Zobaczyła starego Barszcza. Jedyny porządny kot, który jeszcze żył. Czemu nie on rządzi? Byłby lepszym przywódcą kilkukrotnie od Króliczej Gwiazdy.
— Witaj, Barszczowa Łodygo, czy mogę z tobą spędzić czas? Mamy o czym gadać, jesteśmy świadkami gwałtownych zmian w naszym klanie — czekoladowy kocur posłał jej tylko spokojny uśmiech. Patrząc na niego, naprawdę się zestarzał, było powoli widać mu kości i zmarszczki, a jego futro lekko siwiało przez czas.
Pysk posiwiały, a wąsy długie, opuszczone w spokojnym, dziadkowym wyrazie.
— Z Tobą zawsze chętnie — miauknął nieco chrapliwym głosem. — Może przejdziemy się jak za starych, dobrych czasów?
— Jasne, nie mogę ci odmówić. Nie mówiąc, że pogoda nam sprzyja — niebo było tak bezchmurne i tak intensywnie niebieskie, aż chciałoby się wyjść. Bez wahania pociągnęła za sobą Barszczową Łodygę i już byli poza obozem.
— Wiesz, chyba nie tylko ty odczuwasz starość, mi same łzy się nasuwają, gdy widzę jak moja Raniuszek urosła! Teraz jest Śpiewającym Raniuszkiem, a ja nadal mówię do niej jej pierwszym imieniem, urosła na wspaniałą wojowniczkę, jest jedyną moją dumą i Rudej Lisówki, która się odstała. Pomyśleć, że miałam kiedyś dwóch potomków, a teraz tylko jednego — nie umiała wymówić z pyska imienia Cichej Łapy, powinien i tak zostać zapomniany. Raniuszek była lepszym darem od Klanu Gwiazdy i zawsze nim będzie, nieme potomstwo nic by nie dało klanowi. Starszemu kocurowi przez chwilę wąsy opadły na dół, chyba z powodu jej syna.
— Masz rację, Raniuszek jest porządnym kotem — odpowiedział po dłuższej chwili starszy kocur. — Chociaż mojemu Szakłakowi oraz Pchełce również nic nie brakuje. Dawno nie widziałem córki... A z Poczciwego Szakłaka wyrósł przepiękny kocur — wymruczał starszy.
Szli przez rozległe równiny Klanu Burzy. Kotka patrzyła na nie z sentymentem, przypominając sobie, jak trenowała tutaj jako uczennica Barszczowej Łodygi i Jako mentorka ze Skrzypiącym Skrzypem, gdy był jeszcze jej uczniem.
— Czy mi się wydaje, czy ułożyłaś dzisiaj jakoś inaczej sierść? — zagaił po chwili kontemplacji. Starszy pewnie zauważył zmianę na jej futrze, kotka się rozpromieniła.
— Dzięki, że zauważyłeś. Jak szłam z Rudą Lisówką, to stwierdziłam, że tyle kwiatów teraz rośnie, że postanowiłam kilka wykorzystać do pielęgnacji mego futra. Świeże kwiaty jednak dają inny efekt niż suszone — pogładziła swoje piękne futro, które miało w sobie kwiatową esencję. — Dawno jej nie widziałeś? Musimy zatem iść na granicę z Klanem Klifu, może ją spotkamy, co ty na to? — nie wyobrażała sobie, że Barszczowa Łodyga miałby odejść bez zobaczenia się z własną córką, choć ostatni raz. Kocur w końcu nie był w kwiecie młodości.
<Ścigamy się na granicę z Klanem Klifu, Barszczu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz