Przeszłość, nim Truskawkowe Pole została wojowniczką, a następnie zastępczynią
Początkowo obecność dwójki były Owocniaków w Klanie Klifu ją zaskoczyła. Szok ten jednakże równie szybko minął, kiedy to uświadomiła sobie, że nie tylko ona nie pochodzi stąd, a mimo to obóz w jaskini nad klifami stał się jej nowym, prawdziwym domem. Nawet jeśli jako były Wilczak nie mogła w pełni odciąć się od przeszłości, to szepty Klifiaków były znacznie lepsze niż obawa o własne życie na każdym kroku, jak to miało miejsce w Klanie Wilka. Ruda była aż zbyt świadoma, że tą decyzją złamała niejedno serce kota, który pozostał na zalesionych terenach, jednak musiała także brać pod uwagę własne dobro.
Początkowo tęsknota była nade silna, wręcz rozrywająca jej duszę od środka na najmniejsze kawałki, jednak końcowo ból, który przeżyła, ukształtował ją na nowo w obcym miejscu, wśród nieprzychylnych spojrzeń, szeptów, lecz to nie miało tak dużego znaczenia, jak poczucie bezpieczeństwa, które w końcu zaznała. A z czasem wszystko zdawało się tracić na sile, Klifiacy przywykli do jej obecność w obozie, czy też patrolach, nikt zbytnio nie narzekał, dopóki ta wypełniała sumiennie swoje obowiązki i tak naprawdę nadal pracowała, by postać wśród nich, nawet jeśli otrzymała imię i przeszła mianowanie na pełnoprawnego wojownika.
Chłodniejsze dni pory opadających liści leniwie płynęły niczym same liście, kiedy to swój taniec w powietrzu, muskane delikatnym jesiennym wiatrem, nim końcowo dotknął ziemi i dołączą do innych upadłych, tworząc kolejną warstwę ściółki leśnej. Żółtooka nie odczuwała zbyt dużej tęsknoty za lasem, gdyż powoli łysiejące korony drzew w kolorach czerwieni, żółci, czy pomarańczu były skutecznie zastępowane zachodami słońca nad klifami. Bywały dni, kiedy to przesiadywała nad urwiskiem w każdej wolnej chwili, obserwując chylące się ku zachodowi słońce lub pomarszczoną taflę morze, którego szum skutecznie uciszał niechciane myśli, powracające niczym natrętne muchy.
Rozżarzona Pieśń właśnie wracała znad klifu, gdzie trochę posiedziała w samotności, kiedy to do jej uszy dobiegły dźwięki rozmowy, której bliżej było do kłótni niżeli spokojnej konwersacji. Cętkowana nieco przyspieszyła kroku, woląc nie napotkać tych wzburzonych Klifiaków — jakoś nie uśmiechało jej się zostać mediatorem pomiędzy kłócącymi się lub kimś w tym rodzaju. Wolała unikać mieszania się w cudze problemy, czy też ostrzejsze wymiany zdań, nie chcąc narazić się jakiemukolwiek Klifiakowi. Do dziś pamięta, jak Źródlana Łuna początkowo z nienawiścią zaatakowała przybłędę z Klanu Wilka. Po ich pierwszym spotkaniu nadal nosiła na swym ciele blizny, choć na pewno nie tak okazałe, jak te, których nabawiła się w nocy, która miała zadecydować czy jest gotowa zostać uczniem.
Z gniazda ze zwierzyną wzięła sobie jakąś z bardziej lichych piszczek, a następnie oddaliła się nieco, chcąc ją samotni skonsumować. Dotychczasowy spokój i raczej leniwy nastrój w jaskini został zakłócony głośnym wejściem rodzeństwa. Truskawkowa Łapa i Wędrująca Łapa rzucali między sobą jakieś uwagi, nawet nie starając się zachować jakąkolwiek kulturę przy pobratymcach, którzy może chcieli odpocząć po całym dniu. Ruda ciężko westchnęła, chcąc już, wziął pierwszy kęs zwierzyny, kiedy niespodziewanie obok niej pojawiła się szylkretka. Nieco podskoczyła, nie będąc w stanie zapanować nad reakcją swojego na ruch ze strony terminatorki.
Początkowo chciała zignorować jej obecność obok, lecz ta niespodziewanie zadała w jej kierunku pytanie.
— Nie wiem… Według mnie zachowujecie się, jak większość rodzeństw — mruknęła. — Sama mam brata i siostrę, lecz z nimi chyba miała dobry kontakt i nie pamiętam jakichkolwiek kłótni między nami — przyznała, czując, jak tym samym niebezpiecznie zbliża się do ran, których wolałaby nie rozdrapywać.
— Twój brat nie jest gburem? Jedynie pozazdrościć. Nie musisz się męczyć z takim na co dzień. Jak się nazywają? Nie kojarzę, by mówiono o więcej niż jednym Wilczaku tutaj.
— Oni… Pozostali w klanie, chyba.
«★»
Obecnie
Żółtooka wkroczyła do obozu wraz z resztą patrolu granicznego, który wyruszył niedługo po Wysokim Słońcu. Ruda czuła, jak nagrzana sierść nie daje jej chwili wytchnienia, choć przyjemny chłód bijący od wodospadu dawał niewyobrażalną ulgę, szczególnie kiedy drobne kropelki spadającej wody osiadały na rozgrzanych ciała wojowników. Żar powoli skierowała swoje kroki do kociarni, gdzie przebywały dwie młode koteczki, znajdujące się pod opieką Jastrzębiego Zewu, choć królowa nie była sama, gdyż w ostatnich dniach dołączyła do niej zastępczyni Lśniącej Gwiazdy. Truskawkowe Pole spodziewała się kociąt, więc na ten czas i późniejsze księżyce musiała odstąpić od wykonywanych obowiązków. Lider, nie chcąc zostawić pustego stanowiska, mianował Źródlaną Łuną nową zastępczynią na czas dwóch księżyców.
— Witaj Jastrzębi Zewie i kociaki. Jak się masz Truskawkowe Pole? — zagaiła, kiedy tylko młódki dopadły jej szerokie łapy.
<Truskawko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz