak bardzo mi głupio. — Głos Drobnego Ukojenia coraz bardziej się urywał, jej oddech stał się cięższy, a uszka opadły. Kotka z całych sił powstrzymywała łzy, tyle emocji na raz i jeszcze zobaczenie jej przyjaciela (?), bo Biały był jej przyjacielem… tak?
<Biały Strumieniu? TvT>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz