Wszystko w Klanie Nocy wydawało się powoli wracać do porządku po tym dziwnym okresie, kiedy Mandarynkowa Gwiazda chowała się niemal po kątach. Ba! Nawet jego… brat? Nawet on został w końcu włączony do rodu. Okropnie się czuł, kiedy musiał myśleć o Flamingu w ten sam sposób, w jaki myślał o, powiedzmy, Lulkowym Zielu. Nie chciał widzieć w nim rodziny; nie byli nią. Chociaż nieco się cieszył, że matka odzyskała wigor i dobry humor. Nie mógł znieść jej skwaszonego pyska, kiedy okazało się, że jej najmłodszy jedynak nie zostanie naznaczony lotosem w standardowym czasie. Mimo że nie byli już nawet w połowie tak blisko jak kiedyś, wiedział, że z wybuchowym charakterem Wężyny wszystkim będzie się lepiej żyć, jeśli ona będzie w pozytywnym nastroju. Rogata Łapa też nieco... wydoroślał. Żmijowiec miał jakieś przelotne interakcje z księciem, chociaż na ogół starał się nie pchać w te same miejsca co on. Odwiedzał czasem żłobek, aby zanieść Wężynie coś na ząb, zwykle z rozkazu ojca kociaka. Wtedy kociak był niemożliwy i niezwykle irytujący. I mówił to Żmijowiec, którego sympatia do najmłodszych członków klanu była ogólnie znana i często komentowana. Rozmawiał też o nim z Widlikiem, który, chociaż uważał go za dość znakomitego kota z rodu, nie mógł nie zgodzić się, że charakter na pewno odziedziczył po matce (ale to była cecha wspólna większości jej maluchów, więc nikogo to nie zdziwiło). Teraz, kiedy wpadł pod łapy samej Mandarynkowej Gwiazdy, miał wrażenie, że cały ten wigor został przelany na treningi; i bardzo dobrze. Opóźnione włączenie do rodu najpewniej zabolało jego nabrzmiałe ego, o które matka zadbała już od pierwszych dni. Możliwe, że była to wyłącznie kwestia tego, że wymęczony uczeń to często cichy i spokojny w obozie uczeń, ale wolał nie narzekać. Dopóki wyrośnie na lojalnego księcia, to wszystko będzie okej. Sam Rogata Łapa raczej nie był skory do nazywania ani Żmijowca, ani, powiedzmy, Rosiczki, swoim starszym rodzeństwem. Czasami się nawet zastanawiał, czy był świadom, że są spokrewnieni. Miał wrażenie, że ani jego, ani Flaminga to nie interesowało. I najlepiej, żeby tak zostało. Tak będzie wszystkim łatwiej i oszczędzą sobie wielu niezręcznych chwil i rozmów.
* * *
Po ataku borsuków
Senna Łza została przeniesiona w ciężkim stanie do legowiska medyków. Nie budziła się, a wokół jej mchu wciąż biegała to Gąbczasta Perła, to Klekoczący Bocian. Nikt nie wiedział, co tak faktycznie powinien zrobić, i nie chodziło tylko o medyków. Cała sytuacja rozdarła Klan Nocy. Kiedy koty, które uczestniczyły w zgromadzeniu, dotarły do obozu i ujrzały to, co się tam wcześniej wydarzyło, oniemieli. Wojownik wiedział, co czuli; on sam dotarł tam, kiedy już potyczka z borsukami wrzała w najlepsze. Pierwszy rozkaz, który wypadł z pyska liderki, dotyczył rannych i, o nieszczęście, zmarłej starszej. Wszyscy uwijali się jak mrówki mimo nieprzespanej nocy i słońca, które leniwie zaczęło wyłaniać się na horyzoncie. Później zajęto się sprawą jego bratanicy, która była samodzielnie odpowiedzialna za to całe nieszczęście. Żmijowiec nie udał się do lecznicy mimo ran na pysku, które uważał jedynie za niewielkie zadrapania, które do tego dodawały mu nieco męskości (słowa Trzcinowego Szmeru). Dużo myślał o tym, co się wydarzyło. To wszystko było jakimś absurdalnym, okrutnym snem. Nie rozumiał niczego. I nie mówił tylko o gadających borsukach, bo tej części nawet nie próbował rozwikłać w jakiś… sensowny i zdroworozsądkowy sposób. Jego osądy ciągle uciekały w kierunku Korzennej Łapy. Jak terminatorka mogła być aż taka nierozważna?! Rozumiał, że jej ojciec nie był najmądrzejszym kotem w klanie i chociaż on sam niekoniecznie wierzył w dyskryminację czekoladowych kotów, tak nie mógł przestać myśleć, że to jej błotniste plamy w końcu dotarły do jej niewielkiego mózgu i zaćmiły go kompletnie. Nie mógł zrozumieć, jakim cudem mieli niby być spokrewnieni.
Następnego dnia wstał wcześnie, chociaż zmęczenie wciąż ściągało jego powieki w dół. Niemal machinalnie podszedł do legowiska liderki, ale zatrzymał go Błękitna Laguna.
— W czym mogę ci pomóc, Żmijowcowa Wicio? — zapytał, zastawiając mu drogę. Zielone ślepia zmierzyły księcia od góry do dołu.
— Chcę porozmawiać z Mandarynkową Gwiazdą. Jest u siebie? — zapytał, wciąż sennie i powoli.
— Tak, ale nie wiem, czy nie wolałaby odespać wczorajszych wydarzeń — wymruczał zastępca.
— Nie mów o tym, co wydarzyło się w nocy, bo siedziałeś na Bursztynowej Wyspie. — Był nieco zirytowany; nie wstał o świcie, aby kłócić się z Laguną, kiedy wciąż ma śpiochy w kącikach oczu. Już chciał coś dodać, jeszcze bardziej zdenerwować kocura, ale przerwał mu głos zza cienia, który okrywał legowisko przywódcy.
— Chcę porozmawiać z Mandarynkową Gwiazdą. Jest u siebie? — zapytał, wciąż sennie i powoli.
— Tak, ale nie wiem, czy nie wolałaby odespać wczorajszych wydarzeń — wymruczał zastępca.
— Nie mów o tym, co wydarzyło się w nocy, bo siedziałeś na Bursztynowej Wyspie. — Był nieco zirytowany; nie wstał o świcie, aby kłócić się z Laguną, kiedy wciąż ma śpiochy w kącikach oczu. Już chciał coś dodać, jeszcze bardziej zdenerwować kocura, ale przerwał mu głos zza cienia, który okrywał legowisko przywódcy.
— Co to za szarpanina już o poranku — warknęła Mandarynka, wyłaniając się powoli z dziury między korzeniami. Zmierzyła wzrokiem najpierw syna, potem burego wojownika. — Błękitna Laguno, z czym przychodzi Żmijowcowa Wić?
— Z czymś, co na pewno może poczekać, aż słońce chociaż wzejdzie ponad nadbrzeżne trawy — odpowiedział już znacznie spokojniej. Zielonooki go zignorował.
— Przychodzę z raportem wczorajszego wydarzenia. — Zrobił krok do przodu, a kotka skinęła łbem i zaprosiła go do środka. Wymijając zastępce, trącił go ogonem w policzek. Nie ukrywał, że było to dziecinne zachowanie. Nie ukrywał też, że poczuł napływ satysfakcji.
— Z czymś, co na pewno może poczekać, aż słońce chociaż wzejdzie ponad nadbrzeżne trawy — odpowiedział już znacznie spokojniej. Zielonooki go zignorował.
— Przychodzę z raportem wczorajszego wydarzenia. — Zrobił krok do przodu, a kotka skinęła łbem i zaprosiła go do środka. Wymijając zastępce, trącił go ogonem w policzek. Nie ukrywał, że było to dziecinne zachowanie. Nie ukrywał też, że poczuł napływ satysfakcji.
— Mów zatem — powiedziała kotka, kiedy mrok ukrył ich przed rannymi ptaszkami, które już zajmowały się doprowadzaniem obozu do stanu przed napadem borsuczej zgrai.
— Wiem, że już w nocy dowiedziałaś się, kto i co było powodem pojawienia się drapieżników, więc nie przyszedłem rozmawiać o tym — zaczął.
— Tak. Korzenna Łapa wykazała się nieopisaną głupotą i zostanie odpowiednio ukarana.
— Zgadzam się, tak... Mysi mózg... Nie wierze, że to kotka, z którą dziele krew, chociaż sam Tojadowa Kryza nie należy do najmądrzejszych.
— Wiem, że już w nocy dowiedziałaś się, kto i co było powodem pojawienia się drapieżników, więc nie przyszedłem rozmawiać o tym — zaczął.
— Tak. Korzenna Łapa wykazała się nieopisaną głupotą i zostanie odpowiednio ukarana.
— Zgadzam się, tak... Mysi mózg... Nie wierze, że to kotka, z którą dziele krew, chociaż sam Tojadowa Kryza nie należy do najmądrzejszych.
— Nie przyszedłeś tu tylko, aby narzekać na rodzinę, mam nadzieję. — Podniosła brew, nieco zniecierpliwiona. Na pewno też była bardzo zmęczona.
— Nie, nie... To może zabrzmieć głupio, ale... Te borsuki, one przemawiały. Najpierw mniej zrozumiale, ale z czasem coraz więcej słów miało sens... Jakby nas ostrzegały, Mandarynkowa Gwiazdo — szepnął, jakby chciał mieć pewność, że Błękitna Laguna go nie usłyszy.
— Uderzono tobą o skały, Żmijowcowa Wicio? Borsuki, mówiące kocim językiem? Słyszysz, co mówisz? — zakpiła liderka. Nie dziwił jej się. On sam nigdy by w to nie uwierzył.
— Wiem, jak to brzmi, Mandarynkowa Gwiazdo, ale musisz uwierzyć, a jak nie, to innym, którzy byli tego świadkami. Kogokolwiek z grupy, która walczyła w obozie. Zapytaj Trzcinowego Szmeru lub Złocistego Widlika, a nawet Niezapominajkowej Nadziei. Oni wszyscy powiedzą to samo, co ja.
— Uderzono tobą o skały, Żmijowcowa Wicio? Borsuki, mówiące kocim językiem? Słyszysz, co mówisz? — zakpiła liderka. Nie dziwił jej się. On sam nigdy by w to nie uwierzył.
— Wiem, jak to brzmi, Mandarynkowa Gwiazdo, ale musisz uwierzyć, a jak nie, to innym, którzy byli tego świadkami. Kogokolwiek z grupy, która walczyła w obozie. Zapytaj Trzcinowego Szmeru lub Złocistego Widlika, a nawet Niezapominajkowej Nadziei. Oni wszyscy powiedzą to samo, co ja.
— To był bardzo stresujący moment dla was wszystkich — mruknęła.
— Wiesz, że do wiary w rzeczy, których pojąć nie umiem, za pomocą zwykłych zmysłów jestem ostatni. — Srebrna zamilkła. — Nie chcę mącić ci w głowie. Wiem, że byliśmy w szoku, a adrenalina mąciła nam w głowie. Ja nie jestem w stanie ci przekazać, co powiedziały; nie pamiętam tego; byłem zbyt wściekły na Korzenną Łapę, ale może Złocisty Widlik lub Wężynowy Splot byli w nieco lepszym stanie emocjonalnym.
— Wiesz, że do wiary w rzeczy, których pojąć nie umiem, za pomocą zwykłych zmysłów jestem ostatni. — Srebrna zamilkła. — Nie chcę mącić ci w głowie. Wiem, że byliśmy w szoku, a adrenalina mąciła nam w głowie. Ja nie jestem w stanie ci przekazać, co powiedziały; nie pamiętam tego; byłem zbyt wściekły na Korzenną Łapę, ale może Złocisty Widlik lub Wężynowy Splot byli w nieco lepszym stanie emocjonalnym.
— Dobrze... Dziękuję ci, Żmijowcowa Wicio. Możesz odejść. Ja muszę pomyśleć. — Odwróciła się od niego i ogonem pokazała, że ma opuścić legowisko. Zrobił, jak kazała.
* * *
Aktualnie
Wracał z patrolu. Humor od samego początku był nieciekawy. Nienawidził chodzić w grupie z Wzlatującą Uszatką. Nigdy nie zrozumie, dlaczego pozwolono jej powrócić, a w dodatku przywlec tego małego smrodka. Nie widział w wojowniczce niczego, co sprawiało, że była warta zatrzymania. Dzisiejsze wyjście tylko umocniło go w tym stwierdzeniu. Mewi Puch odniósł ranną kotkę do medyków. Byli już niemal przy samym obozie, kiedy pomarańczowooka poślizgnęła się i wpadła prosto w byliny z głośnym piskiem. Jej łapa wygięła się nienaturalnie, a końcowo musiała zostać wciągnięta na grzbiet potężnego kocura, który sprawnie przeprowadził ją na drugą stronę. Żmijowiec wszystko to oglądał z podniesioną brwią i skrzywionym pyskiem. Nie życzył jej oczywiście otwarcie źle, ale gdzieś z tyłu głowy miał nadzieję, że cokolwiek sobie zrobiła, będzie na tyle niebezpieczne i poważne, że zamkną ją w lecznicy na długie księżyce. Cokolwiek miało znajdować się w nocnych gwiazdach, już raz uwolniło go od Wzlatującej Uszatki. Była szansa, że nie wykorzystał swoich wszystkich życzeń.
Wślizgnął się do kociarni, gdzie wrzała rozmowa między Kropiatkową Skórą i Trzcinowym Szmerem. W pysku niósł sporą rybę, którą udało mu się złapać z pomocą Kuniego Strumyczka. Kotki były tak zajęte swoimi własnymi rozmowami, że nie usłyszały wchodzącego wojownika, przynajmniej dopóki nie upuściła morskiego potwora z głośnym uderzeniem. Pomarańczowooka nieco podskoczyła i od razu zwróciła się do dawnego mentora.
— Oh! Dzień dobry, Żmijowcu — wymruczała, kiedy kocur rozglądał się po dziwnie cichym żłobku. — Maluchy poszły pobrykać ze Zmierzchającą Zatoką, więc jest troszkę spokojniej.
— Oh! Dzień dobry, Żmijowcu — wymruczała, kiedy kocur rozglądał się po dziwnie cichym żłobku. — Maluchy poszły pobrykać ze Zmierzchającą Zatoką, więc jest troszkę spokojniej.
— Znowu ryba… — burknęła za to szylkretką, wpatrując się w leżące, dalej wilgotne cielsko. — Obiecałam ci ostatnio, że wsadzę ci ości w zad.
— Ciebie też miło widzieć, Trzcinko — odpowiedział. — I trochę szacunku do tego majestatycznego okonia! Nie widzisz, jaki dorodny? Prawie odgryzł mi głowę, a ty jesteś niewdzięczna niczym małe kocię. Zajadaj i nie marudź; zobaczysz, jak ci od razu zacznie migotać futerko od tych drogocennych tłuszczy rybnych. Ja jem tylko ryby, a przynajmniej staram się i widzisz, jak wyglądam.
— Ciebie też miło widzieć, Trzcinko — odpowiedział. — I trochę szacunku do tego majestatycznego okonia! Nie widzisz, jaki dorodny? Prawie odgryzł mi głowę, a ty jesteś niewdzięczna niczym małe kocię. Zajadaj i nie marudź; zobaczysz, jak ci od razu zacznie migotać futerko od tych drogocennych tłuszczy rybnych. Ja jem tylko ryby, a przynajmniej staram się i widzisz, jak wyglądam.
— Rybka wygląda faktycznie smakowicie, ale może uszanuj zachcianki matki swoich kociąt, Żmijowcowa Wicio… — Kropiatka próbowała załagodzić udawany, przedramatyzowany konflikt pary. Rdzawawa królowa fuknęła pod nosem.
— Zaklepałem ją już dla was, kiedy wracaliśmy znad rzeki, więc jak chcecie coś innego, to poproście Zmierzcha. — Udawał obrażonego, ale prędko zwrócił się ponownie do najmłodszej. — A jak twój katar? Lepiej się czujesz? Nie chcę, żebyś zaraziła Trzcinowy Szmer lub któreś ze swoich maluchów…
— Gąbczasta Perła odjęła go jednym machnięciem łapki. — Uśmiechnęła się delikatnie, a kocur pokiwał głową.
— To dobrze, całe szczęście. — Po tych słowach na moment zamilkł, po czym podszedł bliżej szylkretki, która przeniosła się bliżej wyjścia, aby łapać promienie zachodzącego słońca. Usiadł obok, dotykając udem jej boku. — Powiem Mandarynkowej Gwieździe, że spodziewamy się kociąt.
— W porządku — mruknęła, kąpiąc pysk w przyjemnym cieple promieni.
— Potrzebujesz czegoś? — zapytał jeszcze.
— Normalnego jedzenia. Nie mam ochoty na rybę — burknęła.
— Przyniosę ci potem. Chyba, że jesteś bardzo głodna.
— Umieram normalnie z głodu — prychnęła żartobliwie. — Idź do niej, a zanim wrócisz, to się wyliż, bo capisz jak rzeczny muł.
— Jaka się Pani zrobiła delikatna… — Przewrócił oczami, ale na pysku wciąż malował mu się łagodny uśmiech. Wstał powoli, a odchodząc, dotknął jeszcze ogonem ucha Trzcinki.
— Gąbczasta Perła odjęła go jednym machnięciem łapki. — Uśmiechnęła się delikatnie, a kocur pokiwał głową.
— To dobrze, całe szczęście. — Po tych słowach na moment zamilkł, po czym podszedł bliżej szylkretki, która przeniosła się bliżej wyjścia, aby łapać promienie zachodzącego słońca. Usiadł obok, dotykając udem jej boku. — Powiem Mandarynkowej Gwieździe, że spodziewamy się kociąt.
— W porządku — mruknęła, kąpiąc pysk w przyjemnym cieple promieni.
— Potrzebujesz czegoś? — zapytał jeszcze.
— Normalnego jedzenia. Nie mam ochoty na rybę — burknęła.
— Przyniosę ci potem. Chyba, że jesteś bardzo głodna.
— Umieram normalnie z głodu — prychnęła żartobliwie. — Idź do niej, a zanim wrócisz, to się wyliż, bo capisz jak rzeczny muł.
— Jaka się Pani zrobiła delikatna… — Przewrócił oczami, ale na pysku wciąż malował mu się łagodny uśmiech. Wstał powoli, a odchodząc, dotknął jeszcze ogonem ucha Trzcinki.
Nie musiał szukać przywódczyni. Srebrna wróciła niedawno z treningu i teraz zabierała zwierzynę na bok, aby w spokoju się posilić. Przez moment zastanawiał się, czy powinien dać jej moment dla siebie, ale kiedy Mandarynka ujrzała, że ten stoi niczym porzucone kocie na środku obozu i gapi się prosto na nią, machnęła zapraszająco ogonem. Bury pomknął żwawo.
— Czego chcesz tym razem? — zapytała w pół zirytowana i zmęczona, a w pół zaciekawiona.
— Chciałem podzielić się nowiną...
— Złą czy jakimś cudem dobrą? — Podniosła podejrzliwie brew.
— Mam najszczerze nadzieję, że nie weźmiesz ją za coś negatywnego — mruknął nieco speszony.
— Do sedna, Żmijowcu — pogoniła go.
— Ja i Trzinowy Szmer będziemy mieć kocięta. — Czekał na reakcję kotki. Nieco niezbyt skromnie zdawał sobie sprawę, że z wszystkich wojowników w Klanie Nocy, to właśnie jego i swoją dawną uczennicę Mandarynkowa Gwiazda trzyma najbliżej, więc od samego początku chciał, aby wiedziała, że to właśnie jej najbardziej zaufana para kotów postanowiła poszerzyć szeregi członków. Wiedział też jednak, że była spora szansa, że zwyczajnie się tego nie spodziewała.
— Czego chcesz tym razem? — zapytała w pół zirytowana i zmęczona, a w pół zaciekawiona.
— Chciałem podzielić się nowiną...
— Złą czy jakimś cudem dobrą? — Podniosła podejrzliwie brew.
— Mam najszczerze nadzieję, że nie weźmiesz ją za coś negatywnego — mruknął nieco speszony.
— Do sedna, Żmijowcu — pogoniła go.
— Ja i Trzinowy Szmer będziemy mieć kocięta. — Czekał na reakcję kotki. Nieco niezbyt skromnie zdawał sobie sprawę, że z wszystkich wojowników w Klanie Nocy, to właśnie jego i swoją dawną uczennicę Mandarynkowa Gwiazda trzyma najbliżej, więc od samego początku chciał, aby wiedziała, że to właśnie jej najbardziej zaufana para kotów postanowiła poszerzyć szeregi członków. Wiedział też jednak, że była spora szansa, że zwyczajnie się tego nie spodziewała.
<Mamdi? będziesz mieć pseudownuki>
Wyleczeni: Kropiatkowa Skórka, Wzlatująca Uszatka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz