TW: Koszmar senny, krew
Wielkimi krokami nadchodziła pora zielonych liści, kiedy to temperatury dla większości kotów były mało przyjemne, a nawet niebezpieczne. Zielonooki Burzak najchętniej, by przez cały ten sezon siedział schowany w legowisku wojowników i co najwyżej nocą opuszczać to schronienie, by wykonywać swoje obowiązki. Mimo wszystko nie narzekał, a przynajmniej nie otwarcie, nawet jeśli po każdym patrolu niemal od razu szukał dla siebie zacienionego miejsca w obozie.
W ostatnich dniach pod swoją opiekę otrzymał nowego ucznia, Bursztynową Łapę. Rudy zdecydowanie był przeciwieństwem swojego mentora, który to starał się z nim znaleźć wspólny język, aby ich współpraca na treningach jakoś szła. Już po pierwszym wyjściu z obozu wraz z uczniem, zrozumiał czemu, to on miał go szkolić – Bursztyn był istny ucieleśnieniem chaosu i zagłady, a przynajmniej w oczach wojownika. Ostatni raz, kiedy miał jakąkolwiek styczność z nieposkromionym charakterem u kociaka czy też ucznia, była bodajże Rybkowa Łapa, którą szkoliła Skrzydlata Płomykówka. Chociaż do tego grona mógł też zaliczyć rodzeństwo Tańczącego Pierza z nim włącznie – nie pamiętał, czy był wtedy na zgromadzeniu, czy mimowolnie usłyszał rozmowę innych wojowników w legowisku o zachowaniu ówczesnych kociaków. Jakby wtedy było mało, to jeszcze Rudzikowe Skrzydełko wykazała się jakże ponadprzeciętną dojrzałością. Później, kiedy tylko srebrna odzyskała status wojowniczki, Szakłak czasem lubił jej przypominać dawne błędy – nie robił tego złośliwie, a jedynie w przyjacielskich zaczepkach, co czasem podzielała również Płomykówka, która niedługo później sama podłapał zachowanie kocura.
Zielonooki właśnie wyłaniał się z legowiska wojowników na światło dzienne – na co nieco niezadowolony zmrużył oczy i poruszył końcówką ogona. Jego depresyjny nastrój nadal mu się utrzymywał, szczególnie teraz, kiedy nadchodził sezon, w którym księżyce temu zmarł Poczciwy Dziwaczek. Czarny nadal tęsknił za swoim dawnym mentorem, któremu nawet niedane było ujrzeć niedługo później narodzone potomstwo. Kocur chyba oddałby wszystko, by jeszcze raz móc spędzić czas ze zmarłym.
Ledwo zdążył wykonać parę kroków, gdy niespodziewanie pojawił się Zawodzące Echo, wręcz wyrósł jak spod ziemi. Jednolity zatrzymał się w połowie kroku, nie mając najmniejszych zamiarów wpaść na zastępcę.
— Udasz się z Szarą Skórą i Skrzydlatą Płomykówką na patrol graniczny, oni Ci przekażą więcej szczegółów. — Zielonooki jedynie skinął głową. Nie przeszkadzała mu rzeczowość ze strony dymnego, wręcz lubił to w nim – zero zbędnych słów, ciągnięcia rozmowy.
Szakłak po odprowadzeniu Echa wzrokiem skierował swoje matowe spojrzenie na dwójkę Burzaków, która już czekała przy jednymi z tuneli, stanowiących wyjście z obozu. Czarny powolnym krokiem dołączył do nich i w chwilowej ciszy ruszyli na patrol.
— Pożarowa Łapa nie idzie? — zagaił do Płomykówki, czując jak struny głosowe nieco mu odmawiają posłuszeństwa – zdecydowanie za rzadko ich używał w ostatnim czasie, a nie chciał strzępić sobie języka na treningach z Bursztynową Łapą. Uważał, że rudy ma słuchać na tyle uważnie, by wojownik nie musiał pięć razy powtarzać jednego i tego samego.
— Szakłaczek dzisiaj należy do rozmownych kotów? — sarknęła srebrna, używając zdrobnienia, którym na co dzień posługiwała się jej siostra wobec starszego.
— Już tak nie kąsaj — mruknął.
— Na Przodków, już osiem słów opuściło twój pysk, rozkręcasz się.
— Ha ha, bardzo zabawne — stwierdził, przewracając oczami.
— Wiem, powalam swoim poczuciem humor — zażartowała, nim powaga na nowo pojawiła się na jej pysku. — Zawodzące Echo stwierdził, że powinna zająć się czymś innym w tym czasie. A twój uczeń to gdzie, hm?
— Uczy się pokory pod okiem Rudzikowego Skrzydełka i Tańczącego Pierza. — Po tych słowach Płomykówka wyglądała, jakby miała się zakrztusić, gdyby coś jadła, bądź piła.
— Błagam, powiedz, że nie mówisz poważnie… Nie wiem, czy istnieje gorszy wybór.
— Dzięki za wspieraniem moich decyzji.
— To jest chyba pierwsze decyzja, którą mogę zaliczyć do pokrojów tych od siostry.
— I ty przeciwko mnie? — spytał z udawanym bólem w głosie, na co ruda jedynie wzruszyła ramionami. — Tak właściwie dokąd zmierzamy?
— Do granicy z Klanem Wilka. — Do ich rozmowy wtrącił się Szara Skóra, który szedł nieco z przodu ich niewielkiej grupki.
Czarny skinął głową i do samej granicy milczał. W międzyczasie pogoda diametralnie się zmieniła, a niebo zostało przysłonięte szarymi chmurami, z których później zaczęło nieznacznie kropić. Kiedy tylko pierwsze oznaki deszczu dotknęły rozgrzanej sierści Szakłaka, poczuł się cudownie – właśnie tego było mu potrzeba, by uniknąć przegrzania spowodowanego zbyt długim przebywaniem na słońce. Pogoda ta utrzymywała się w czasie, kiedy łapy ich poniosły do Upadłego Potwora. Nie starali się zachowywać nawet najmniejszej ciszy, nie spodziewając się nikogo, dlatego też, jakie było ich zdziwienie, gdy okazało się, że ktoś usłyszał ich kroki, a następnie wyłonił się spod białego Potwora. Cała trójka od razu się najeżyła w pierwszej chwili, myśląc, że jakiś Wilczak lub samotnik zabłądził.
— Hej, przepraszam! — mruknął kremowy, niezgrabnym krokiem ruszając w ich stronę. — Nie chcę sprawiać problemów, przysięgam… Pragnę jedynie porozmawiać z waszym liderem o pewnej sprawie — wyjaśnił.
W pierwszej chwili zielonooki nie dowierzał w to, co widzi – tuż przed nimi stał Królicza Prawda, Klifiak. Szakłak był pewny, że ten nie zabłądził i doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż znajduje się na terenie Klanu Burzy. Podejrzliwie zmierzył go wzrokiem, wychodząc na przód patrolu.
— Dlaczego chcesz porozmawiać z naszym liderem? — zapytał, zachowując się, jakby pręgowany był mu kompletnie obcy. Nim ten odpowiedział, Szakłakowi nie uszło uwadze, że ten wziął parę drżących oddechów, jakby obawiał się czegoś.
— U waszych sojuszników, to znaczy w Klanie Klifu, źle się ostatnio dzieje. Chciałbym mu o tym opowiedzieć i przy okazji poprosić o… przyjęcie mnie do klanu. — Głos Klifiaka był nieśmiały i na tyle cichy, że czarny sam ledwo był zdolny usłyszeć jego słowa.
Wojownik miał mieszane uczucia co do tego wszystkiego, lecz skoro Królik opuścił klan, to może faktycznie coś było na rzeczy? Przełknął ślinę i zwrócił się do dwójki za sobą:
— Pójdziecie po Zawodzące Echo? Myślę, że będzie chciał się dowiedzieć, co ten Klifiak ma mu do przekazania…
Skrzydlata Płomykówka nie była do końca przekonana, jednakże skinęła głową i z Szarą Skórą oddaliła się prosto w stronę obozu. Czarny odprowadził ich wzrokiem do momentu, gdy miał pewność, że nie usłyszą rozmowy między ich dwójką. Zielonooki miał ochotę zrugać kremowego od góry do dołu, jednak zrezygnował z tego pomysłu, zastanawiając się, co ma teraz z tym wszystkim zrobić?
— Dziwna sprawa, co nie? — Na pysku przybysza pojawił się nerwowy uśmiech. — Myślałem, że już do końca życia zostanę w Klanie Klifu, ale to, co się tam ostatnio dzieje, to jakaś tragedia! Mam nadzieję, że ten Zawodzące Echo mnie zrozumie i pozwoli mi u was zostać. Mogę ci już nawet teraz przysiąc, że zrobię wszystko, by się wam przydać! Będę polował dniami i nocami, uzupełniając stos! — próbował jakoś nawiązać rozmowę z Burzakiem, jednak ten jedynie zastrzygł uchem na pierwsze słowa Króliczej Prawdy i skierował na niego swój nieobecny wzrok.
— No… cóż, nie musimy rozmawiać, jeśli nie chcesz. Możemy w ciszy poczekać, aż twoi pobratymcy wrócą, żaden problem — kontynuował, starając się uzyskać jakąś odpowiedź od Szakłaka. — Swoją drogą… jak mają na imię? — zapytał jeszcze, lecz zielonooki nadal milczał i dopiero odrząknięcie wybudziło go z transu.
— Huh? — mruknął, mrugając kilkakrotnie, jakby nie do końca ogarniał, co się dookoła dzieje.
— Jak mają na imię?
— Kto?
— No… ci.
— Szara Skóra i Skrzydlata Płomykówka — odpowiedział po chwili wahania. Na szczęście po tym kremowy już nie drążył dalej, zostawiając Szakłaka w spokoju.
«★»
Nie wiedział, ile tak tkwili w jednym miejscu, lecz w końcu na horyzoncie pojawiły się sylwetki trójki kotów. Zawodzące Echo szedł na czele i kiedy tylko był wystarczająco blisko, od razu nawiązał rozmowę z Klifiakiem, jakby samo przybycie tutaj nadszarpnęło jego cierpliwości i chciał mieć to za sobą. Czarny przysłuchiwał im się przez chwilę, dopóki zastępca nie kazał im odejść. Skrzydlata Płomykówka od razu wykorzystała okazję i zaczęła cicho rozmowę z przyjacielem:
— Ty coś wiesz. — To jedno stwierdzenie wystarczyło, by zielonooki o mało co nie zakrztusił się powietrzem.
— Słucham? — spytał, nie rozumiejąc do końca, o co chodzi rudej, albo po prostu udawał, kto wie.
— Już nie udawaj takiego niewiniątka, jesteś z miotu sojuszniczego, więc zapewne nadwyraz często udajesz się w stronę granicy z Klanem Klifu.
“Skubana, dobra jest.”
— Skąd ty- A nawet jeśli to, co? Nie jest zbrodnią, że chce widywać siostrę częściej niż tylko na zgromadzeniach — wyjaśnił.
— Tylko z siostrą? — dopytywała, nie kryjąc swojego przebiegłego uśmiechu na pysku.
— No no, już se nie dopowiadaj byle czego.
«★»
Końcowo Królicza Prawda został przyjęty do klanu, otrzymując nowe imię. Poczciwy Szakłak z uwagą obserwował, jak kremowy pod opieką Śniącego Obserwatora opuszcza obóz, samemu czekając, by to uczynić, lecz powstrzymywała go jedna rzecz – brak ucznia u boku. Kocur cierpliwie czekał, aż płomienno-rudy młodzik łaskawie zaszczyci go swoją obecnością. Przymykając powieki, skierował pysk w stronę nieba, chłonąc promienie słońca, które padałby na jego czarną szatę. Była to chwila ciszy i spokoju, kiedy mógł wszystko przemyśleć, zwłaszcza ostatnie wydarzenia.
Nigdy nie spodziewał się, że kremowy kocur dołączy do klanu żyjącego na równinie. Wojownik nie był gotowy psychicznie na taki obrót – ciągle miał wrażenie, że to musi być jakiś sen na jawie i kiedy tylko się z niego wybudzi, wróci do ponurej rzeczywistości, gdzie był sam, pomimo tłumu wokół siebie. Może i nie zachował się wzorowo wobec dawnego członka Klanu Klifu, lecz kompletnie nie wiedział, co robić – cudem był wtedy w stanie wykrztusić z siebie jakieś sensowne słowa, nawet jeśli do końca nie było tego po nim widać. W dodatku Płomykówka czytała z niego z niczym otwartej łapy, co zdecydowanie nie napawało go optymizmem.
Kompletnie nie wiedział, co teraz robić. Czuł się niczym zagubiony kociak, który mimo ostrzeżeń rodziców postanowił się samemu oddalić. W dodatku obawiał się tego, co inni mogą pomyśleć, jeśli wyjdzie na światło dzienne fakt, iż zna Gasnącą Łapę i nawet spotykał się z nim na granicy! Nie chciał być postrzegany jako zdrajca, wystarczyło już, że klan miał jakieś nieszczęście, co do kotów spod ciemnej gwiazdy.
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk zbliżających się kroków oraz pociągnięcie nosem, wskazujące jasno na obecność Bursztynowej Łapy. Wojownik skierował głowę w dół, w międzyczasie otwierając oczu i utwierdzić się w swoich nieomylnych przypuszczeniach. Rudy uczeń właśnie pokonywał ostatnie dzielące ich długości, by następnie w ciszy wyruszyć na trening. Zielonooki miał nadzieję, że chociaż dzisiaj młodszy będzie dla niego jakkolwiek łaskawy i poświęci trochę uwagi na słuchanie jego tłumaczeń – nadal nie wiedział, co może zainteresować Bursztyna w szkoleniu, by ten zaczął się do tego przykładać. Czuł się kompletnie zielony w kwestii trenowania uczniów, nawet jeśli dawniej już jednego miał pod swoją opieką. Jednak Kołysankowa Łapa nie ukończył szkolenia, gdyż zmarł, nim mu się to udało.
«★»
Poczciwy Szakłak już sam nie wiedział, co robi nie tak. Trening z płomienno-rudy był istną katorgą i nie chciał go nigdy więcej wspominać, traktując te kwestie, jako temat tabu. Zmęczony przystanął niedaleko wyjścia z tunelu, kiedy nagle poczuł muśnięcie, na co mimowolnie się spiął, dopóki nie ujrzał przed sobą kremowego pręgowanego klasycznie futra należącego do Gasnącej Łapy. Miał przyznać, że jego jasna szata wyglądała zachwycająco, kiedy promienie Wysokiego Słońca padały wprost na niego. Często zdarzało mu się porównywać sierść ucznia do piasku na plaży.
Na widok ciepłego uśmiechu w jego stronę, poczuł, jak jego serce na chwilę gubi rytm, nim niespodziewanie przyspieszyło swoją pracę. Nie rozumiał reakcji swojego ciała, więc chcąc to przeczekać, ruszył z dotychczasowego miejsca, lecz wtedy zdał sobie sprawę, że w jego głowie panuje pusta – nie wiedział, gdzie może się udać, ani w co łapy włożyć. Dlatego też zaczął się bezcelowo włóczyć po obozie, co pręgowany wykorzystał i w paru krokach dopadł Burzaka.
— Co u ciebie? — zapytał, lecz nie doczekał się odpowiedzi. — Coś ostatnio nie jesteś sobą… — zauważył, przechylając delikatnie głowę.
Zaklął w myślach, nie spodziewając się, że aż tak widać, że za dużo razy w swoim życiu już miał pod górkę – niemal za każdym razem, kiedy znany mu kot opuszczał świat żywych. Zacisnął szczękę, nie chcąc teraz wracać do tego myślami.
— Wiesz… trochę bolą mnie łapy po dzisiejszym treningu, jeśli można to tak nazwać. Wasze tereny są całkiem spore! — miauknął nagle Gasnąca Łapa, mrużąc pomarańczowe ślepia. — Pójdę się przespać, żeby ci nie przeszkadzać — dodał, po czym, nie czekając na odpowiedź rozmówcy w tym jednostronnym dialogu, udał się do legowiska uczniów.
Ciężko westchnął, zostając samemu w miejscu, gdzie zatrzymał się, kiedy podszedł do niego kremowy. Czuł się kompletnie zagubiony w tym wszystkim, szczególnie gdy pojawiło się nowe, dotąd nieznane mu uczucie, którego się obawiał. Nie wiedział jak sobie z tym poradzić i jedynie pozostawały dwie możliwe opcje, które przychodziły mu do głowy. Wybrał tą, która wydawała się lepsza, bez mocno negatywnych skutków oraz wzbudzającą mniejsze podejrzenia, że coś jest nie tak.
Ruszył w stronę Skruszonego Drzewa z nadzieją, że zastanie zastępcę w legowisku lidera lub gdzieś w pobliżu i na szczęście spotkał dymnego, kiedy ten opuszczał wyższą kondygnację wieży.
— Zawodzące Echo — zaczął, zwracając uwagę rozmówcy.
— O co chodzi. Ten Klifiak już coś zrobił? — spytał, od razu przewidując najgorsze.
— Nie nie, to nie ma z nim nic wspólnego.
“No prawie.”
— A więc słucham.
— Przydzielisz mnie do większej ilości patroli?
— Przecież masz ucznia do wyszkolenia — zauważył niebieskooki. — Pokładam w tobie nadzieję z naprostowaniem Bursztynowej Łapy.
— Skoro o tym mowa, to nie jestem przekonany, bym podołał…
— Poczciwy Szakłaku, zostałeś wybrany jako mentor dla Bursztynu, gdyż uważam, że poradzisz sobie z tym oraz jesteś już gotowy, by wziąć pod swe łapy kolejnego ucznia — wyjaśnił dymny.
— No dobrze… A co do tych patroli, to może chociaż dasz mnie częściej na poranne i wieczorne? — zaproponował, mając nadzieję, że jakoś to ugra na swoją korzyść.
— Wezmę twoją prośbę pod uwagę.
«★»
— Poczciwy Szakłaku, Zawodzące Echo kazał Ci przekazać, że rano będziesz brać udział w patrolu z Cyklonowym Okiem, Złotą Wydmą i Bursztynową Łapą. — Wieści od dymnego przekazała mu Skrzydlata Płomykówka, kiedy tylko wieczorem wróciła do legowiska wojowników. Czarny skinął głową, mając zamiar udać się na zasłużony spoczynek po całym dniu.
“Spokojnie leżał, pogrążony we śnie, dopóki nie poczuł pod swym ciałem czegoś mokrego. Z niezadowolonym mruknięcie przebudził się, czując, jak jego ciała nadal wolałoby odpoczywać. Sennie spojrzał na źródło wilgoci, którym okazała się jakaś kałuża – początkowo uznał to za wodę, lecz zamarł, gdy do jego nozdrzy dotarł metaliczny zapach. Czuł, jak cały zamiera, uświadamiając sobie, że to wcale nie była woda, tylko czyjaś krew. W pierwszej chwili zaczął sprawdzać swoje ciało, czy przypadkiem posoka nie należy do niego, lecz na sobie nie znalazł żadnych obrażeń świadczących o możliwym wykrwawieniu się, patrząc na ilość szkarłatu pod swymi łapami.
Po chwili jego wzrok zaczął badać otoczenie, jakby z nadzieją, że wyjdzie wyjście z tego wszystkiego. Ruch ten jednak był błędem, gdyż wokół niego zaczęło majaczyć pięć sylwetek, których nie był w stanie rozpoznać w pierwszej chwili. Dopiero kiedy te podeszły bliżej mógł przypasować wygląd kotów do ich imion, które tak doskonale znał: bury pręgowany tygrysio kocur o zielonych oczach, srebrno-rudy kocurek z brązowymi ślepiami, kremowy bicolor, niebieska szylkretowa kotka oraz pomarańczowooki kremowy kocur z krótkim ogonem. Oni wszyscy byli doskonale znani kocurowi o oliwkowym spojrzeniu – każdy z nich w jakiś sposób był związany z nim, czy to często obecnością, czy więzami krwi.
Dopiero moment później uświadomił sobie, że spod łap każdego z nich biegnie stróżka krwi, która łączyła się w jedną całość pod nim samym. Jego oczy momentalnie zaszły łzami, nie chcąc przyjmować do wiadomości, że po kolei każde z nich umierało z jego winy. Chciał krzyczeć, wyć wniebogłosy z bólu, jaki rozdzierał jego klatkę piersiową od środka, lecz nim pierwszy dźwięk opuścił jego ciało, podłoże pod jego łapami nagle się zapadło, a on zaczął tonąć. Z niewyobrażalnym wysiłkiem zaczął młócić łapami w cieczy, chcąc wypłynąć na powierzchnię, lecz w zastraszającym tempie zaczął opadać z sił.
Już się godził z własną nieuniknioną śmiercią, kiedy nagle poczuł czyjeś zęby na karku, a w następnej chwili siłę, z jaką był wyławiany z cieszy. Biorąc przemoczonym i z trudem łapiąc oddech, uniósł spojrzenie na swojego wybawcę, a był nim Królicza Prawda. Kocur poruszał wargami, lecz Szakłak nie był w stanie nic usłyszeć, chciał nawet coś powiedzieć, lecz zamiast tego zaczął kaszleć. Lecz nie był to zwykły kaszel, gdyż ten składał się z płatków kwiatów.”
«★»
Po koszmarze, który zgotował mu umysł, nie był w stanie zmrużyć choćby oka na drobną chwilę. Obawiał się, że sen ten może zaliczać się do tych proroczych, czego zdecydowanie wolałby uniknąć. Wolał już nikogo z bliskich nie tracić, szczególnie kiedy koty te były wyjątkowo ważne dla niego i nie wyobrażał sobie dalszej egzystencji bez nich u boku.
Zmęczony, bez spokojnej nocy, opuścił legowisko wojowników wraz z pierwszymi promieniami słońca, które przebijały się przez niewielkie krzewy okrywające norę. Kiedy tylko łuny światła zaczęły muskać jego czarną sierść, przystanął na chwilę, szukając w swym umyśle miejsca, gdzie panował tak upragniony porządek i spokój. Pochłonięty tymi poszukiwaniami nawet nie zauważył, gdy przysiadł pod murem z krzewów pomiędzy jednym z tuneli a legowiskiem, które wcześniej opuścił. Nie zorientował się również, gdy dołączył do niego Gasnąca Łapa.
— Ja wiem, że nie znamy się za dobrze… — zaczął ostrożnie, siadając obok. — Ale nie mogę patrzeć, jak marniejesz w oczach! Nie jesteś już tym samym Poczciwym Szakłakiem, który kilka księżyców temu rzucał dwuznacznymi stwierdzeniami — zachichotał cicho, ale po chwili znów spoważniał i przybrał zatroskany wyraz pyska. — Chcę wiedzieć, co tak bardzo cię męczy. Też jestem kotem i wiem, jak ciężko jest zmagać się z problemami samemu. Niezliczoną ilość razy chciałem, by ktoś okazał mi wsparcie, dlatego teraz sam chcę podarować je tobie. Nawet jeśli nie opowiesz mi od razu wszystkiego ze szczegółami — wyjaśnił. — Jestem pewny, że będzie ci lżej, jeśli wypowiesz na głos to, co leży ci na sercu.
W pierwszej chwili zacisnął szczękę, przypominając sobie koszmar, który zapewne nie da mu spokoju przez kolejne dni, dopiero po chwili, kiedy zrozumiał, że kremowy ma rację, oparł czoło o jego brak z ciężkim westchnieniem. Może faktycznie potrzebował kogoś, kto zmusi go do podzielenia się tym wszystkim – odkąd Poczciwy Dziwaczek odszedł, niemal wszystko dusił w sobie.
— Nie zasługuje na ciebie… — wymruczał. — Czy na pewno jesteś prawdziwy? — zażartował, starając się psychicznie przygotować na to, co powie pręgusowi, choć akurat na to nie można być nigdy przygotowanym. — Odkąd pamiętał, byłem niemal całkowicie sam. Jak za kociaka ma się problemy z nawiązywaniem znajomości, to ciągnie się to za tobą już do końca. Pierwszym, który był mi bardzo bliski, był mój mentor, Poczciwy Dziwaczek. Jednak sezony temu zmarł, nie mogąc nawet zobaczyć swych dzieci, które niedługo później się narodziły. Byłem wtedy już wojownikiem, więc mogłem się spodziewać, że kiedyś dostanę własnego ucznia i tak też się stało, tylko że zmarł, nim ukończył szkolenie. Potem był Słoneczny Fragment, który zainteresował się mną nieco, ale i on podzielił ich los. Czuje się, jakbym to ja był główną przyczyną ich śmierci…
<Gasnąca Łapo, co powiesz na to wyznanie?>
Dla ciekawych znaczenie snu:
Na wstępie powiem, że nie znam się w żadnym stopniu na snach i wszystko to było brane z Internetu!
~ Znaczenie tonięcia~
Odzwierciedla przytłoczenie emocjonalne, stres i utratę kontroli nad własnym życiem lub konkretną sytuacją.
~Znaczenie kaszlu płatkami kwiatów~
Metaforyczny symbol, który zazwyczaj odnosi się do tłumionych emocji, niespełnionej miłości lub problemów z wyrażaniem siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz