Przeszłość
Cętkowana od rana chodziła z bólem głowy, przez co była drażliwa znacznie bardziej niż zwykle. Kotka zastanawiała się przez część dnia, co może być tego przyczyną, lecz kiedy porządne nawodnienie nie pomogła, postanowiła udać się do Jagnięcego Ukłonu z prośbą o parę ziaren maku. Przy okazji może, by porozmawiała chwilę z medyczką — w ostatnim czasie coraz rzadziej zdarzało im się urządzać niezobowiązujące rozmowy.
Nawet nie zauważyła, że ktoś wcześniej wszedł do legowiska, dopóki o mało, co jakiś uczeń na nią nie wpadł. Kojarzyła go głównie z widzenia oraz faktu, iż często można było go ujrzeć w towarzystwie Rozkwitającego Astra, która zapewne była jego mentorką lub kimś innym dla młodzika. Ruda nadal jakoś nie umiała się przyzwyczaić do faktu, iż w Klanie Klifu jest osobna rola dla kotów, które nie mogą zostać wojownikami i zamiast podstawowych ich obowiązków, zajmowali się pobratymcami.
— Źle ci? — mruknęła, mrużąc ślepia na widok ucznia, który stanął jak wryty i nawet nie był łaskaw przeprosić. Normalnie, by to ją nie obchodziło, lecz ten trafił na zły momentu u Żar, plus tym swoim stanie nieco zawadzał jej na drodze do lecznicy. Zirytowana strzepnęła krótkim ogonem, czekając, aż ten łaskawie wydusi z siebie jakieś słowo lub ruszy się z miejsca.
— Nie, nie… — odpowiedział w końcu. — Ale… jesteś z Klanu Wilka, tak? — zapytał ostrożnie.
Rozżarzona Pieśń zmierzyła go wzrokiem tak chłodnym, jakby chciała wbić go w ziemię na głębokość kilku zajęczych susów.
— Nie, nie jestem z Klanu Wilka. Urodziłam się z dala od klanów — odparła sucho, mając dość tego, że każdy patrzy na nią przez pryzmat miejsca, gdzie została wychowana przez kochającą matkę zastępczą.
— To… nie o to mi chodziło.
— Przecież wiem.
— Nie mam nic złego na myśli — dodał ciszej, na co ucho rudej drgnęło nieznacznie. — Chciałem tylko wiedzieć, jak jest w Klanie Wilka… bo… mam przypuszczenia, że-
Urwał w połowie zdania, spuszczając wzrok na własne łapy.
Cętkowana na nowo zmrużyła oczy, zastanawiając się przez chwilę, co dalej z tym wszystkim zrobić. Skoro kocur był ciekaw jej dawnego klanu, to nie widziała żadnych przeciwwskazań, aby mu o tym nie opowiedzieć — nawet dobrze, by się stało, gdyż więcej kotów, by dostrzegł, że Klan Wilka jest wylęgarnią zbrodniarzy, którzy nawet nie powinni mieć prawa stąpać po ziemi, a ich miejsce było jedynie w Mrocznej Puszczy, zapomnianych przez resztę kotów.
— Słuchaj, aktualnie nieco stoisz mi na drodze do lecznicy, więc jeśli chcesz wiedzieć coś o Wilczakach, to złap mnie jutro czy kiedykolwiek później. Obecnie umieram z bólu głowy — wyjaśniła, a kiedy tylko młodzik się odsunął, robiąc jej przejść, nie zwróciła uwagi na jego słowa, marząc tylko o tym, by mak uśmierzył ten pulsujący ból w czaszce.
«★»
Obecnie
Rozżarzona Pieśń wraz ze wschodem słońca już była gotowa na pierwszy patrol jego dnia. Pora zielonych liści powoli przeobrażała się w kolejnym, znacznie cieplejszy sezon, który dla większości kotów będzie istną katorgą. Ona na szczęście nie miała tak źle, gdyż jej płomienno-ruda szata nie przyciągała tak bardzo promieni słonecznych, jak ciemniejsze kolory, lecz sama długość mogła być nieco zgubna. Długa sierść miała swoje plusy, a także minusy, które można było odczuć przy skrajnych temperaturach — w czasie przymrozków stanowiła dobrą ochrony, inaczej w czasie pory opadających czy też zielonych liści, kiedy to była narażona na przegrzanie.
Wojowniczka właśnie wygrzebywała się z legowiska na jednej z półek w jaskini, kiedy zauważyła ruch w pobliżu legowiska uczniów. Bury kocur przysiadł niedaleko wyjścia, jakby w oczekiwaniu na kogoś — Żar była typem rannego ptaszka, więc nawet jeśli nie była przydzielona do porannego patrolu, to i tak się pchała o wczesnej porze do opuszczenia obozu. Część kotów początkowo nie była z tego zadowolona, lecz z czasem było im to na łapę, gdyż mogli dłużej pospać i swój przydział patrolu mieć w późniejszych porach dnia.
Cętkowana sama podeszła bliżej do wielkiego otworu, który był początkiem jaskini, gdzie Klifiacy urządzili obóz. Widok i szum spadającej wody skutecznie wypełniały jej umysł. Kiedyś ciągły dźwięk wodospadu tuż obok było uciążliwe, lecz dość szybko stało się idealną melodią przed snem.
Żar nawet nie zauważyła, gdy obok zjawił się Skrzydlata Pogoń, będący mentorem Agatówkowej Łapy. Najwidoczniej ci szli na trening bądź patrol — ruda nie roztrząsała tego, gdyż po chwili do nich dołączyła Jenocia Kufa. Żółtooka już wiedziała, że to wyjście nie będzie spokojne. Rodzeństwo wojowników było tym, które często ze sobą konkurowało, chcąc być lepsze od tego drugiego. Dawna Wilczaczka czuła się wtedy nieco, jak piąte koło u wozu, ponieważ nie zdarzało jej się angażować w ich przepychanki, wolała wtedy popatrzeć z boku lub zająć się czymś innym, jak na przykład polowanie.
Kiedy tylko opuścili klifu, ich kroki skierowały się w stronę granicy z Klanem Wilka. Dawniej Żar obawiała się tych terenów Klifiaków, lecz po tylu księżycach wątpiła, by ktokolwiek był w stanie ją rozpoznać, patrząc na ilość nowych szram na ciele, lub by ktoś jeszcze pamiętał o jej istnieniu. Zapach, który utrzymywał się na rudym futrze, zdążył się zmienić z ostrego i nieprzyjemnego Wilczackiego na woń soli morskiej. W dodatku od słonej wody sierść wojowniczki była nieco bardziej sztywna, jakby drobinki soli oblepiły niektóre pasma, tworząc kolejne grubsze i mniej aksamitne w dotyku. Żółtookiej to nie przeszkadzało, wręcz się cieszyła z takich zmian, gdyż w końcu zapominała o wszystkim, co mogłoby ją jeszcze jakoś wiązać z Klanem Wilka. Oczywiście nie wliczała w to rodziną, za którą nadal mimowolnie tęskniła, choć było to uczucie, z którego istnieniem się pogodziła.
«★»
Obóz powoli budził się do życia, choć większość kotów wyglądała, jakby nadal spała. Rozżarzona Pieśń z nornicą i kosem w pysku podeszła do gniazda na środku jaskini, pełniące funkcję stosu na zwierzynę, do którego zostały dorzucone dwa świeże i jeszcze ciepłe kąski. Żółtooka miała w planach położyć się gdzieś na zimnej skale, lecz wtedy jej spojrzenie padło na niskiego protektora, który właśnie rozmawiał z Rozświetloną Skórą w wejściu do legowiska starszyny. Ruda zrezygnowała z pomysłu podejścia do niebieskiego, nie chcąc przeszkadzać, lecz kiedy ten zakończył rozmowę ze starszym, od razu ruszyła w jego stronę.
— Serdeczna Naparstnico — zawołała go, chcąc, by ten zatrzymał się w miejscu. — Hej, jak tam Ci poranek mija? — zagadała jakby nigdy nic. — Masz może chwilę na rozmowę? Dawniej chciałeś coś się dowiedzieć o Klanie Wilka, ale Cię wtedy zbyłam. Jeśli nadal chcesz posłuchać, to teraz masz możliwość.
<Naparstku? Gotowy na mroczne sekrety Wilczaków?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz