Przeszłość
Pogoda często nie dopisywała nad klifami ze względu na prądy wiatru znad morza, lecz dziś fale przechodziły same siebie, podobnie jak potężne podmuchy powietrza. Ruda dzień wcześniej została przydzielona do jednego z patroli łowieckich, jednakże nikt się nie spodziewał aż tak drastycznych warunków atmosferycznych. Wraz z Mroźnym Wierchem miała niemal z samego rana opuszczać obóz, ale kiedy tylko ledwo opuścili bezpieczną jaskinię, uderzył w nich tak silny podmuch wiatru, że cętkowana o mało, co nie skończyła u podnóża klifu. Miała wrażenie, jakby całe życie przeleciało jej przed oczami – zdecydowanie wolałby tego nie powtarzać. Liliowy z uwagi na wciąż niewielkie doświadczenie Wilczaczki w poruszaniu się klifach w ekstremalnych warunkach, zadecydował, że powinni pozostać w obozie, podobnie jak uczniowie, dla których przeprawa wzdłuż ściany mogłaby zakończyć się tragicznie w skutkach.
— Pikująca Jaskółko. — Kocur od razu rozpoczął rozmowę z zastępczynią, kiedy tylko ta znalazła się w zasięgu ich wzroku.
— O co chodzi? Nie mieliście wychodzić na patrol łowiecki?
— Mieliśmy, ale pogoda na tyle się rozszalała, że byłam bliska upadku — wyjaśniła Pieśń, stając u boku Wierchu.
— Niech uczniowie z mentorami dziś pozostaną w obozie, przekaż to innym Mroźny Wierchu — poleciła kremowa. Zielonooka oddaliła się od wojowniczki, która pozostała w dotychczasowym miejscu.
Wieści o niesprzyjających warunkach pogodowych szybko się rozniosły, a w jaskini zaczęło być dość tłoczno. Żółtooka miała wrażenie, jakby miała się zaraz udusić w tym zgiełku – bardziej przywykła do dni, kiedy obóz tętnił życiem, ale zachodziła rotacja między wychodzącymi a wracającymi kotami, przez co ciężko było stwierdzić faktyczną ilość Klifiaków na tak ograniczonej powierzchni. Cicho jęknęła, próbująca się przedostać przez kolejnych to pobratymców, a radośni uczniowie plączący się między łapami nie pomagali. Kotka starała się nikogo nie nadepnąć, choć oczywiście jej próby spełzły na niczym, gdyż już po paru krokach zdążyła stanąć łapą na czyimś ogonem, przez co ktoś syknął z bólu w jej kierunku. Zdecydowanie to nie był jej dzień i jedyne, o czym teraz marzyła, to znalezienie się ponownie na półce skalnej z jej posłaniem.
W pewnym momencie na drodze stanęła jej pointka, córka Źródlanej Łuny. Kotka nie rozmawiała ze starszą od dłuższego czasu, dając jej czas i przestrzeń na wychowanie dwójki kociąt, która obecnie była uczniami. Szron i Strzępka kojarzyła jedynie z widzenia, gdyż czasem któreś z nich podchodziło bliżej wyjścia ze żłobka, więc mogła ich z pewnej odległości obserwować.
— Hej... — rzuciła. Ruda od razu chciała odwzajemnić przywitanie, lecz uczennica nie nie pozwoliła i kontynuowała: — Zoształam zmuszona do konswerszacji z tobą.
— Słucham…? — mruknęła, nie spodziewając się takiego ciągu dalszego. W dodatku nie była pewna, jak na to zareagować.
— Dokładnie tak, jak powiedziałam. Nie wiem, o czym mam z tobą rozmawiać, nie mam na to ochoty, ale to polecenie mojego mentora. Nie będę mu się szprzeciwiać ani ignorować jego szłów — wyrecytowała. — Jesztem Oszroniona Łapa... A mój mentor to Trójoki Zając.
Chwilę jej zajęło przetworzenie słów, biorąc pod uwagę ich treść oraz niewielką wadę wymowy, którą posiadała terminatorka. Ruda nic do tego nie miała, lecz była jej to pierwsza styczność z kotem, którego wyróżniał sposób mówienia.
— Wiem, kim jesteś, więc nie musiałaś się przestawiać — odparła, posyłając niebieskookiej lekki uśmiech. Nie wiedziała do końca, jak kontynuować tę rozmowę, głównie z uwagi, iż nie znała podejścia uczennicy do jej wilczackiego pochodzenia.
«★»
Obecnie
W ostatnich dniach pogoda wręcz dopisywała i większość Klifiaków spędzała ten czas poza obozem, w tym ruda wojowniczka, która często wędrowała na plaże, by obserwować morze. Takich widoków nie miała w Klanie Wilka – fakt, mieli może jezioro czy coś w tym stylu, jednak w żadnym stopniu się to nie umywa do widoku otwartej toni. Przy okazji mogła zapolować na kraby, co było kiedyś nowością dla niej, do dziś pamięta ból, kiedy skorupiak złapał ją za łapę swoimi szczypcami. Od tamtego momentu z ostrożnością obchodziła się z tymi żyjątkami.
Właśnie jednego z nich miała łapać, kiedy to usłyszała kroki pobratymca. Zaciekawiona zerknęła w stronę kota, który także postanowił udać się na plażę. Odwrócenie wzroku od kraba było największym błędem, gdyż ten, zamiast uciec, to jakby specjalnie pozostał i nawet zacisnął swoje szczypce na jednej z łap rudej. Wręcz zawyła z bólu, próbując się pozbyć złośliwego skorupiaka. Oczywiście temu wszystkiemu przyglądała się Oszroniony Kieł, której kroki słyszała cętkowana.
<Szron?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz