Zauważywszy chudą, czekoladową kotkę, poruszającą się z niezwykłą gracją, Miodek podeszła do niej z zaciekawieniem wymalowanym na mordce. Słońce wspinało się wysoko na niebie, przykryte delikatnie przez parę nieregularnych gołębich chmurek. Ciepłe podmuchy wiatru muskały futro kotów, napierając lekko na ich wibrysy. Poranne patrole zostały już wysłane przez zastępców. Pierwsze grupki do polowań zaczęły zbierać się w wyznaczonym miejscu, a potem wyruszyły w celu powiększenia sterty zwierzyny. Z tego, co słyszała, dzisiaj mieli wyruszyć na zgromadzenie. Ciekawe, co robiło się na tych całych zgromadzeniach? To znaczy… ostatnio rozmawiała z Kocimiętkowym Wirem, kotka powiedziała jej mniej więcej, na czym polegają, jednak czy naprawdę wszystkie przynależności zbierałyby się tylko po to, żeby porozmawiać? W dodatku fakt, że poza zgromadzeniami mogli się bić i to do woli… Na samą myśl zrobiło jej się przykro. Nadal była zdania, że stworzenie jednego wielkiego klanu nie byłoby wcale głupie. Nie musieliby wtedy walczyć o granice. W dodatku zwierzyny by im wystarczyło tyle, żeby się podzielić jeszcze z kimś innym. Ponadto… Czy ogrom nowych zapachów i masa obcych kotów przytłoczyłaby ją?
Uczennica dzisiaj bardzo się wyspała, choć nie pamiętała za bardzo tego, co jej się przyśniło. Całe szczęście, nie budziła się w nocy. Była niezwykle ciekawa, kiedy wrócą patrole. Może i ona by kiedyś została wybrana na takowy? Na razie musiała ukończyć szkolenie pod okiem Wilczego Skowytu… Jeśli chciała stać się jedną z nich, to wypadałoby dobrze znać ich zwyczaje, prawda? Żółtooka kotka, która zwróciła jej uwagę na siebie, miała roztrzepaną grzywkę, biel układała jej się w dość ciekawy sposób – dokładniej rozlewała się po całej jednej połowie pyszczka, zupełnie omijając drugą. Futerko miała idealnie uczesane, jakby spędziła sporo czasu na ułożeniu go. Pomiędzy kosmykami widniały sporych rozmiarów, piękne, intensywnie niebieskie sójcze pióra, które odbijały ślicznie ciepłe promienie słońca. Gdy nawiązały kontakt wzrokowy i wojowniczka zatrzymała się, Miodek posłała jej serdeczny uśmiech. Odczekała parę uderzeń serca przed rozpoczęciem rozmowy, co wytworzyło między nimi konkretną atmosferę, która zresztą nie przeszkadzała złotofutrej jakoś szczególnie.
— Cześć, jadłaś coś dzisiaj? Może… podzielimy się tą myszką? — zapytała, na co Iskrząca Nadzieja odwzajemniła rozpromienienie. Pokiwała spokojnie głową, co sprawiło, że złota odczuła swego rodzaju ulgę, ale i dostała dodatkową dawkę szczęścia.
— Tak… jadłam już, ale przyznam szczerze, że się nie najadłam. Z chęcią z tobą zjem — odparła, poruszając spokojnie ogonem. Obydwie kotki usadowiły się na uboczu obozu, żeby przypadkiem nikomu nie krzątać się pod łapami.
— Masz ulubioną zwierzynę? — zapytała, po czym odgryzła kawałek zdobyczy, a resztę przysunęła do towarzyszki.
<Iskrząca Nadziejo?>
[508 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz