BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 24 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

22 maja 2026

Od Żmijowcowej Wici CD. Mandarynkowej Gwiazdy

Śledzenie Czyhającej Mureny okazało się… przeokropnie nudne. O ile siedząc na ogonie Tojada miał jeszcze jakiekolwiek możliwości, aby go powkurzać, ponabijać się z niego czy sprawić, aby jego życie było jeszcze cięższe i bardziej uporczywe, tak z księżniczką sytuacja malowała się zupełnie, zupełnie odwrotnie. Murena była cicha, opanowana i bardzo ostrożna we wszystkim, co robiła. Nie wiedział, czy po prostu tak prędko odkryła jego zamiary, czy po prostu zawsze się tak zachowywała; nie mógł tego z niczym porównać, bo zwykle, jeśli wychodził na patrol z czarno-białą, to prędko znajdował sobie inne, poboczne zajęcie, aby nie zasnąć czy umrzeć z nudów. Miał tego zwyczajnie dość. Wpychał się na siłę do grup, w których ona akurat się znajdowała, mówiąc, że nie ma już czego nauczać Lawendową Łapę, więc przynajmniej może przydać się jakoś tam. Nikt nie patrzył na niego dziwnie; wszyscy wiedzieli, że jeśli robił coś niezrozumiałego, to zapewne chciała tego Mandarynkowa Gwiazda, której był podnóżkiem. A to też wiedział już cały Klan Nocy. Ale miał już zwyczajnie dość patroli przepełnionych ciszą i skupieniem, gdzie nikt nie śmiał się głośno i nie obrażał głupio rozczochranych ptaków na gałęziach o poranku. Trzcinowy Szmer, która przez jakiś czas też nie opuszczała go na krok (miał już podejrzenia, że on sam stał się ofiarą, którą kazano obserwować), teraz najwidoczniej wróciła do swojego zwyczajnego rozkładu obowiązków, gdyż coraz rzadziej przydzielano ich wspólnie do grup łowieckich, a jedyne, co pozostało, to wspólne treningi, podczas których uwielbiał przyglądać się walkom przyjaciółki z jej niesamowicie nieumiejętnym i niechętnym do nauki uczniem. 
Wszystko w Klanie Nocy wydawało się powoli wracać do porządku po tym dziwnym okresie, kiedy Mandarynkowa Gwiazda chowała się niemal po kątach. Ba! Nawet jego… brat? Nawet on został w końcu włączony do rodu. Okropnie się czuł, kiedy musiał myśleć o Flamingu w ten sam sposób, w jaki myślał o, powiedzmy, Lulkowym Zielu. Nie chciał widzieć w nim rodziny; nie byli nią. Chociaż nieco się cieszył, że matka odzyskała wigor i dobry humor. Nie mógł znieść jej skwaszonego pyska, kiedy okazało się, że jej najmłodszy jedynak nie zostanie naznaczony lotosem w standardowym czasie. Mimo że nie byli już nawet w połowie tak blisko jak kiedyś, wiedział, że z wybuchowym charakterem Wężyny wszystkim będzie się lepiej żyć, jeśli ona będzie w pozytywnym nastroju. Rogata Łapa też nieco... wydoroślał. Żmijowiec miał jakieś przelotne interakcje z księciem, chociaż na ogół starał się nie pchać w te same miejsca co on. Odwiedzał czasem żłobek, aby zanieść Wężynie coś na ząb, zwykle z rozkazu ojca kociaka. Wtedy kociak był niemożliwy i niezwykle irytujący. I mówił to Żmijowiec, którego sympatia do najmłodszych członków klanu była ogólnie znana i często komentowana. Rozmawiał też o nim z Widlikiem, który, chociaż uważał go za dość znakomitego kota z rodu, nie mógł nie zgodzić się, że charakter na pewno odziedziczył po matce (ale to była cecha wspólna większości jej maluchów, więc nikogo to nie zdziwiło). Teraz, kiedy wpadł pod łapy samej Mandarynkowej Gwiazdy, miał wrażenie, że cały ten wigor został przelany na treningi; i bardzo dobrze. Opóźnione włączenie do rodu najpewniej zabolało jego nabrzmiałe ego, o które matka zadbała już od pierwszych dni. Możliwe, że była to wyłącznie kwestia tego, że wymęczony uczeń to często cichy i spokojny w obozie uczeń, ale wolał nie narzekać. Dopóki wyrośnie na lojalnego księcia, to wszystko będzie okej. Sam Rogata Łapa raczej nie był skory do nazywania ani Żmijowca, ani, powiedzmy, Rosiczki, swoim starszym rodzeństwem. Czasami się nawet zastanawiał, czy był świadom, że są spokrewnieni. Miał wrażenie, że ani jego, ani Flaminga to nie interesowało. I najlepiej, żeby tak zostało. Tak będzie wszystkim łatwiej i oszczędzą sobie wielu niezręcznych chwil i rozmów. 

* * *
Po ataku borsuków

Senna Łza została przeniesiona w ciężkim stanie do legowiska medyków. Nie budziła się, a wokół jej mchu wciąż biegała to Gąbczasta Perła, to Klekoczący Bocian. Nikt nie wiedział, co tak faktycznie powinien zrobić, i nie chodziło tylko o medyków. Cała sytuacja rozdarła Klan Nocy. Kiedy koty, które uczestniczyły w zgromadzeniu, dotarły do obozu i ujrzały to, co się tam wcześniej wydarzyło, oniemieli. Wojownik wiedział, co czuli; on sam dotarł tam, kiedy już potyczka z borsukami wrzała w najlepsze. Pierwszy rozkaz, który wypadł z pyska liderki, dotyczył rannych i, o nieszczęście, zmarłej starszej. Wszyscy uwijali się jak mrówki mimo nieprzespanej nocy i słońca, które leniwie zaczęło wyłaniać się na horyzoncie. Później zajęto się sprawą jego bratanicy, która była samodzielnie odpowiedzialna za to całe nieszczęście. Żmijowiec nie udał się do lecznicy mimo ran na pysku, które uważał jedynie za niewielkie zadrapania, które do tego dodawały mu nieco męskości (słowa Trzcinowego Szmeru). Dużo myślał o tym, co się wydarzyło. To wszystko było jakimś absurdalnym, okrutnym snem. Nie rozumiał niczego. I nie mówił tylko o gadających borsukach, bo tej części nawet nie próbował rozwikłać w jakiś… sensowny i zdroworozsądkowy sposób. Jego osądy ciągle uciekały w kierunku Korzennej Łapy. Jak terminatorka mogła być aż taka nierozważna?! Rozumiał, że jej ojciec nie był najmądrzejszym kotem w klanie i chociaż on sam niekoniecznie wierzył w dyskryminację czekoladowych kotów, tak nie mógł przestać myśleć, że to jej błotniste plamy w końcu dotarły do jej niewielkiego mózgu i zaćmiły go kompletnie. Nie mógł zrozumieć, jakim cudem mieli niby być spokrewnieni. 

Następnego dnia wstał wcześnie, chociaż zmęczenie wciąż ściągało jego powieki w dół. Niemal machinalnie podszedł do legowiska liderki, ale zatrzymał go Błękitna Laguna. 
— W czym mogę ci pomóc, Żmijowcowa Wicio? — zapytał, zastawiając mu drogę. Zielone ślepia zmierzyły księcia od góry do dołu. 
— Chcę porozmawiać z Mandarynkową Gwiazdą. Jest u siebie? — zapytał, wciąż sennie i powoli. 
— Tak, ale nie wiem, czy nie wolałaby odespać wczorajszych wydarzeń — wymruczał zastępca. 
— Nie mów o tym, co wydarzyło się w nocy, bo siedziałeś na Bursztynowej Wyspie. — Był nieco zirytowany; nie wstał o świcie, aby kłócić się z Laguną, kiedy wciąż ma śpiochy w kącikach oczu. Już chciał coś dodać, jeszcze bardziej zdenerwować kocura, ale przerwał mu głos zza cienia, który okrywał legowisko przywódcy. 
— Co to za szarpanina już o poranku — warknęła Mandarynka, wyłaniając się powoli z dziury między korzeniami. Zmierzyła wzrokiem najpierw syna, potem burego wojownika. — Błękitna Laguno, z czym przychodzi Żmijowcowa Wić? 
— Z czymś, co na pewno może poczekać, aż słońce chociaż wzejdzie ponad nadbrzeżne trawy — odpowiedział już znacznie spokojniej. Zielonooki go zignorował. 
— Przychodzę z raportem wczorajszego wydarzenia. — Zrobił krok do przodu, a kotka skinęła łbem i zaprosiła go do środka. Wymijając zastępce, trącił go ogonem w policzek. Nie ukrywał, że było to dziecinne zachowanie. Nie ukrywał też, że poczuł napływ satysfakcji. 
— Mów zatem — powiedziała kotka, kiedy mrok ukrył ich przed rannymi ptaszkami, które już zajmowały się doprowadzaniem obozu do stanu przed napadem borsuczej zgrai. 
— Wiem, że już w nocy dowiedziałaś się, kto i co było powodem pojawienia się drapieżników, więc nie przyszedłem rozmawiać o tym — zaczął.
— Tak. Korzenna Łapa wykazała się nieopisaną głupotą i zostanie odpowiednio ukarana.
— Zgadzam się, tak... Mysi mózg... Nie wierze, że to kotka, z którą dziele krew, chociaż sam Tojadowa Kryza nie należy do najmądrzejszych.
— Nie przyszedłeś tu tylko, aby narzekać na rodzinę, mam nadzieję. — Podniosła brew, nieco zniecierpliwiona. Na pewno też była bardzo zmęczona. 
— Nie, nie... To może zabrzmieć głupio, ale... Te borsuki, one przemawiały. Najpierw mniej zrozumiale, ale z czasem coraz więcej słów miało sens... Jakby nas ostrzegały, Mandarynkowa Gwiazdo — szepnął, jakby chciał mieć pewność, że Błękitna Laguna go nie usłyszy.
— Uderzono tobą o skały, Żmijowcowa Wicio? Borsuki, mówiące kocim językiem? Słyszysz, co mówisz? — zakpiła liderka. Nie dziwił jej się. On sam nigdy by w to nie uwierzył. 
— Wiem, jak to brzmi, Mandarynkowa Gwiazdo, ale musisz uwierzyć, a jak nie, to innym, którzy byli tego świadkami. Kogokolwiek z grupy, która walczyła w obozie. Zapytaj Trzcinowego Szmeru lub Złocistego Widlika, a nawet Niezapominajkowej Nadziei. Oni wszyscy powiedzą to samo, co ja. 
— To był bardzo stresujący moment dla was wszystkich — mruknęła. 
— Wiesz, że do wiary w rzeczy, których pojąć nie umiem, za pomocą zwykłych zmysłów jestem ostatni. — Srebrna zamilkła. — Nie chcę mącić ci w głowie. Wiem, że byliśmy w szoku, a adrenalina mąciła nam w głowie. Ja nie jestem w stanie ci przekazać, co powiedziały; nie pamiętam tego; byłem zbyt wściekły na Korzenną Łapę, ale może Złocisty Widlik lub Wężynowy Splot byli w nieco lepszym stanie emocjonalnym. 
— Dobrze... Dziękuję ci, Żmijowcowa Wicio. Możesz odejść. Ja muszę pomyśleć. — Odwróciła się od niego i ogonem pokazała, że ma opuścić legowisko. Zrobił, jak kazała. 

* * *
Aktualnie

Wracał z patrolu. Humor od samego początku był nieciekawy. Nienawidził chodzić w grupie z Wzlatującą Uszatką. Nigdy nie zrozumie, dlaczego pozwolono jej powrócić, a w dodatku przywlec tego małego smrodka. Nie widział w wojowniczce niczego, co sprawiało, że była warta zatrzymania. Dzisiejsze wyjście tylko umocniło go w tym stwierdzeniu. Mewi Puch odniósł ranną kotkę do medyków. Byli już niemal przy samym obozie, kiedy pomarańczowooka poślizgnęła się i wpadła prosto w byliny z głośnym piskiem. Jej łapa wygięła się nienaturalnie, a końcowo musiała zostać wciągnięta na grzbiet potężnego kocura, który sprawnie przeprowadził ją na drugą stronę. Żmijowiec wszystko to oglądał z podniesioną brwią i skrzywionym pyskiem. Nie życzył jej oczywiście otwarcie źle, ale gdzieś z tyłu głowy miał nadzieję, że cokolwiek sobie zrobiła, będzie na tyle niebezpieczne i poważne, że zamkną ją w lecznicy na długie księżyce. Cokolwiek miało znajdować się w nocnych gwiazdach, już raz uwolniło go od Wzlatującej Uszatki. Była szansa, że nie wykorzystał swoich wszystkich życzeń. 

Wślizgnął się do kociarni, gdzie wrzała rozmowa między Kropiatkową Skórą i Trzcinowym Szmerem. W pysku niósł sporą rybę, którą udało mu się złapać z pomocą Kuniego Strumyczka. Kotki były tak zajęte swoimi własnymi rozmowami, że nie usłyszały wchodzącego wojownika, przynajmniej dopóki nie upuściła morskiego potwora z głośnym uderzeniem. Pomarańczowooka nieco podskoczyła i od razu zwróciła się do dawnego mentora. 
— Oh! Dzień dobry, Żmijowcu — wymruczała, kiedy kocur rozglądał się po dziwnie cichym żłobku. — Maluchy poszły pobrykać ze Zmierzchającą Zatoką, więc jest troszkę spokojniej. 
— Znowu ryba… — burknęła za to szylkretką, wpatrując się w leżące, dalej wilgotne cielsko. — Obiecałam ci ostatnio, że wsadzę ci ości w zad. 
— Ciebie też miło widzieć, Trzcinko — odpowiedział. — I trochę szacunku do tego majestatycznego okonia! Nie widzisz, jaki dorodny? Prawie odgryzł mi głowę, a ty jesteś niewdzięczna niczym małe kocię. Zajadaj i nie marudź; zobaczysz, jak ci od razu zacznie migotać futerko od tych drogocennych tłuszczy rybnych. Ja jem tylko ryby, a przynajmniej staram się i widzisz, jak wyglądam.
— Rybka wygląda faktycznie smakowicie, ale może uszanuj zachcianki matki swoich kociąt, Żmijowcowa Wicio… — Kropiatka próbowała załagodzić udawany, przedramatyzowany konflikt pary. Rdzawawa królowa fuknęła pod nosem. 
— Zaklepałem ją już dla was, kiedy wracaliśmy znad rzeki, więc jak chcecie coś innego, to poproście Zmierzcha. — Udawał obrażonego, ale prędko zwrócił się ponownie do najmłodszej. —  A jak twój katar? Lepiej się czujesz? Nie chcę, żebyś zaraziła Trzcinowy Szmer lub któreś ze swoich maluchów…
— Gąbczasta Perła odjęła go jednym machnięciem łapki. — Uśmiechnęła się delikatnie, a kocur pokiwał głową.
— To dobrze, całe szczęście. — Po tych słowach na moment zamilkł, po czym podszedł bliżej szylkretki, która przeniosła się bliżej wyjścia, aby łapać promienie zachodzącego słońca. Usiadł obok, dotykając udem jej boku. — Powiem Mandarynkowej Gwieździe, że spodziewamy się kociąt. 
— W porządku — mruknęła, kąpiąc pysk w przyjemnym cieple promieni. 
— Potrzebujesz czegoś? — zapytał jeszcze.
— Normalnego jedzenia. Nie mam ochoty na rybę — burknęła. 
— Przyniosę ci potem. Chyba, że jesteś bardzo głodna.
— Umieram normalnie z głodu — prychnęła żartobliwie. — Idź do niej, a zanim wrócisz, to się wyliż, bo capisz jak rzeczny muł. 
— Jaka się Pani zrobiła delikatna… — Przewrócił oczami, ale na pysku wciąż malował mu się łagodny uśmiech. Wstał powoli, a odchodząc, dotknął jeszcze ogonem ucha Trzcinki. 
Nie musiał szukać przywódczyni. Srebrna wróciła niedawno z treningu i teraz zabierała zwierzynę na bok, aby w spokoju się posilić. Przez moment zastanawiał się, czy powinien dać jej moment dla siebie, ale kiedy Mandarynka ujrzała, że ten stoi niczym porzucone kocie na środku obozu i gapi się prosto na nią, machnęła zapraszająco ogonem. Bury pomknął żwawo. 
— Czego chcesz tym razem? — zapytała w pół zirytowana i zmęczona, a w pół zaciekawiona. 
— Chciałem podzielić się nowiną... 
— Złą czy jakimś cudem dobrą? — Podniosła podejrzliwie brew. 
— Mam najszczerze nadzieję, że nie weźmiesz ją za coś negatywnego — mruknął nieco speszony. 
— Do sedna, Żmijowcu — pogoniła go.
— Ja i Trzinowy Szmer będziemy mieć kocięta. — Czekał na reakcję kotki. Nieco niezbyt skromnie zdawał sobie sprawę, że z wszystkich wojowników w Klanie Nocy, to właśnie jego i swoją dawną uczennicę Mandarynkowa Gwiazda trzyma najbliżej, więc od samego początku chciał, aby wiedziała, że to właśnie jej najbardziej zaufana para kotów postanowiła poszerzyć szeregi członków. Wiedział też jednak, że była spora szansa, że zwyczajnie się tego nie spodziewała. 

<Mamdi? będziesz mieć pseudownuki>

Wyleczeni: Kropiatkowa Skórka, Wzlatująca Uszatka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz